Opowiem Wam o jednym ciastku…Wracałam wczoraj późno wieczorem (pojechałam na takie zajęcia, które zrelacjonuję Wam innym razem) i umierałam z głodu. Na śniadanie była owsianka, a potem już nic. Cały dzień w biegu i poza domem. A lodówka pusta. Myślę: zjem coś po drodze. Lecz nie hamburgera. Może jakiegoś kurczaka? Za szybko przejechałam obok baru sushi, więc zwolniłam. Minęłam pizzerię dochodząc do wniosku, że buła NIE i za niedługi kawałek pojawił się szyld arabskiej knajpy. Ja nawet ją kojarzyłam, bo ktoś mi o niej coś mówił, ale nie pamiętałam dobrze, czy źle. Zaparkowałam, weszłam i kartkuję menu, ale ponieważ umierałam z głodu pytam się tej babki tam:
- Coś na ciepło, sycące?
- Dania główne.
- Okej… Ojej, Państwo są knajpą wegetariańską?!
- Tak. Nawet wegańską.
- Brak nabiału przeboleję, ale mięso to lubię… Co Pani poleca?
- To jest bardzo dobre.
- Bobiki to rodzaj bobu?
- Tak. Tylko czy nie przeszkadza Pani zielona pietruszka? Te listki?
- Nie, nie. Ja lubię wszystko. Ale zanim mi to Państwo przygotują może jakieś ciasteczko i herbatę.
- Czarna z kardamonem, zielona czy jaśminowa?
- Niech będzie jaśminowa. A ciasteczko to pistacjowe… Albo te… Albo.. proszę nie wbijać! TO z chałwą: jaki to jest rodzaj chałwy?
- My sprowadzamy chałwę z Libanu. Tak jak większość składników.
- TO poproszę.
Zanim przyniosła mi danie główne (które okazało się być smaczne i bardzo sycące) wciągnęłam ciasteczko. Ono było niesamowite. I to ciastko na bloga powróci, bo mam z nim pewien plan… 😉
<><>
Byłam się przebiec ze znajomą. Chyba się przestawimy na te parkruny z tych zawodowych treningów. Jak jedziemy na tamte to tracimy pół dnia. Wracamy po 12-stej i to jest już późno. Z parkrunów wracamy o 9:40, a bieganie po lesie też ma swój urok. A ona jeszcze wzięła psa, więc też jest zadowolona, że i pies się wybiegał.


