Ostatni dzień Łucji „na wolności” 🙂 spędziliśmy KULTURALNIE. Najpierw pojechaliśmy na zajęcia o Himalajach. Głośno o tych Himalajach wszędzie, więc jak zobaczyłam taki temat pomyślałam: TAK!. Warsztaty prowadziła alpinistka, było trochę geografii, budowanie własnych szczytów i pojedyncze frazy z języka nepalskiego. Ponieważ było ciasno, ja poszłam na spacer po okolicy i wyobraźcie sobie, że widziałam jak koleś wyrzuca do śmietnika głowę jelenia (takie poroże na ścianę). Chwilę gdybałam, że może by tak je wziąć i puścić na oeliksie, ale stwierdziłam, że jednak NIE 🙂 Ale scenka była mocno nierealna: stare podwórko, koleś w piżamie i poroża. Niezłe 😉



A potem pojechaliśmy oglądać skamieliny… I też nam się podobało. Co mnie zdziwiło, dzieciaki kręcił podział na poszczególne okresy w dziejach ziemii. Te jury, kredy i karbony. I co wtedy się działo. Bardzo to pozytywne.




