Kiesielówki na CZERWIEC!

Rzutem na taśmę udało mi się zrealizować projekt DOM na czerwiec 😉 Zachmurzyło się, powiało, więc złożyliśmy leżaki, schowaliśmy do pokoi książki (warto było przed wyjazdem zabezpieczyć zapasy w bibliotece) i podskoczyliśmy do… Chodzieży. Zawsze jak jesteśmy w tej części Polski to tam trafiamy i zawsze dochodzi kolejna „skorupka”…

Lutka (bo wakacjujemy z dziadkami) znowu zaszalała w miskach, a mi doszły kolejne duże talerze w leśne owoce i hit tych zakupów, czyli „kisielówki 🙂 To takie niskie i szerokie filiżanki idealne do kisieli. Bo wiadomo są gorące i trzeba je nalać do czegoś co jest płaskie 😉 Sklep fabryczny Wam tradycyjnie polecam, panie akurat szykują inwentaryzację i powyciągały z magazynów jakieś pojedyncze sztuki i ceny są ścinające. Takie np. kisielówki były po złotówce 🙂

Róż Gyzia widać? 🙂

A to już zdobycze ułożone przy kasach (później je owinięto papierem i zapakowano w karton, więc koleje ujęcia będą dopiero w domu na stole 🙂

Slow fast

  • Mamo, a co to znaczy „slow„?
  • Co to znaczy „slow” Łucja?
  • Nie wiem.
  • Slow to znaczy wolny, powolny….
  • Czyli slow food to wolne jedzenie.
  • Tak. Ale to też określenie na nurt, który wspiera lokalnych producentów żywności i propaguje celebrowanie małych przyjemności. Wszystko co jest dobre powinno trwać długo. Nie wolno się śpieszyć przy rzeczach, które stanowią bazę naszego życia…

(oczywiście finał monologu to już mówiłam do siebie :))

Pamiętacie, że jakiś czas temu byłam z dzieciakami na takiej imprezie związanej ze zdrowym stylem życia? Przytachaliśmy oczywiście do domu całą masę zdobyczy. W tym niezliczone naklejki z napisami: Do You slow?/ I love You so slowly/Slow jest lepsze/Oh, slow!/go slow/itd. I zrobiliśmy z nich wianek na drzwi. Taki właśnie w sam raz na czerwiec, bo koniec roku i szykowanie do wakacji to strefa pośpiechu. Wianek wędruje na zaprzyjaźnione CIEMNE drzwi, bo na nich będzie wyglądał lepiej, a ja biorę się tymczasem za ostatni pośpiechowy element czerwca, czyli pakowanie!

Jutro rano ruszamy na pierwszą wakacyjną turę. Powrót za dwa tygodnie, ale po drodze postaram się jakiś wpis wrzucić. Czekają na nas jeziora, lasy i chyba zupełnie niezła pogoda!

Powitanie lata w stylu country

Nie do końca ten styl mi się udał 😉 Miały być kwadratowe bele ze słomą (na olxie macie tego dużo), ale gość, u którego miałam kupować akurat mi zniknął. A już widziałam jak Stokrotka stoi na szczycie takiej sterty… Tym co są od niedawna, przypomnę, że Powitanie Lata to coroczna impreza, którą robimy po zakończeniu roku szkolnego.

Była natomiast lemoniada, było rzucanie podkową w wieżę z puszek jako konkurencja i malowanie gwiazdy szeryfa. Podkowy miałam ORYGINALNE, od osób, które w stadninach bywają i były to podkowy zwykłe i podkowy sportowe :0 Konkurencje podzieliłam w tym roku na dwie klasy: classic i junior, bo Łucja jest równo 2x starsza od Mieszka i maluchy szans nie mieli. Tegoroczna edycja była połączona z urodzinami Łucji. Panna miała duży niedosyt własnych przyjęć urodzinowych i JEJ goście byli zaproszeni na urodziny.

Przydał się basen bo było nieprzeciętnie gorąco i przydały się jak zwykle balony z wodą, które były już rekwizytem wiele razy, ale są tak świetne, że były znowu 🙂 Przydała się kreda do włosów i równoważnia (też do jednej z konkurencji). Tort był lodowy, a kubełki z flamingami okazały się być niezbędne na czereśnie. Teraz tylko trudna decyzja czy przyszłoroczna edycja będzie w wersji „Water” (projekt Łucji), Runmageddon 😉 czy kareoke….;)

Znów mamy wakacje!

  • Mamo, mogę użyć Twojego tuszu do rzęs?
  • Lilka, NIE.
  • Użyję. Żeby być piękniejsza od Ciebie.
  • Na pewno.
  • Bo wiesz, nikt nie ocenia dzieci PO matce.
  • Nieprawda. Nóg nie golę. Nikt na nie będzie patrzył, jak góra taka oszałamiająca.
  • Gdzie masz zmywacz do oczu?

I po zakończeniu roku szkolnego u dziewczyn! Ciała dałam, bo nie włożyłam karty do aparatu i nie mam dobrych zdjęć :/ Ale było cudownie. Najpierw pierwsze, potem drugie, a potem trzecie klasy pokazały swój show, było dużo wzruszeń, szczególnie u Łucji, bo to koniec jakiegoś etapu. Łucja po raz drugi otrzymała wyróżnienie z rąk pani dyrektor.

Fotoksiążki się podobały, a JA dostałam dyplom, za pomoc i akcje, które robiłam dla klasy 🙂 Super. Jak było? Dobrze. Dziewczyny cały czas szkołę lubią, Lilka kocha matematykę, Łucja to humanistka. Lubią i lekcje, i przerwy. Lubiły swoich nauczycieli, i to zarówno tych głównych, jak i tych od przedmiotów dodatkowych. Podobały mi się akcje i zajęcia na świetlicy i programy przeprowadzane w szkole. Piętą achillesową są cały czas obiady, ale cieszę się, że potrafią z menu wydłubać coś co zjedzą (bo wybrzydzają 😉

I oto nadeszły dwa miesiące wakacji. Nie lubię wakacji. W roku szkolnym mam wszystko ładnie poplanowane, a tu znowu żywioł. I ten grafik rozwodników szarpiący te kilka tygodni na kawałki. Aż mam dziś mega doła :// Tura pierwsza już w poniedziałek!

 

NIEDZIELNY UPDATE

W oczekiwaniu na wyczytanie i w drodze po uścisk ręki z panią Dyrektor 😉

Zakończeń- cd

Dziś w przedszkolu. Połączone to było z obchodami na Dzień Mamy i Dzień Taty (tak to dziś, jeśli jeszcze nie złożyliście życzeń, to czasu już niewiele! 🙂 Mieszko miał dwie role, w tym całkiem długi wierszyk o zimie (tematem były cztery pory roku). Były oczywiście prezenty dla przedszkolaków i przekąski. Bardzo ładnie wystąpił, świetnie tańczył i w ogóle gość jest super. Panie go chwalą, do przedszkola chodzić lubi, a gdy przypadkiem nie przyjdzie koledzy i koleżanki z grupy od razu to odnotowują 🙂

Najlepsi koledzy to cały czas Oskar i Olek. Czasem też Mikołaj. Najlepszych koleżanek jest dużo i jak przychodzę po niego do przedszkola to pytają się mnie: Proszę Pani, a kiedy Mieszko mnie do siebie zaprosi? 🙂 Najważniejsza jest chyba jednak Wiktoria.

<><>

Btw. pochwalę się bo się nacieszyć nie mogę modyfikacją-udogodnieniem jakie wprowadziłam 🙂 Otóż GDY skończy się papier toaletowy, to ten kto zużył do końca, przynosi NOWĄ rolkę. Schodzi na dół po schodach i wyciąga z gospodarczego. I już wyszło tak, że cała trójka to robi. Niby nic, ale wszystko od razu sprawniej idzie 🙂

Świętowania początki

  • Łucz, a może przełożymy te urodziny na jesień?
  • Nie. Chcę zanieść do szkoły babeczki.
  • Cytrynowe?
  • Czekoladowe. I mini-deskorolki do ćwiczenia palców dla każdego.
  • Deskorolek zostało 10 sztuk. Nie dojdą kolejne, nie ma szans.
  • Trudno. Niech będą same babeczki.
  • Bita śmietana i malina?
  • Nie. Zielony lukier i truskawka.
  • Listek mięty na górę?
  • Tak. I wszystko spięte pikerem.

Więc zrobiłam wczoraj, dziś rano polałyśmy lukrem, Łucja zerwała małe listki mięty i pokroiłyśmy na plasterki truskawki. I zaniosła. Panna jest sierpniowa, ale chciała DO SZKOŁY zanieść PRZED wakacjami 🙂 Sama poszła z kubełkiem do klasy, ja poszłam na chwilę do klasy Lilki (jeszcze było przed dzwonkiem) i wracając zajrzałam. WSZYSTKIE dziewczynki stały wokół NASZEGO kubełka 🙂 Znaczy się efekt był 🙂

<><>

Jakiś błąd zrobili na siłowni w moim karnecie i jednego wejścia mi nie „zdjęli” z karty. Myślałam, że dziś miałam ostatnie przedwakacyjne zajęcia, ale w tej sytuacji jeszcze w niedzielę rano na jakiś fit podskoczę. A rano moja instruktorka była bezlitosna 😉 I jedna dziewczyna się jej zapytała:

  • A co Ty masz tyle energii? Za bardzo się wyspałaś?
  • Nie. Dziś przyjechałam na rowerze!

🙂

Najdłuższy dzień roku

Nie chcę fatalizować, ale do Marsylii na mecz pojechał mój brat… (po prawej naszej)… I zawsze jak chodził na mecze swojej ulubionej, czarno-zielonej, drużyny to przegrywali… Dlatego też przestał chodzić i tylko z domu podsłuchiwał czy na trybunach krzyczą… Myślałam, że fatum minęło, a tu po pierwszej połowie, a goli NIET :))

<><>

Kolejny wianek powstał. Na bazie tego co było.

<><>

A ja tymczasem ZNOWU przegapiłam te orgie co to na NOC KUPAŁY były 😀

Pierwsze bombonierki rozdane

Zrobił się Mieszkowi stan zapalny pod… napletkiem 🙂 Nic to mrożącego krew w żyłach, ot zwykła proza życia z małym chłopcem. W piątek wylądowaliśmy na wizycie u lekarza, a wyszliśmy stamtąd ze skierowaniem do chirurga. No i dziś byłam w szpitalu ze skierowaniem. Przez weekend stan został załagodzony okładami (a ja odbyłam WIEEELe rozmów z różnymi rodzicami innych małych chłopców) i wizytę mamy dopiero na lipiec bo nie musi to być „w trybie pilnym” (uff… czerwcowa napinka rozluźniona). Byłam TEŻ w JESZCZE jednym szpitalu zapisać Łucję na rehabilitację i termin mamy na… marzec. Ale dobre i to. Placówka mi się podoba, do tego czasu będziemy po prostu częściej na basen chodzić. DWIE medyczne placówki w jeden dzień… Nie było to łatwe, ale załatwione! 🙂

<><>

Dwa zakończenia roku. Pierwszy to Gminny Pokaz Talentów na którym wystąpiła TYLKO Łucja. Najpierw zagrała na pianinie „Mam chusteczkę haftowaną” i swoim wykonaniem porwała widownię, która zaczęła śpiewać 🙂 Jej nauczycielka mówi, że panna jest bardzo zdolna i zrobiła ogromny skok przez zaledwie rok nauki 🙂 Na jesieni będziemy naukę kontynuować… Chciałabym bym także by na pianinie zaczęła grać od września Liliana.

Oraz pokaz baletowy, który wykonały trzy najstarsze uczestniczki najstarszej grupy. Panny zatańczyły fragment małych łabędzi z „Jeziora Łabędziego„. Układ trudny, wykonywany przez najlepsze baletnice na świecie 🙂

I jeszcze NIŻEJ ten sam pokaz wykonany WYŁĄCZNIE dla rodziców, w sali gdzie prowadzone są zajęcia. Jak widać Lilka tańczy osobno, bo jest za niska by tworzyć szpaler taneczny z dziewczynkami. Ale wystąpiły cudownie. No i wielka sprawa, bo Lilianę NIE zjadła trema i zatańczyła wybitnie.

Assany i medytacje

Nie jestem fanką jogi. Wierzę w pot, wysiłek i siłownię i w to, że „bez żelaza, nie ma pośladków”. I naprawdę moja instruktorkę krzyczy mi do ucha: Zakwasy?!?CO to takiego? Ja ich nie miewam! 🙂

Ale ma joga jedną fajną rzecz. Podobnie jak w tańcu tu ciało jest Twoim sprzymierzeńcem. No i uwielbiam kuchnię indyjską, jedzenie palcami i chodzenie bez butów. A jogę jako jogę kocha Lilka. Na szkolnym w-fie zamiast biegać po boisku z klasą ćwiczy przy drabinkach assany z koleżanką. Nie wiem skąd ona je zna, ale dziś jej towarzyszyliśmy na zajęciach z JOGI🙂 Było prawie idealnie, bo towarzystwo pokłóciło się wyłącznie o kolor mat :))

Crazy June

Zdecydowanie czerwiec jest najbardziej napiętym miesiącem w roku. Bije grudzień, który też jest krótki, ale dopóki nie urządzam Wigilii, to jest do wytrzymania i wrzesień, który po dwóch tygodniach biegu się normalizuje. Zaplanowanych spraw, różnych zakończeń roku i uroczystości jest kilka, ale dochodzą imprezy cykliczne, które lubimy, zaproszenia na urodziny i różne losowe atrakcje. Na ten weekend z dwóch zrezygnowaliśmy. Łucja odpuściła urodziny jednej koleżanki, a ja wyprawę na pokaz driftingu, na który mnie zaprosił dawny znajomy 🙂

 

DZIŚ mieliśmy Dzień Rodziny w Szkole, który jest naprawdę fantastyczną imprezą i Zakończenie Eksperymentów Mieszka. Było wręczenie dyplomów, spora porcja ukochanych przez chłopców wybuchów i tworzenie sztucznego dymu. Tak mi się to spodobało, że nawet przemaglowałam prowadzącego co używał (wymieszany i podpalony 1:1 azotan potasu z cukrem pudrem) bo może kiedyś na imprezie zrobię 🙂 Takie np. wejście na Halloween? 😉 Absolwenci dostali też na pamiątkę po pamiątkowej pipetce, która ich zachwyciła i JUŻ nią była pita woda podczas obiadu 🙂

A na Dniu Rodziny były dmuchańce, malowanie włosów, pokaz akrobatów, szkoła bezpiecznej jazdy (w zawieszonym na wielkim ruszcie garbusie można było przeżyć symulację dachowania ;), sekcja eksperymentów prowadzona przez gimnazjalistów, mecz piłkarski (ojcowie vs synowie), warsztaty tańca latino, występ szkolnego chóru, pokazy robotów, itd, itd. Pochwalę się Wam, że z morza atrakcji wybrałam dla siebie zajęcia na strzelnicy 🙂 i okazało się (UWAGA!), że świetnie strzelam! 🙂 Nawet prowadzący był zaskoczony. Z plejady dostępnej broni najbardziej leżą mi wiatrówki. Bardziej niż krótkie rewolwery i takie ciut cięższe gnaty, używane z oparcia na biodrze. Taki quazi kałasz przyłożony do barku jest naprawdę wygodny. Do Zombie mogę strzelać jako snajper 😉

Mam dla Was Mieszeczka na ostatnich zajęciach.