Marcowy talerz

Miesiące w których wypadają święta są inne. Niby czas leci tak samo, ale planuje się różne rzeczy, myśli się o tym jak to poukładać, rozstawia się ozdoby i zbiera się akcesoria do robienia kartek (i robi porządki;). Wydaje mi, że wybory jakie podejmujemy w takich miesiącach też są inne.

^

Ze wszystkich przypowieści biblijnych najbardziej lubię tę o Arce Noego. Lecz nie w tej mrocznej rzeczywistości Russela Crowe, ale takiej bajkowej i utopijnej opowiastce o tym jak zwierzęta podróżowały łodzią. Jak zgodnie patrzyły przed siebie, kiedy pojawi się ląd. Jak beczały, meczały i kwakały z radości, że nadszedł kres podróży.

Na marzec talerz. Wiem, dużo za dużo ich mam, ale ten mi się spodobał. Nie mam NIC w takim stylu, a do świąt (OBU) pasuje. Duży; płaski; idealny na ciasta, albo „szynki” 🙂 Kupiłam go w bardzo eleganckich sklepie, z bardzo ekskluzywną porcelaną, ale nie oszukujmy się, astronomicznie przeceniony. Z nieznanych mi powodów przeceniona była cała kolekcja z biblijnymi obrazkami, ale jak już wiecie Arkę lubię najbardziej.

Tym samym wolna jestem od Projektu DOM na długi i bezlitosny marzec 😉 Btw. lubię słowo marcowy. To chyba najładnieszy przymiotnik pochodzący od nazwy miesiąca. Ani styczniowy, ani wrześniowy, ani lutowy tak nie brzmią. Majowy przyjemnie mi się kojarzy, ale nie jest taki dźwięczny. A marcowy, taki rozmarcowany i trzeszczący porannym mrozem jest ładny 🙂