SEND

Piórka dotarły dziś. Kupowałam znaczki i odebrałam w okienku zalegające przesyłki 🙂 Niby lekkie, a trzy tygodnie szły. No cóż, kartki jednakowoż wysłałam, piórka będziemy zużywać za rok!

Tak jak Wam już pisałam, tegorocznym tematem KARTEK ŚWIĄTECZNYCH są wytłaczane na wytłaczarce Dymo (to taki nieduży ręczny pistolecik) słowa. To co dzieciaki wrzucały na swoje kartki to były HASŁA kojarzące się im z Wielkanocą. Czyli albo: Palmy/koszyk/ Jajo/Radość, albo: Zając/Baranek/Lany Poniedziałek/Majo albo, tak jak w przypadku kartki zrobionej przez Mieszka: Koszyk/Pasztet/Alleluja :DD

Jako życzenia używaliśmy dwóch wierszy. Pierwszy Marii Konopnickiej (zaczynający się od słów: Zadzwoniły już dzwony, dzień nastał wesoły...) , a drugi Jerzego Ficowskiego (W Wielkanocny dzień do domu przyszły białe bazie w gości…).

I nowy wianek (ubiegłoroczny dostała Lutka ;0. Bazie wymyśliła Łucja, ale wykonanie podobnie jak w przypadku dwóch ostatnich Lilka. A teraz idę wykopać pudło z resztą Wielkanocnych ozdóbek 😀

Ósme- palmowe!

No cóż… Do przewidzenia było, że jeżeli KTOŚ urodził się w WIELKI CZWARTEK, to pewnego roku jego urodziny wypadną w NIEDZIELĘ PALMOWĄ 🙂 I wypadły! 🙂

Akurat ósme, i akurat Lilianie. Urodziny będą jak to ostatnio bywa, w etapach. Nie wiem ile nam ich wyjdzie tych etapów, ale pierwszy za nami! Ten mojo-rodzinny. Lutka uparła się, że znowu ona ogarnie całość, więc chociaż miałam ambitny plan wytestować moje nowe kulinarne talenta, przesuwam to na kolejną okazję.

Liliana? Rośnie. Jest super dziewczyną, która wspaniale bawi się z młodszym bratem i doskonale dogaduje się ze starszą siostrą. Lubi szkołę, a umiejętnościami matematycznymi przewyższa wszystkich w domu. Ma koleżanki – dwie Ole i Elenę i jest w klasie lubiana. Je najlepiej z całej trójki, ale jest też najbardziej uparta. Nie znosi czesania włosów, chociaż dzisiaj zażyczyła sobie KUCYKA Z BOKU. Urodzinowo zabrałam ją do sklepu na zakupy odzieżowe i wybrała sobie bliźniaczek w kwiaty i KAPELUSZ 🙂 Podobnie jak Łucję interesują ją czasem poważne sprawy i dużo rozmawiamy o życiu, ludzkości i historii (ostatnio zainteresowały ją losy Stryjeńskiej 😉 Lubi malować i odnosi pewne sukcesy w tej dziedzinie. Na wczorajszym zajęciach prowadzący podszedł do Liliany i zapytał: Kto zrobił nos Twojemu Maoi? I nie mógł uwierzyć, że TAKI nos zrobiła SAMA Lilka. Jest obrzydliwie szczera i potrafi zastrzelić ciętą ripostą 🙂 Dobrze mi się z tymi moimi dziewczynami rozmawia i podoba mi się to jak obserwują świat. Nie mam prawa chcieć nic więcej od tej panny 🙂 

STO LAT MOJA PIĘKNA Liliowa Mądralo! 🙂

Około wielko-świątecznie

Przedświąteczna zajęciówka rzuciła nas na warsztaty o Wyspach Wielkanocnych. To było jedno z tych miejsc, gdzie zapisy robi się miesiąc wcześniej, ale było warto. Zajęcia prowadziły dwie babki po ASP, a projekt miał wsparcie ambasady Chile. Posągi na pewno kojarzycie.

Gdy pierwsi odkrywcy dotarli na wyspę, był już tam schyłek cywilizacji. Toczyły się wojny plemienne i mieszkańcy nie pamiętali jak tworzyli posągi Moai. Lecz my cofnęliśmy się w czasie do złotej epoki tej wyspy i sami spróbowaliśmy stworzyć własne MOAI. Btw. jeśli oglądaliście Rapa Nui, to macie w pigule to o czym dzisiaj rozmawialiśmy. Człowiek-ptak, turniej wyłaniający najlepszego, genetyczny defekt długich uszów, który charakteryzował wyższą kastę, wielomiesięczne prace przy posągach, itd. I tu też fotki jeszcze jakieś będą, ale na razie te, które zrobiłam ja.

Teraz muszę tylko zawieźć NASZE posągi do naszej ulubionej garncarni, żeby wypalili mi je i pokryli szkliwem 🙂

<><>

Stoję w szatni, gdzie ściągaliśmy kurtki i przeglądam się w lustrze.

  • Łucja, nie uważasz, że MUSZĘ jutro pofarbować włosy? Farbę chyba nawet mam.
  • Słabe masz włosy.
  • No… Te odrosty.
  • Wyglądają jak SIWE.

??? NIE! Nie wyglądają! Ale powiem Wam, że mocną trzeba mieć psychikę przy dzieciach, żeby taką krytykę wytrzymywać :))

O metko, ale metka!

Aby szybciej oswoić wytłaczarkę dałam ją do używania dzieciakom. Pierwsza rolka w całości poszła na hasła typu: O matko, ale metka vs O metko, ale matka 😉 losowe ciągi znaków i naklejki na zeszyty w stylu: Łucja VIP!

A urządzenie przydało się nam do tworzenia kartek świątecznych. Bo są rzeczy na tym świecie 100% pewne. Takie np. klopsiki w Ikei, Lenin w mauzoleum w latach ’80, albo to że na każde święta tłuczemy kartki. Temat do tegorocznych podsunął nam szkolny konkurs z angielskiego. „Zrób kartkę z jak największą ilością słów związanych z Wielkanocą„. Dziś zrobiliśmy dwie, cd wkrótce…

<><>

Pozostając w klimatach kartek wkleję Wam jeszcze jedną. Kupiłam ją w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanym (za równowartość kisielu :). Wyobraźcie sobie, że to jest plakat Wacława Boratyńskiego z 1938 roku. Wesołego Alleluja! 🙂 Strasznie mi się podoba, więc stoi na honorowym miejscu 🙂

Breakfast of Champions

-wydałam rano Lilce… Czyli jajko sadzone 😉

Przed salą z konkursem rodzice oszaleli. Nie ukrywam mi też się udzieliło. „Lilusiu, to aż dwie lekcje będzie trwało, może szybko pójdziemy do łazienki?” I „Proszę córce dać też czarny długopis, bo ona wzięło pióro. To ta dziewczynka w sweterku w kwiatki – ONA nie poprosi!„. Któryś tatuś wyjął konkretny banknot i wymachiwał nim krzycząc: „Olaf, to będzie Twoje jak to napiszesz!„. W końcu jedna nauczycielka wygoniła wszystkich rodziców mówiąc: ‚Proszę Państwa! To NIE matura!” 🙂 I wtedy wszyscy ze śmiechem się rozeszli 🙂

A potem pojechałam do pewnej hurtowni bo na urodziny Lili chciałam kupić jabłka-notesy. Do szkoły.  Notes i po cukierku o smaku jabłkowym do tego. W stadzie Chińczyków po polsku mówił jeden. Szef. Na oko lat 20-ścia.

  • Szukam takich notesów jabłek. Nie mam tu zasięgu, ale jak włączysz internet, to Ci pokażę. Internet.
  • Google?
  • Tak. Google.

Wklepałam apple note pad (kosmiczna sprawa taki chiński google) i pokazałam mu obrazy.

  • BYLO
  • Wiem, że BYLO, bo kupowałam. Ale czy jest?
  • Nie ma. BYLO.
  • A będzie?
  • Nie. BYLO.

Wzięłam więc tylko komplet seledynowych lampionów, bo na jej urodzinach (tej III turze, co to ją będę robić dopiero w kwietniu) wszystko będzie… zielone 😉

środa 7

Nie wiem czy też Wam się tak wydaje, że wszyscy wokół biegają. A dziś się zgadałam ze znajomymi z miasta rowerów, bo tam wszyscy zaczęli chwalić się codziennymi trasami, że szykują się do biegu na lotnisku Rzeszowa, czyli Jesionce. Strasznie fajna akcja. Czytałam kiedyś relację z takiego biegu bodajże w Łodzi. Bieg pustym pasem startowym, nocą, prosto, żadnych gapiów („O, ta dopiero jest czerwona” ;), świetne czasy i niepowtarzalne okoliczności. A tu okazuje się, że za miesiąc podobna atrakcja na Podkarpaciu. Jak macie blisko, wpiszcie sobie do kalendarza – zapisy były w styczniu i postarajcie się nie przegapić 🙂

<>

Łucja dziś pisała drugi etap olimpiady ortograficznej, a jutro (uwaga!) Lilka pisze matematyczną. Jej wychowawczyni jest magiczna, że ją do tego pchnęła! Ja na wszelki wypadek nie nakręcałam się za bardzo, bo jak rok temu przeżywałam olimpiadę Łucji to panna miała dużo większy stres. Btw. Łucji wyrwaliśmy pierwszą czwórkę. W ogóle nie była krwista jak na taki duży ząb 🙂

jak w garncu

Odprowadziłam wczoraj panny do szkoły, wracałam i zobaczyłam, że w ogródku znajoma robi porządek z różami. Ubrana do wyjścia, kucnęła i przycinała. Krzyknęła do męża, żeby większy sekator przyniósł i cięła dalej. Chwilę pogadałam (ja moich róż ciąć nie będę, bo sadzone były pod koniec lata), a potem natchnięta tymi ogrodowymi sprawami kupując chleb wzięłam ze straganu z nasionkami maciejkę.

Ach, ta maciejka to mi się latem zamarzyła. Gdzieś szłam i owiał mnie znajomy ulotny zapach… Czemu ja nie mam maciejki??!? Wchodziło by się do domu wieczorem w takim zapachowym szpalerze. Nie wymagające to, niewidzialne, posiałabym kawałek tu i kawałek tam…

„Sadzić od kwietnia do maja”- wyczytałam na torebce. Połowa marca to prawie kwiecień! Jutro zasadzę! A tu raptem nocy spadł śnieg ://// Przesuwam więc to z dziś, na za tydzień lecz torebki na wszelki wypadek będą przy drzwiach, żebym nie zapomniała 🙂

<><>

Mieszko odwrócił ciupagę do góry nogami i nią macha…

  • Mamo, jak się nazywa ten sport, kiedy uderza się piłką?
  • Golf.
  • Tak! Gram w golfa! 🙂

W szkole rekolekcje, po ogródku lata motyl, a wczoraj się opaliłam…

Lekko, bo lekko, jak to przy bieganiu, ale wieczorem patrzę do lustra co ja taka czerwona? A to wiosna idzie na całego!

 

Miałam kiedyś koleżankę, która lubiła bieliznę. Nic to niezwykłego, ale ona na początku studiów miała staników tyle co ja TERAZ… TERAZ ta ilość nie robi na mnie wrażenia, ale wtedy wydawało mi się to baardzo dużo. Pewnego razu zaprosiła nas do siebie otworzyła szuflady z tymi dobrami i ogłosiła: Jestem bankrutem! Przytyłam, cycki mi urosły i w nic się nie mieszczę 🙂

Zrobiłam porządek z tymi moimi bizutami. Poleciała jeśli nie 1/4 to z całą pewnością 1/5.

  • Miałam fazę na długie korale jak byłam w ciąży z Mieszkiem. I nagromadziłam tych pestek, szkiełek oraz piórek naciągniętych na sznurki i rzemyki ilości straszne. 
  • Kilka moich ozdób schowałam do pudełka: sentymenty 🙂 Są tam takie którymi rozstać się nie mogę, ale nałożyć już NIE nałożę. Dużo w tym zbiorku biżuterii od Krzycha. Ojciec jak jeździł w delegacje i przywoził coś mamie, to zawsze miał też coś dla mnie. Mini bransoletki, albo koraliki ze słonikami. Nie będę dawać tego dziewczynom, one własnej biżuterii mają dużo, a podobnie jak ja wtedy NIE noszą, choć lubią mieć.
  • Pojedyncze sztuki poszły do sekcji przeróbka. Z długiego łańcucha niebieskich kamyczków wyjdzie świetna wakacyjna kartka z „wodą”, a kamyczki bursztynu przydadzą się na Wielkanoc (nie wiem jeszcze do czego).

Patrzę na te odchudzone od wisiorów wieszaki i puste pudełka na toaletce i przychodzi mi do głowy TAMTO zdanie… Jestem biżuteryjnym bankrutem 🙂 Macie fotę before… Zdjęłam, położyłam na łóżku, czyściłam i przeglądałam. W asyście znudzonego Klarensa 😉

Jestem bogaty w ziemię, lecz ubogi w gotówkę, tak jak każda szycha.

– Mickey, Ray Donovan, s03e02

Pewnego razu odwiozłam razem z dziewczynami Mieszka na Eksperymenty. Wysadziłyśmy go, rozebrałyśmy z kurtki i czapki, a potem wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy dalej. Do takiego wypasionego papiernika 🙂 Chciało mi się tam zajrzeć już dawno temu, ale się nie składało… Trafiłyśmy tam na super wyprzedaż papierów ozdobnych. Zatowarowałyśmy się więc i na święta, i na urodziny Lilki i na powitanie lata. Doszły też taśmy, kartka 3D z kolorowymi kroplami, dwie paczki kolorowych piórek, filc, wiatraczki i dziurkacz z kurczakiem. Czekam teraz tylko na LL (leniwego listonosza 😉 aż mi przyniesie piórka naturalne, które zamówiłam 2 tygodnie temu i WIEM, że na poczcie już są. I ruszymy z robieniem kartek świątecznych 🙂

<><>

Mam trzy kolejne foty z zajęć kulinarnych. Słabe, bo to kolejne odkomórkowe, ale niech będą. Zestaw otwiera jedna z potraw, które uczyliśmy się przyrządzać. Ramen, czyli zupa, czyli inny niż nasz rosół wywar. Gotowana przez dwie doby (jak przyszliśmy wywar właśnie dochodził 🙂 z jajkami w zalewy (też dobę to leży) z wodorostami i absolutnie wybitnym boczkiem 🙂

Strzałka i znowu moje plecy (ale tym razem JADŁAM 🙂

Pamiętajcie dziewczyny… Nawet jak umawiamy się z Wami na 9-tą, to nogi macie mieć za kwadrans trzecia

– jedno z tych śmiesznych życzeń, które krążyły w necie na 8 marca

Na weekend dzieciaki zabrał Diabli. Ja przytłoczona ilością wolnego czasu (niezmiennie wywołuje to u mnie doła) pojechałam w pewną babską miejscówkę. Spotkania z wizażystami, fryzjerami, próbki kosmetyków i proszków do prania… Było dennie i NIE będę Wam o tym pisać. Tak mocno mnie pewne tematy NIE zaprzątają, że nie byłam w stanie wykrzesać w sobie nawet odrobiny empatii. Babka w szatni była zdumiona: Pani już? Tak szybko? No tak. Nauczka by więcej się w takie rzeczy nie ładować.

Rekreacyjnie zapewniłam psu długi spacer, prasuję sobie i chciałabym dziś przejrzeć moją biżuterię. Szukałam na to wyjście czegoś GODNEGO, ale wszystko jakieś wyblakłe i przykurzone. Rozciągnięte korale, cudaczne bransoletki, dziwne wisiorki i pluszowe broszki. Przejrzeć, podrzucić co nieco dziewczynom, albo wrzucić do segregatorów na strychu, by użyć do czegoś innego.

<>

Łucja przypomniała sobie o aparacie fotograficznym, który kiedyś miała. Znalazłyśmy go, naładowałyśmy i przejrzałyśmy zdjęcia zajmujące całą kartę. Wszystkie są sponad dwóch lat (listopad 2013). Jest tam kilka mocnych i prawdziwych filmików na których jestem i sporo przypadkowych zdjęć. Na jednym jest obraz codzienny salonu 🙂 Ależ był bajzel! 🙂 Takie małe dzieci to jednak strasznie bałaganią… Dużą ulgą organizacyjną jest to że rosną. 😉