Przypadek L

  • Wrośnięty włosek?
  • Tak. Wyrywałaś sobie może jakieś włoski z brwi? – to pytanie lekarz skierował do Liliany, ona pokręciła głową, więc on kontynuował do mnie – On po prostu poszedł w złym kierunku i wywołał stan zapalny.
  • Ale że aż tak?
  • Tak. To może być dziedziczne. Nikomu w rodzinie się to wcześniej nie zdarzało?
  • Jak tak Pan zapytał, to w sumie ja to miałam.
  • Przechodziło farmakologicznie czy samo?
  • Samo, ale się babrało.
  • Też na brwi?
  • Nie. To była strefa bikini, po depilacji.
  • Mhm. Musimy dać antybiotyk. Tego nie można przekłuć, ani naciąć, bo wda się się zakażenie. A tuż obok jest oko, a już tu jest zatoka… (on ją nazwał, ale nie zapamiętałam). Jeśli ta ropa się przesunie w te miejsca to będzie niedobrze… Maści odpadają, bo może ściec do oka.
  • A czy ta niedyspozycja wyklucza chodzenie do szkoły?
  • Nie. To oko będzie jej przeszkadzać, ale chodzić może.

Jeśli kiedyś będziecie szukać niezwykłego medycznego przypadku chciałabym, żebyście pomyśleli o Lilianie. To jest egzemplarz pełen anomalii i cudownych ozdrowień… Miała panna podskórne zgrubienie na łuku brwiowym. Długo. Ze 3 miesiące. Nawet myślałam, żeby to złuszczyć jakimś kremem, ale pomyślałam, że naskórek sam się złuszcza i tak właśnie będzie. I oto wieczór, a ona zaczyna płakać, że nie może zamknąć oka, bo ją wtedy za bardzo boli. Brew zaczerwieniona… Dałam ibu-coś tam i położyłam się spać z planem, że poranek rozpocznę od wbicia się na jakąś nagłą pediatryczną wizytę. Rano Lilka nie mogła otworzyć oka tak było spuchnięte. Wyruszyłyśmy więc z domu z założeniem, że być może wylądujemy u jakiegoś chirurga… Skończyło się na pediatrze, mamy antybiotyk na pięć dni i potem będziemy myśleć co dalej. Powinno się wchłonąć i na to liczymy, a na razie Lilka w podskokach, wyglądając trochę jak po spotkaniu z bokserem, pognała do szkoły! 🙂

<><>

Dzień Babci i Dziadka w zerówce piękny! Na warsztat dzieci wzięły baśń Andersena o Dziewczynce z Zapałkami. Było więc o tym, że Andersen miał bardzo trudne dzieciństwo i gdyby nie babcia pewnie by go nie było. Więc baśń była trochę o nim, bo ta dziewczynka zapalając świeczki wyobrażała sobie babcię.  Ładnie to wyszło.

Mało było dzieci, bo chorują i nie było nawet połowy klasy. Każde dziecko miało więc dużo dodatkowych ról i troszkę się myliły. Dziadkom oczywiście nic to nie przeszkadzało!