PĄCZKI!!!

Podobno jeśli mamy już  jeść i zastanawiamy się czy lepszy przed, czy po treningu, to zdecydowanie lepiej jest PO treningu 🙂 Na siłowni leżały poukładane w piramidki. Poustawiano je na na wielkich talerzach co kilka metrów 🙂 Na takich stołach 🙂 Więc poczęstowałam się i wciągnęłam DWA 🙂 A potem jeszcze kolejne dwa 🙂 Dziadki zawiozły Łucji (babcia odstała w kolejce w jakiejś dobrej cukierni) i podrzuciły dla pozostałych wnuków. Pysze są, ale nie dlatego ćwiczę. Mignęła mi jakaś kolejna siłowniowa rocznica i powtórzę to po raz kolejny: to jest bardzo dobre. Jak mnie tak zmachają i wszystko mnie pobolewa to czuję się świetnie. Pozytywne zmęczenie! Najmocniej ćwiczę nad dolnymi partiami. Brzuch robi się szybko (to pierwsze pół roku ćwiczeń), a potem każdy piłuje tę część co go najbardziej kręci. Ja robię przysiady, podnoszę sztangę, unoszę biodra leżąc na plecach i robię wypady do przodu z ciężarkami, bo tak najprościej zbudować pupę. A jak boli tzn. że rośnie 🙂 Potem trzeba tylko SZYBKO zjeść (w ciągu godziny posiłek bogaty w proteiny) i dziś były to… pączki! 🙂

Btw. złośliwi mówią, że niefortunnie to wypada w tym roku, bo tylko 6 dni do Walentynek, ale nie będziemy się tym przecież przejmować?

<<>>

  • Lilka, jak ten pączek od babci? Pyszny, nie?
  • Ma taki dziwny NADZIEŃ.

Aaaa… Nie oduczę ich tego nadzienia!!!!