Sezon na snaki

Noworocznym postanowieniem Łucji było, że przestanie obgryzać paznokcie 😉 Nie dowierzała, że jest TO jakiś problem, ale byliśmy w listopadzie na zajęciach, gdzie nas nagrano… I na tym filmie wyraźnie widać, że jak gdzieś tam pojawia się Łucja TO pannie jednak się TO PRZYDARZA.

(Ogólna idea) By dziecko nie pchało paluchów do buzi, jest taka, że trzeba mu te ręce zająć. Znalazł się więc tablet nie widziany od półtora roku, kupione zostało nowe pudełko koralików do układania i zaprasowywania, a do menu weszły chrupaki. Sezon akurat sprzyja takiemu jedzeniu, więc to nawet mi do drodze. Znalazłam w szafce ekskluzywny podajnik imprezowy i chociaż metal oraz szkło to słabe materiały dla dzieci (bo notorycznie spalcowane), to chronicznie nie znoszę „mieszanek studenckich” i ten wariant się sprawdza. Są więc orzechy, do wczoraj w jednej przegródce była żurawina, są orzeszki w wariantach raczej słodkich, chrupki kukurydziane z kaszą jaglaną (naprawdę niezłe0 krakersy po środku i ekspandowane proso. To ostatnie to świetny wynalazek i jak gdzieś traficie to polecam. W konsystencji jest to podobne do dmuchanego/prażonego ryżu, ale MA smak. Mamy też ekspandowany owies i też jest fajny. I słuchajcie, paznokcie SĄ 🙂 Nie wiem na jak długo, ale SĄ 🙂

<><>

Zaczęłam składać choinkę. Tak mi było z nią dobrze i nie miałam jej ochoty składać, ale prozaicznie skończyło mi się drewno, w domu zimno, więc postanowiłam zieloną energię pobrać z drzewka 😉

Nie starczy pierwszym przybyć, żeby pierwszym pozostać.

– Young Pope, o pierwszych przybyszach na Grenlandię 🙂

  • Mamo, dziś bawiłem się, że mam służących. Oskar, Olek i Mikołaj byli moimi służącymi.
  • To nie jest ładna zabawa Mieszeczku. To przecież są Twoi najlepsi przyjaciele.
  • Tak, ale oni byli zadowoleni, bo ja im dawałem KASĘ.
  • A skąd ją miałeś?
  • Zrobiłem.

Jakie to proste 😉 Dodrukować i jest 🙂

<>

W ramach przygotowań do komunii Liliany są katechezy dla rodziców. Być może pamiętacie, że chodziłam na takie, jak Łucja szła do komunii. Bardzo mi się podobały i naprawdę mi wtedy pomogły. Poszczególne zajęcia były o przebaczeniu, o wierze w ludzi czy proszeniu innych o pomoc. Były świetne. Ale tym razem nie chodzę… Wczoraj katecheta przysłał meila z prośbą by brać w nich udział, ale nie tym razem. To cała logistyka by dzieci nie zostawały same, to jednak jest prawie 2 godziny (20-22) i w sumie to jak już mam dla nich opiekę to wolę biegowy trening. Może w lutym na uda mi się pójść, a jak nie, to przy Mieszku będę chodziła.

uhu-ha, ha!

Mój biegowy trener pochwalił się wczoraj biegiem, do którego się przygotowuje. Ma już bilet lotniczy do Nairobi, bo bieg jest już za miesiąc, odbywa się w Afryce i nazywa się Kilimandżaro Maraton 🙂 Bieg wygląda niesamowicie. Pomijam już, że tam jest ciepło, to biegnie się na ten największy pagórek czarnego kontynentu mijając po drodze miasta, wioski oraz plantacje bananów, kawy i kakao. Na trasie są tłumy wiwatujących, bo bieganie jest w Afryce bardzo popularne. Coach zresztą mówił, że siłą tamtejszych biegaczy jest tworzenie biegowych grup. To coś czego nie robią Amerykanie, czy Japończycy, którzy próbują im dorównać. Na dziś wieczór zapisałam się więc na trening do mojej biegowej społeczności i ja. Wiem, że mamy teraz ogólnopolską histerię związaną z zanieczyszczeniem, ale chyba nie będzie tak źle. Btw. są specjalne apki na komórki o zanieczyszczeniu. W zależności od modelu nazywa się to: zanieczyszczenie powietrza/air matters albo air pollution. Na moją Lumię znalazłam coś o nazwie: Asia Air Quality i o dziwo mierzy lokalnie.

Wkleję Wam filmik z ubiegłorocznego Kilimandżaro Maraton. Nie planuję maratonu, ale w takich warunkach nieźle było by móc pobiec. Jak widać cała masa ludzi ze świata bierze w nim udział! 🙂

„Piękno na mrozie nim zostaje”

– Brodski (wiem, że ma racje, ale ja trzeci dzień pod rząd wsiadam do auta przez bagażnik,bo inne drzwi zamarzają i mam DOŚĆ mrozów 🙂

 

Podsłuchałam wczoraj na siłowni jak moja instruktorka z kimś rozmawia. O MNIE. I słyszę, że mówi: „Ona jest niezła. Zobacz jakie ma ręce.” MA RĘCE!!! Podekscytowana, wiedząc, że na mnie patrzą, i o MNIE mówią (!!!), wycięłam klasyczny numer, czyli trochę przesadziłam… A dziś rano ledwo wstałam. Zeszłam do kuchni i mówię do Łucji:

  •  Łucz, ja wyskoczę na chwile na siłownię.
  •  Przecież wczoraj byłaś.
  •  Tak, ale mam takie zakwasy, że muszę je rozbić, bo nie mogę się ruszyć.
  •  Miałaś zrobić gofry.
  •  I zrobię. Wrócę zanim maluchy się obudzą.
  •  Ale jak pójdziesz dzisiaj, to jutro będziesz mieć kolejne zakwasy.
  • To jutro pójdę znowu.
  •  No to mamy przechlapane przez najbliższe 10 lat!

Nie, no chyba nie będzie tak źle 😀

Projekt DOM- styczeń

Znajomy przysłał to fajne zdjęcie… „Gdzieś tu jest ukryta Arka Przymierza” 🙂 W podobnym miejscu ja i Lutka szukałyśmy w czwartek biurka… Bo Mieszko na urodziny dostał właśnie biurko. Gość marzył o biurku. Dużo maluje i ciągle pchał się do pokoju dziewczyn do ich biurek.Wymyśliłam, że będzie miał trochę inne niż one. Węższe, ale dłuższe. I że stanie w miejscu toru dla samochodzików, który sam złożył do pudełka („bo się już nim nie bawię”).

Wczoraj jak zaczęłam skręcać (i dałam radę!) miałam jeden punkt krytyczny. Szyny na (DWIE) szuflady nie pasowały. Trzy były dobrze, ale z czwartą było coś nie tak. I tak siedzę i myślę wlepiana w instrukcję, a on JUŻ załadowuje tę jedną szufladę. Układa sobie zeszyciki, korektor (miał w adwentówkach), kredki, więc na niego fuknęłam:

  • Chłopie! Zaczekaj chwilę! Muszę ją wyjąć, żeby dojść, dlaczego tamte szyny są dobrze, a ta jest źle! :))

I rozgryzłam, i zmontowałam. Nie ma krzesełka (kupię mu takie jakie mają panny, ale to na jesieni), więc ma taki stołeczek. Ma też podkładkę na biurko, pod którą włożył sobie zdjęcie swojej przedszkolnej grupy i dwa rysunki. I ma LAMPKĘ. Lampkę, (też na urodziny dostał) ma kosmiczną. Może świecić różnymi kolorami i poszczególne odcienie uruchamia się taki dotykowym kółeczkiem. Dziewczyny mu tej lampki zazdroszczą i Łucja nawet od niego próbuje wysępić, że przyjdą do niej koleżanki na nocowanie, to od niego ją sobie POŻYCZY 🙂

W wirze świętowania ;)

Przed chwilą skończyliśmy składać prezent Mieszka… Nie chciał zaczekać do rana, emocje były duże, ale CO takiego zdradzę Wam JUTRO 😉 Tymczasem TORT NR 1 był z Minionkami. Zamieszanie wynikło wokół świeczek, bo jak rano zajrzałam do moich zapasów świeczkowych to okazało się, że zostały mi wyłącznie świeczki w formie butelek szampana i piracki miecz. Akurat równo SZEŚĆ sztuk razem. Na pikerach z papugami Lilka zrobiła chorągiewki i znalazły się też fontanny ze sztucznymi ogniami.

Mam sześć lat!

Bo ma. Mój słodki królewicz 🙂 Tu macie przypominacz jak przyszedł na świat 🙂

I jaki jest? Jest wspaniały. Zasypuje mnie morzem komplementów i przy tornadzie jakie tworzą jego siostry (czasem) jest oceanem spokoju. Kocha klocki i takie właśnie dostał ode mnie na urodziny. Pojechaliśmy do specjalnego sklepu, gdzie jest z czego wybierać i mógł sobie któreś wybrać. Wybrał zestaw dedykowany ośmiolatkom (Nexoknigts) i sam zbudował. Do przedszkola wziął ciasteczka z cukierni (nie wyrobiłam się z pieczeniem, chociaż urodziny w przedszkolu to zawsze popisy mamusiek) i odśpiewano mu sto lat. Koledzy życzyli mu wszystkiego najlepszego i b był DOBRYM piłkarzem 🙂 Tura kolejna jutro, a jeszcze kolejna w niedzielę! 🙂

Recepta na humor

Usłyszałam dziś w radiu, że we Francji wprowadzono receptę na sport. Od 1 stycznia lekarze mogą przepisać zajęcia w obiekcie sportowym. W myśl zasady, że niektóre fizyczne aktywności mogą zapobiec nasileniu się choroby. Obiekty są nie związane ze służbą zdrowia, natomiast zakłada się, że zdrowe społeczeństwo to tanie społeczeństwo. Pomysł nie jest nowy. Opowiadał mi znajomy, że podobnie jest w Szwecji. Tam otrzymujesz specjalne ulgi podatkowe za uprawianie sportu. Bo też wykalkulowano, że będzie to tańsza profilaktyka większości chorób związanych ze starzeniem. Niezłe, przykład idzie dalej, czekam, aż dopadnie i NAS 🙂

Jeśli chodzi o recepty Mavelo ma super opakowania na tabletki na focha. Myślę, że warto sobie to wydrukować i jak dziecko wariuje to bach mu landrynkę 😉 Albo jakąś witaminę 🙂 Muszę sprawdzić w aptece co by pasowało… Wydaje mi się, że LEK będzie działać.

<><>

Mam dziś trochę doła. Załatwiono mi fajną pracę. W poniedziałek byłam rozmowie, dostałam ją i dziś zrezygnowałam. Praca miała być w domu i właściwie to idealna, ale nie dam na razie rady. Tak naprawdę masę rzeczy mam w życiu rozgrzebanych i muszę to wpierw ogarnąć. Cały czas za dużo domowych tematów mi ucieka. Cały czas mam wrażenie, że coś przegapiam z dzieciakami i NIE. Wiem, że mogę ograniczyć fitness i wygram wtedy godzinę dodatkową dziennie, ale nie chcę tego robić. Może temat wróci od września jak Mieszko pójdzie do zerówki. Dziewczyny będą mogły go odprowadzać i przynajmniej dojazdy do przedszkola odpadną. Źle mi z tym, bo osoby które chciały ze mną pracować były naprawdę pełne entuzjazmu, ale jeszcze nie teraz.

Odfajkowane pierwsze postanowienia

Mieszko dostał pod choinkę pościel. Z klockami… 🙂 Męczył mnie od świąt, kiedy ja W KOŃCU mu wymienię… Więc powiedziałam: Wymieniam ZAWSZE na początku miesiąca, co dwa miesiące. W ten sposób się nie pomylę. I dziś NARESZCIE to robię 🙂 Przewietrzyłam ją dzień cały na dworze i zaraz, korzystając z tego, że kidsy na basenie, wymienię 🙂

Jak widać mamy jeszcze serpentyny i choinkę i obie te rzeczy likwiduję w niedzielę. Zapisałam się na jednodniowe burleskowe szkolenie, bieg w kwietniu i pierwszy noworoczny trening (w przyszłym tygodniu 🙂 A na lodówce wisi nowy kalendarz, który powoli zapełniam!

<>

  • Mamo, a jaką mi dasz teraz piżamę?
  • Nie wiem. Którą chcesz? W dinozaury czy w gwiazdki?
  • Zaskocz mnie.

hucznie

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego w powojennych wojnach, taką cenną walutą wymienną między bohaterami były koty. Przecież to się mnoży samo, nie? Ale okazuje się, że są warunki w których koty nie chcą żyć. Nie znoszą np. hałasu. Huk petard, zbliżony podejrzewam do odgłosów wojny, autentycznie je przeraża i może zrobić im krzywdę. Dochodzi do tego naturalna eliminacja, o której opowiadał mi ostatnio weterynarz. Otóż, dzikie koty, podobnie jak lwy, zagryzają kociaki płci męskiej, żeby nie walczyły z nimi o terytorium w przyszłości.

Na Sylwestra Klarens przepadł. Uparł się, że musi wyjść dokładnie pięć minut przed północą. Myślałam, że może skoczy na siku i wróci, więc nie zamknęłam drzwi i chłód wlewał się szerokim strumieniem do domu. A on na ugiętych nogach poszedł. Strzelali tak jak nigdy. Widoki z której strony domu bym nie była, były oszałamiające, ale trochę mnie ten sierściuch martwił. On w ubiegłym roku ledwo to przeżył będąc w domu POD łóżkiem.

Nie było go wczoraj cały dzień, o 22-giej łaziłam po okolicy i kiciałam i nie było go dziś rano. Wstałam trochę wcześniej, bo chciałam wyprowadzić psa, zanim dzieciaki się pobudzą i kota nie było. Ale jak stałam po spacerze w kuchni nad gorącym czajnikiem, to widzę, że idzie i MIAUCZY 🙂

Więc wpuściłam. Cieszę się, że się znalazł. Ma przerośnięte ego, jest samolubny i nieznośny, ale mój! 🙂

rOBLRZwfffbDBjovsB