veto

Zupełnie nie mam pomysłu co napisać. Cały mi znany świat żyje dziś Łańcuchem Światła. Tłum protestuje, tłum znajomych idzie w marszu, część z różnych końców świata przysyła fotki z lampkami. Rzeczywiście mamy niesamowitą narodową umiejętność do mobilizacji.

<><>

Przywiozłam od dziadków dzieci. Jak do nich pojechałam zrobiliśmy tylko jeszcze rowerowy rajd i odebraliśmy od dziadka prezent… WIADRO borówek! Krzycho mi powiedział: Może dżemów porobisz?. Weszłam z tymi smarkami do domu i już zamierzałam szukać przepisów, ale jak siedli do tego wiadra to 1/3 zniknęła. Jutro pójdzie kolejny kawałek, a potem tę resztkę to dam dziewczynom na kolonie (będą świetne do autokaru).

Pinupownia

Tak, na szybko, bo mi zaraz dzień minie bez wpisu 🙂

Spotkanie ze znajomą dobrze. Nie jest łatwe takie rozstanie z exem. Pobiegałyśmy, a potem siedziałyśmy na jej tarasie. Długo… I był taki ckliwy moment, kiedy musiałam wyciągnąć zza pazuchy pewną zabawną historyjkę, żeby JĄ pocieszyć i trochę zmienić temat. Wiem o co jej chodzi… Jednak następuje przerwa w normalnym oraz przewidywalnym życiu i zaczyna się nieznane. Największe moje obawy dotyczą Mieszka. No bo chłopak. A ta znajoma, akurat ma dwóch synów. Ale usłyszałam ostatnio, że to nie do końca tak. Bo taki 11 latek, to żyje swoim życiem. Gdzie tata? Będzie później. A co chciałeś od niego? Coś tam miał mi zrobić przy rowerze. Lub coś w tym stylu. I leci dalej. I jeśli kobieta wyciąga ten argument (chłopiec bez ojca), to tak naprawdę nie chodzi o syna/synów tylko o to, że boi się, że będzie sama. Żyjemy w świecie przesyconym psychologią i sami nakręcamy pewne sytuacje. Nie wolno tego kontaktu (ojciec-syn) ograniczać. To ważne. To raz. A dwa, z drugiej strony, może się okazać, że nowa płaszczyzna relacji (która byłym żonom wydaje się za mała) będzie wystarczająca.

<>

Za to dziś wieczorem miałam kolejne pin-upowe spotkanie. Super są te babki. One wszystkie są ode mnie ponad 10 lat młodsze, ale to bardzo przyjemne środowisko. Dziewczyny (moje) są tą moją aktywnością zachwycone i obiecałam IM już, że jak będą… powiedzmy 15-letnie, to zabiorę je ze sobą na taki Boogi Festiwal, który odbywa się w Wielkopolsce i przez te 3 dni będziemy się w pin-upowym kreacjach kręcić. Wpadnie nam jakieś kieszonkowe, no i zabawa będzie przednia 🙂

1/4 wakacji za nami

„Samotność nie wiąże się z brakiem energii i działania. Jest raczej darem i błogosławieństwem. Izolacja od świata może działać kojąco i zapobiegawczo. Sprzyjała przepowiadaniu przyszłości i dawała możliwość wsłuchania się w wewnętrzny głos niedosłyszalny w zgiełku dnia. Ciekawe, że współczesny świat uważa czas spędzony w odosobnieniu na nieproduktywny i stracony, podczas kiedy są to chwile wyjątkowo płodne.”

– Biegnąca z wilkami

 

Fajne, nie? Dziś mam spotkanie z koleżanką, której właśnie się wszytko wali. Idziemy pobiegać, a potem pewnie posiedzimy u niej w kuchni. Podpowiedziałam jej kursy angielskiego, na które chodziłam rok temu (bardzo jej się to spodobało) i zapisałyśmy się obie na warsztaty kulinarne w sierpniu. Jej dzieci są nad morzem i widzę, że chce mieć COŚ na każdy dzień. Na każdy wieczór. Bo wraca z pracy i musi ten czas wypełnić. Lato to trochę jednak taki sezon ogórkowy, ale coś tam wynajdziemy 🙂

<><>

Btw. nie chwaliłam się, ale Lilka miała pod koniec roku szkolnego testy do klasy sportowej (choć jeszcze nie wiadomo czy będzie utworzona) i świetnie jej poszło. Pobiegła wybitnie, aż gość pokazywał jej stoper i płotki też jej poszły bardzo dobrze. Gorzej było z rzutem kulą, ale to jest związane z tym, że jest po prostu drobna.

no cóż, witaj szkoło rozpoczęte…

  • Jakoś przerywasz…
  • Bo jadę i co chwila gubię sygnał.
  • Jedziesz samochodem?
  • Tak. Byłam u dzieci, a teraz jadę bo chcę jeszcze wpaść dziś na siłownię.
  • Po co?
  • Bo powiedziałeś, że mi tyłek zmalał.
  • Żartowałem.
  • 2x pod rząd? Jednego dnia i drugiego? Z takich tematów się nie żartuje. Jadę, jadę.
  • To się nie przetrenuj. A gdzie teraz jesteś?
  • Dokładnie w tym miejscu, gdzie widziałam Cię ostatnio na rowerze.
  • To wiem gdzie. Dziś nie pojechałem na rowerze do pracy.
  • Bo rano było pochmurno.
  • No właśnie.

<><>

Z innych tematów kupiłam dziś Łucji tornister do szkoły. I nie wiem czy wiecie, że szczyt sezonu tornistrowego trwa od połowy czerwca do połowy września, więc jeśli planujecie kupować to nie ma co czekać. Albo trzeba czekać do połowy września… Pannie poprzedni tornister się rozpadł. Ramiona się zniszczyły i środek był w stanie strasznym. Dziś pojechałyśmy do specjalnego sklepu z morzem tornistrów różnych marek i tam przymierzając i oglądając Łucja wybrała sobie nowy, który jej się bardzo podoba! Miejscówkę odkryłam kupując kiedyś tornister Lilianie i polecam takie miejsca. Dostała gratis jakąś silikonową bransoletkę, plan lekcji i długopis. Razem z nami była Liliana, która też wybrała sobie plecak, ale ona dostanie dopiero od Mikołaja 🙂



Nie ma nic bardziej przerażającego niż spełnione marzenia

– Sense8, gdy Lito dostał rolę w Hollywood i siedzi na plaży ze swoim chłopakiem

Zaczynamy kolejny etap wakacji. Ja tu tonę w górkach z praniem i nie bardzo można proces prania przyspieszyć bo nie schnie. Jutro skoszę trawę, a dzieciaki na kilka dni wywożę do dziadków. Babcia chce z nimi pojechać do swoich znajomych, którym akurat urodziły się szczeniaczki (sztuk 11!!!) i pojeździć na rowerach. Ja w środę mam kolejne pin-upowe spotkanie, znajoma co to właśnie się rozwodzi też chce się ze mną umówić, no i pewnie nie zabraknie randek 🙂

Kidsy wracają do mnie w czwartek i wtedy mam dwa dni na zapakowanie dziewczyn na kolonie.

Wianek dziadkom zrobiliśmy. Tym razem wykonała Łucja:

Pocztówka z Leninem

Wakacyjny rytm wyjazdowy obejmuje nas wszystkich. O tej samej porze kładziemy się spać i o tej samej wstajemy. Czyli zasypialiśMY o 21:30 i pobudka była po siódmej. I niby ok, ale co tu tak wcześnie robić? W dniu wyjazdu zapakowaliśmy się do auta i podskoczyliśmy nad jezioro Białe na śniadanie. Coś tam zjedliśmy i poszliśmy się kąpać. Ósma rano 🙂 Popływaliśmy do 9:30 i zrobiło nam się zimno, więc ponieważ już się wymeldowaliśmy ruszyliśmy w drogę powrotną…

Aaale było trochę za wcześnie na powrót, więc jak zobaczyłam drogowskaz: Muzeum w Kozłówce, to zapytałam towarzystwo i usłyszałam wspólne: TAK! Jedźmy tam! 🙂

Muzeum w Kozłówce jest chyba chyba najpiękniejszym kompleksem pałacowym w Polsce. TAKICH ogrodów nie widziałam nigdzie.

Rzut monetą by wrócić:

I przy okazji weszliśmy do Muzeum Socrealizmu. Lubie te muzea, bo trudno wytłumaczalna epoka 🙂 Wnętrza pałacowe natomiast odpuściliśmy. Pogoda była wspaniała i najwięcej frajdy sprawiło nam snucie się w cieniu fontann 🙂

A tu NASZ ulubiony sposób pozowania przy rzeźbach: PRZYJMIJ tę pozę co RZEŹBA 🙂

<><>

  • Mamo, a wiesz dlaczego nie lubię filmów animowanych, a wolę zwykłe?
  • Dlaczego Mieszko?
  • Bo w animowanych bohaterowie ZAWSZE mają to samo ubranie.

🙂

Polowanie na żółwie!

Właściwie to pomysł pojawił się od tego bloga. Qrcze, przecież ja też byłam kiedyś na tym Polesiu! Ba, coś tam o Poleskich bagnach pisałam… Góry Świętokrzyskie już były, Podlasie może innym razem, ale Polesie czemu nie?

Bazę mieliśmy w Susznie. To rzut beretem od Okuninki, czyli najbardziej popularnego kurortu nad jeziorem Białym. Białe to ulubiony akwen wodny Lublina, a okolice jeziora są zapełnione infrastrukturą niemalże nadmorską. Można tego nie lubić, ale z dziećmi to fajna miejscówka. I bywaliśmy tam 🙂 Gdy pogoda się pogorszyła pojechaliśmy do Różanki zobaczyć pałacowe ruiny; do Sobiboru, gdzie mieścił się Obóz Zagłady oraz włóczyliśmy się po Włodawie. Wszystko jest tuż przy granicy z Białorusią, więc co chwila łapaliśmy obcy roaming. Podeszliśmy nawet do słupa granicznego, gdzie pod nami płynął Bug, a za rzeką był już inny kraj.

Cała wyprawa na Polesie była JEDNAK po to by zobaczyć ŻÓŁWIE. W Poleskim Parku Narodowym jest ich jedyna w Polsce naturalna ostoja. Jest staw, gdzie wracają do formy ranne żółwie, a same gady można spotkać na bagnach parku. Ścieżek po parku jest KILKA. Szliśmy jedną z nich gdy spotkaliśmy uroczą parę z Podhala. Zapytałam, dokąd biegnie ścieżka, którą ONI szli (ścieżki w PPN to takie drewniane pomosty, które chronią torfowe podłoże). Powiedzieli, że do Jamników i że to jeszcze 3,5 km. Minęliśmy się, a niedługą chwilę później lunęło. Z 10 minut brnęliśmy jeszcze do przodu, po czym biegiem ruszyliśmy z powrotem. Złapaliśmy tę parę, wciągnęliśmy do naszego auta i podrzuciliśmy ich do ich samochodu.  Jadąc chwilę rozmawialiśmy o knajpach. Ja słyszałam o niezłej w Sosnowicy, ale oni mieszkali w leśniczówce w Sosnowicy i ich gospodarz polecił im knajpę w Urszulinie.

I tam też pojechaliśmy na obiad. I tu zaczyna się mega zabawna historia :) Btw. musicie wiedzieć, że jedzenie na Polesiu jest wybitne. Tanie i naprawdę wybitne.

Bo jadąc na wycieczkę ocknęłam się, że na te bagna przydało by się COŚ na komary. Ale w domu nic nie miałam. Więc pomyślałam, że wezmę olejek cynamonowy 🙂 Zwalcza insekty tropikalne i powinien sobie dać radę z naszymi komarami. I zanim ruszyliśmy na ścieżkę wtarłam go NAM we włosy, nadgarstki, łydki i gdzie się dało.

No i wyobraźcie sobie siedzimy w tej wyjątkowej knajpie w Urszulinie. Już złożyliśmy zamówienie, do restauracji weszła ta urocza para z Podhala, która później przez kelnera, siedząc w drugim końcu sali, zamówi mi kawę 🙂 No i nasz kelner – absolutne Słodycze zaczyna dochodzenie, SKĄD ten zapach Cynamonu?!!? My z Łucją leżymy ze śmiechu. A on razem z innymi kelnerami i barmanami szukają źródła 🙂 Więc przy płaceniu się przyznałam 🙂 Że chciałam być taka EKO-matką i przed wejściem na bagna nas natarłam. A on się przyznał, że nawet kucharzy męczyli :))

We Włodawie odbywa się Festiwal Trzech Kultur, to takie miasto pogranicza. Tuż obok siebie są synagoga, cerkiew i kościół katolicki.

Zejście nad Bug do słupa granicznego:

Różanka:

I to już Park Narodowy:

Także… Polesie CDN… 🙂

Tura II

  • Powinniśmy się byli spotkać 20 lat temu.
  • Dlaczego?
  • Bo miałem wtedy 30 lat i byłem już po rozwodzie. I miałem 30 lat.
  • No i?
  • No i miałem 30 lat. A Ty miałaś…10?
  • Jednak nie 🙂
  • Już bym Cię zaklepał 🙂 Na długo wyjeżdżasz?
  • Jedziemy w środę i wracamy w piątek. Spróbujesz mój serniczek?
  • Tak. Wiesz, że sernik to moje ulubione ciasto?
  • Wiem. 99% mężczyzn uwielbia serniki. I jak?
  • Pyszny. Lubię też makowiec. Zrobisz?
  • NIE 🙂

Akcja pakowanie, mapki już wydrukowane i JUTRO rano ruszam z dzieciakami na wycieczkę. Wracamy w piątek i wtedy szczegóły 🙂 Zrobiłam kolejną porcje sernika (tym razem z poziomkami i czerwoną porzeczką) i za chwilę pojedziemy z nim na obiad do babci. Na zdjęciu dobiera się do niego Gapcio.

W każdej bitwie popełniane są błędy

– Sense8, s02e08

Mam dzieci i dziś ogarniam. Mieszko u kolegi, a Lilka u koleżanki. Pranie, koszenie trawy i prasowanie. Wybitny wczoraj sernik zrobiłam na piknik (ten przepis), a ponieważ kupiłam dużo sera to dziś powtórzę. Tylko nie z malinami, a z poziomkami, bo mi rosną w ogródku. Btw. wyjeżdżając od dziadków kupiłam maliny na przetwory, ale 1/3 dzieci zjadły po drodze, druga mi zeszła do sernika, a z tych smętnych pozostałości wyszły mi dziś trzy MAŁE słoiczki dżemów…

Mam dla Was pizzę. Quatro staggioni 😉 czyli 4 pory roku. Łucji część jest BEZ niczego, czyli  foccacia podlana oliwą i sokiem z pomarańczy. Lilka ma mozzarellę i nie ma pepperoni. Mieszka część NIE ma cebuli, a moja ma wszystko i nawet jeszcze rukolę 🙂 Dawno nie robiłam pizzy i miło, że zjadły 🙂 Trwa akcja RESZTKI, bo lada moment kolejna wakacyjna tura i wyjadamy co ZOSTAŁO 🙂



weekend, weekend i po weekendzie

  • Powinnaś mieć telewizor w sypialni.
  • Nie i nie będzie.
  • Ale zobacz, moglibyśmy teraz coś oglądać.
  • No właśnie NIE. Włączył byś o szóstej rano i tak by brzęczało.
  • A tak spaliśmy do dziewiątej.
  • Dokładnie tak.
  • I przegapiłem „M jak miłość”.
  • To dramatyczne. Musimy popracować nad tym co oglądasz.

🙂

<><>

Byłam DZIŚ na super pin-upowej imprezie, gdzie były aż DWIE ekipy fotograficzne, więc mam nadzieję, że JAKIEŚ moje zdjęcie będzie OK… i za kilka dni (jak je dostanę) to Wam pokażę! 😀 Za to WCZORAJ pojechałam na ślub znajomej z siłowni. Razem chodzimy na kettle, mamy taką zgraną ekipę i raz po raz coś się dzieje. Dziś jest impreza, którą już sobie odpuściłam, ale wczoraj było świetnie. Lubię śluby. Lubię patrzeć na tych młodych co z taką nadzieją i miłością zaczynają wspólne życie. Trzymam kciuki, bo przecież czasami się udaje! 🙂

Od nas był niebieski ketelek (16 kg), taki jakim na ogół panna młoda ćwiczy i wielkie balony (metafora trudów i ciężarów życia oraz lekkości i uczuć, która pozwalają nam je pokonywać).