Miłe to, że po takiej długiej przerwie, kiedy z godnością twierdziłam: phi, co mi tam Walentyki, skoro mam Tłusty Czwartek, nareszcie mogę po prostu uśmiechnąć się na hasło: 14 lutego. Nie, nie świętujemy. Randka idealna z panem J. to… ŁYŻWY. Gdy mu coś mu podpasuje to wałkuje to do obrzydzenia. Nie jest łatwym przypadkiem, jest uparty i marudny. Na dodatek próbuje mnie wychowywać i urządza pogadanki na temat naczyń które nie się zmieściły do zmywarki, albo kota, który śpi w ŁÓŻKU. Ale ma sobie dużo ciepła i jak na 10 miesięcy związku to również dużo niesłabnącej fascynacji mną. Lubi moje dzieci, ale to ja jestem jego obsesja. I nie chce wchodzić w to nasze życie. Tzn. jest bardzo konserwatywny (i ma zupełnie INNE poglądy i światopoglądy niż ja) i uważa, że skoro ja nie chcę w żaden sposób formalizować naszego związku (a nie chcę) to niemoralne będzie wprowadzanie go do naszego życia. Bo mam dorastające córki i jak to będzie wyglądać. I chyba ma rację. Łóżko matki to takie sacrum i rzeczywiście nie ma takiej potrzeby by wiedziały, że czasem ktoś tam jeszcze sypia. Ma strasznie bez sensu ten zawodowy grafik, ale to dobrze pasuje. Skoro kończy pracę o 22-giej (codziennie oprócz niedziel, kiedy kończy o 16-stej), a często musi być na basenie o siódmej, to pasuje to do mnie. Czasem ma dzień wolny i wtedy można zaszaleć i pójść do kina, ale to przydarza się 2x w miesiącu. Mało się ode mnie wymaga, cały czas mam wrażenie, że ja dostaję dużo więcej i dobrze się z tym czuję. Tyle Wam mogę o tym wszystkim powiedzieć.
<><>
- Mamo, a dziś o której do mnie przyjedziesz?
- Dziś po basenie, razem z maluchami. Wieczorem.
- A oni zrobili dla mnie Walentynki? Bo ja dla nich zrobiłam.
- Nie wiem 🙂 Ale ja byłam na rynku i kupiłam jabłka, także wieczorem przywiozę Ci ryż z prażonymi jabłkami.
- Tak się cieszę!
- Kupiłam też w sklepie ananasa i truskawki. Jedzeniem kupię Twoją miłość!
- I love YOU!!!!
<><>
I jeszcze wrzucę Wam Walentynkową Lilkę. Dla swojej ukochanej Mai zrobiła breloczek. W tle róże, które kupiłam wczoraj. Połowę zawiozłam Łucji, a druga połowa stoi w domu! 🙂

