
Znajomy przysłał to fajne zdjęcie… „Gdzieś tu jest ukryta Arka Przymierza” 🙂 W podobnym miejscu ja i Lutka szukałyśmy w czwartek biurka… Bo Mieszko na urodziny dostał właśnie biurko. Gość marzył o biurku. Dużo maluje i ciągle pchał się do pokoju dziewczyn do ich biurek.Wymyśliłam, że będzie miał trochę inne niż one. Węższe, ale dłuższe. I że stanie w miejscu toru dla samochodzików, który sam złożył do pudełka („bo się już nim nie bawię”).
Wczoraj jak zaczęłam skręcać (i dałam radę!) miałam jeden punkt krytyczny. Szyny na (DWIE) szuflady nie pasowały. Trzy były dobrze, ale z czwartą było coś nie tak. I tak siedzę i myślę wlepiana w instrukcję, a on JUŻ załadowuje tę jedną szufladę. Układa sobie zeszyciki, korektor (miał w adwentówkach), kredki, więc na niego fuknęłam:
- Chłopie! Zaczekaj chwilę! Muszę ją wyjąć, żeby dojść, dlaczego tamte szyny są dobrze, a ta jest źle! :))
I rozgryzłam, i zmontowałam. Nie ma krzesełka (kupię mu takie jakie mają panny, ale to na jesieni), więc ma taki stołeczek. Ma też podkładkę na biurko, pod którą włożył sobie zdjęcie swojej przedszkolnej grupy i dwa rysunki. I ma LAMPKĘ. Lampkę, (też na urodziny dostał) ma kosmiczną. Może świecić różnymi kolorami i poszczególne odcienie uruchamia się taki dotykowym kółeczkiem. Dziewczyny mu tej lampki zazdroszczą i Łucja nawet od niego próbuje wysępić, że przyjdą do niej koleżanki na nocowanie, to od niego ją sobie POŻYCZY 🙂



