Babciom i dziadkom! 10

Siedziałyśmy sobie z Lutką na kanapie w poniedziałek. Gotowe by ruszać na roszady rozwożeniowo-logistyczne z dziećmi. Rozmawiałyśmy o tym, co w tym tygodniu mamy na własnych listach 2DO. I powiedziałam:

  • Wiesz, że niektóre babcie jeżdżą do spa? Mają regularnie zrobione paznokcie i czeszą się u fryzjera…
  • Nigdy nie zrozumiem, jak kobiety mogą TAK nie szanować własnego czasu.

No właśnie. Ten czas to jest bezcenny 🙂 I dużo CZASU życzę wszystkim babciom i dziadkom! A za nami kolejna impreza z okazji DNIA Babci i Dziadka, tym razem w przedszkolu. Te babki (wychowawczynie i pani dyrektor) przeszły TYM RAZEM same siebie. Weszłam do placówki, a tam… KAPELA!!! 🙂 Na żywo/ na głośno weselne kawałki i wspólne tańce dziadków z wnukami. EXTRA!!! 🙂 Nie wiem jak one to zorganizowały, w sumie to nie sobotni wieczór, więc większość kapel była pewnie wolna, ale wszystko jedno. Efekt niesamowity!

Najpierw jednak zostaliśmy zaproszeni do sali, gdzie przedszkolaki występowały. Mieszko miał dwie role. Najpierw powiedział: O, moja także przyszła! Siedzi w trzecim rzędzie! Babciu, proszę uważaj, coś dla Ciebie będzie! A potem jeszcze mówił rolę nieśmiałego kolegi: Moja uczy mnie jak rozróżniać drzewa. Przedszkolaki zatańczyły układ z instrumentami muzycznymi (Mieszko był w sekcji grzechotek), zaśpiewały i zatańczyły w parach.

W tle wszystkie trzy dziewczyny Mieszka :/ Ola, Wiktoria (widziałaś mamo, jak Wiki miała dziś związane włosy? Wyglądała jak księżniczka!) i najnowsza sympatia Julka (kazała mu się z NIĄ pocałować i Wiki się obraziła). Tuż obok Mieszka tymczasem Natalka 🙂 Btw. Julka jest młodszą siostrą Oliwiera, czyli przedszkolnej sympatii Łucji.

A to już część TANECZNA. Pani dyrektor w czarnej karnawałowej sukience zdominowała parkiet i stało się jasne, że ta posada to tylko przykrywka, a jej prawdziwe imię to WESELNY DEMON 🙂 Impreza bomba, a co oczywiste DZIADKI wszystkie grane kawałki ZNAŁY 🙂

I jeszcze na chwilę wróciliśmy po tańcach do sali. Na poczęstunek i wręczenie dziadkom prezentów wykonanych przez dzieci. Papierowe kwiatki. Wspaniała uroczystość! 🙂

Co jest ważne nocą??

Sny na ogół mam monotematyczne. Śni mi się jakiś sportowiec. Albo drwal…. Tym razem jednak było inaczej… Śniło mi się, że ktoś mnie CZESZE. Szczotką dziewczyn. Różową. I strasznie mnie ta szczotka drapie w czoło. Takie było to sugestywne, że aż się obudziłam. I co? A okazało się, że koło łóżka stoi Klarens i łapą drapie mnie po czole. Bo MISKA pusta. Czwarta w nocy. :/ Wystawiłam więc go na dwór, żeby ochłonął. Razem z miską. Krioterapia czasem pozwala przywrócić wiarę co jest ważne nocą. SEN!!!

<><>

Po ubiegłotygodniowej szopce na basenie, kiedy Liliana postanowiła więcej NIE pływać, trochę się obawiałam kolejnych zajęć. Ale poszło dobrze. Przed zajęciami wysłałam tylko trenerowi sms-a, że przycisnęłam Lilę i jako powód braku chęci do współpracy podała, że ON nie zwracał na nią uwagi. I że wiem, że nie jest to prawda, ale jeśli na nią spojrzy ten jeden raz więcej to powinno być lepiej. I że w ogóle jest dość widowiskowa, bo straciła kolejnego zęba. Radek spisał się na medal 🙂 Chodził wzdłuż brzegu, ochlapywał ją wodą i zagadywał. CAŁE zajęcia. A na zęby powiedział, że wygląda jak WAMPIR 🙂 Super! Zapał do basenu powrócił!

Idealna kobieta jest lekko znudzoną, beztroską marzycielką. Wolną od emocji.

-Penny Dreadful, s01e07

Od tygodnia Liliana przychodziła ze szkoły z pokrwawioną chusteczką… „Ruszałam sobie zębem”… W końcu powiedziałam:

  • DOŚĆ! Nie może tak być, że masz taką ranę w buzi. Kaleczysz sobie tym zębem dziąsła. Trzeba to wyrwać!

Spróbowałam przekręcić:

  • AłAAAA!!!!
  • Okej. Tak się nie da. Wyrywamy klasycznie nitką do zębów przywiązaną do drzwi.

Tu włączyła się Łucja:

  • Lila pozwól MI wyrwać tego zęba! Ja tak bardzo bym chciała!

Prosiła ją pół godziny. Nie wiem co zaoferowała w zamian, ale Lilka w końcu się zgodziła.

Wieczór. Po kąpieli wyjęłam z wanny obie panny i rozpoczęłyśmy procedurę obwiązywania zęba. Mieszko z wanny obserwował przebieg wydarzeń. Lilka kilka razy mówiła, że nie wyrywamy, ale w końcu udało się nam tego zęba obwiązać. Przywiązałam do klamki, Łucja była z drugiej strony drzwi łazienki. Zaczęłam liczyć:

  • RAZ, DWA, TRZY!!! Łucja czemu nie ciągniesz?!!??? – wrzasnęłam, tym bardziej, że myślałam, że tak jak ja, pociągnie na „dwa”.
  • Ciągnę! – odkrzyknęła Łucja, a ja patrzę że ona macha klamką.
  • Ciągnij!!!

Widzę, że klamka chodzi coraz szybciej, Lilka traci odwagę, więc wołam:

  • Do SIEBIE ciągnij!

Łucja pociągnęła pociągnęła, a na klamce zawisł ząb 🙂 Lilka ma największe zęby z całej trójki, więc krwi było dużo. A w tym momencie taka szczęśliwa i uśmiechnięta odwróciła się do Mieszka i taka pokrwawiona zapytała:

  • Mieszko, a TOBIE będę mogła wyrwać JA?

:))))

<><><>

I mam dla Was zagadkę. Pomyślcie CO to może być. Nie, nie szykujemy się jeszcze na Wielkanoc 😉 Rozwiązanie za dni kilka.

zaśnieżenie pełne

Cudowna jest ta zima. Nie po drodze nam zadania domowe, których jakby więcej na koniec semestru i różne zajęcia dodatkowe, bo najchętniej siedzielibyśmy na górce 🙂 Mało tego, tak jak w listopadzie było mi zimno, to teraz już chyba przestawiłam, ale temperatury mi nie przeszkadzają. Fakt, wyciągnęłam z kufra swetry i wszyscy się swetrujemy, lecz ilość warstw jest ta sama od dwóch miesięcy. Wiem, że warunki drogowe są słabe, ale z drugiej strony to zabawne, że KAŻDY kierowca próbuje teraz na wolnym/odludnym fragmencie poćwiczyć kontrolowane ślizgi i drifty. I jestem pewna, że wychodząc z zakrętu, kiedy już wiemy że nam się  UDAŁO, WSZYSCY myślimy to samo: CZY KTOŚ mnie widział jak wspaniale zakręciłem? Lutka wczoraj jechała po Mieszka do przedszkola i opowiadała mi później:

  • Jechał przede mną facet takim dużym amerykańskim autem i on na zakręcie, nic nie jechało co prawda, stanął bokiem!
  • Białym autem?
  • Tak.
  • On to zrobił specjalnie. 🙂 Twój synek też tak robi.

A tak wygląda wejście do domu PROFESJONALNIE przygotowanego do zimy. Dwie pary sanek, plastikowe i drewniane nazywane przez Brytyjczyków vintage 🙂 Plus piankowe kółko do zjeżdżania, szufla, drewno, psia miska (?), ale pies musi jeść na zewnątrz bo rozchlapuje jedzenie po ścianach. Ach no i DWIE osłonki na szyby (jedną zakładam bokiem na drzwi kierowcy – zawsze to mniej odśnieżania). I najważniejsze JELEŃ! Zobaczcie na twittera, jaki Wam super koci obrazek z netu wklejam 🙂

Recital

  • Poćwicz przed koncertem!
  • Ale na tym pianinie się nie da. Dźwięk jest inny niż powinien być.
  • Bethoven był głuchy jak stworzył swoje największe utwory. Wyobrażał sobie co gra. MOJE dziecko nie może być MNIEJ genialne 😉
  • Przećwiczę jeden raz.
  • Trzy razy i już Cię nie męczę.

Rzeczywiście pianino trzeba nastroić. Może na ferie się tym zajmę… Tym niemniej jednak dziś Łucja miała PIERWSZY muzyczny występ. Zagrała świetnie, lecz niestety coś źle wcisnęłam i nagrania nie mam. Zagrała „Cicha noc”, nie pomyliła się ani razu, ale jak to powiedziała później, „myślała, że wyskoczy jej serce” 🙂 Emocje były więc spore, Lilka na znak protestu okupowała STÓŁ z PRZEKĄSKAMI (ona jest o te sukcesy zazdrosna, więc w przyszłym roku też zacznie się uczyć). Koncert był w GOK-u, razem z Łucją występowało jeszcze kilkoro znanych nam dzieciaków, w tym czwórka z naszego osiedla :0

W obronie puszczy

Nie czuję się merytorycznie silna by toczyć dyskusje o tym czy kontrolowany wyrąb lasów jest dobry czy zły. Ale krzewienie świadomości ekologicznej u dzieci wydaje mi super ważne. Dziś wzięliśmy udział w naszej pierwszej manifestacji ;)Podobało nam się. Były bębny, była wspaniała atmosfera i świetna zabawa.

„Nie było Was był LAS”, „Dziś puszcza, jutro MY”, „Zima Wasza, puszcza NASZA”, „Nie zabieraj żubrom domu”, „Szyszko szyszkom WILKIEM”, „Lubię jak Puszcza się ZApuszcza”

Nie mieliśmy żadnych transparentów, ani nie mieliśmy gniazd z ptakami na głowach (niezłe były 🙂 Ale mieliśmy zielone balony i NIKT takich nie miał. Zielone aktywistki namalowały Łucji na policzku choinkę, a Mieszko przeżył swoje chwile ekstazy z tytułu takiego nagromadzenia mundurowych w jednym miejscu.

GYZIA widzicie??? 😉

Nas na razie na żadnym obcym zdjęciu nie znalazłam 😉 ale są nasze balony, które przekazaliśmy odchodząc 🙂

bilans strat z całego sezonu: dwie zbite bombki (mało)

Po całodniowej zabawie na śniegu została rozebrana choinka. W ogóle się nie sypie, wygląda pięknie, światełka były jeszcze 6 godzin temu zapalone, lecz wszyscy wokół choinki już polikwidowali 😦 Lubię, lubię te świąteczne ozdoby, porozdzielane po całym domu dekoracje, ale czas szykować się na Walentynki albo nawet Wielkanoc 😉 Tak wiec, choinka rozebrana, pudła z bombkami na strychu, drzewko koło śmietnika, a jemioła w kominku 😉

Archiwizacyjnie wrzucę Wam choinkę dzieci, która była u dziewczyn w pokoju. Jak widać mieli całkowitą dowolność wyboru ozdób, zrobili więc łańcuch z bibuły i poupychali na niej nie tylko pompony i bombki, ale też klocki.

<><>

W bonusie również GYZIO z resztką świątecznej dekoracji w tle. Guzia Lilka dostała od Mikołaja i jest w nim zakochana. On chodzi z nami wszędzie, śpi z nią i prałam go już też dwa razy. Dziś rano Lilka zrobiła mu portret. Model z dziełem wyglądają tak:



17 centymetrów

Śniegu spadło 🙂

Pierwszy raz odśnieżałam o 14-stej.
Drugi raz o 17-stej.
A trzeci o 21-szej…

A do dziadków zamiast tradycyjnych 40 minut jechałam dwie godziny… I pewnie bym w tę śnieżycę się porywała na wycieczkę, ale zrobiłam RYBĘ. RYBĘ. Pamiętacie jak Wam linkowałam Okrasę? No więc zrobiłam pierwsze danie z listy. Tzn. właściwie drugie bo miętusa w szpinaku. Największym problem była oczywiście ryba. Aaale znalazłam miejsce, gdzie takie ryby można kupić (w hipermarketach można trafić łososia, pstrąga, halibuta, dorsze, sardynki, makrele, albo mrożone filety). A ja potrzebowałam NIE tylko NASZĄ rybę, ale też świeżą rybę. I albo miętusa, albo troć. Miejsce było kosmiczne, ale na małej powierzchni kłębił się tłum kupujących. Troci nie nie było, zamówiłam na za tydzień, więc odpadł mi przepis pierwszy. Był za to miętus, choć nie słodkowodny (bywa), a morski. Ryba pyszna, a przepis super. Trochę za mocno podlałam octem, więc dodałam nie tylko skórkę z limonki, a również sok z niej. No i nie miałam musztardy w ziarenkach, więc dałam czeską horcicę. Dziadkom smakowało równie mocno jak mi, mam więc KOLEJNE noworoczne postanowienie: raz w tygodniu będę testować nowy przepis 😉 Na razie będę szła tymi z rybami.

<><>

Wiem, że rozsypał mi się szablon. Wina to twittera, który zmienił domyślne ustawienie szerokości ramki. Jak ramkę wywalam to wszystko wraca do normy. W ustawieniach widżetów na twitterze nie można zmienić szerokości, tylko wysokość. A chcę by twitter został. Na razie będzie takie rozsypane (mnie też to irytuje), ale może samo się naprawi. Jak nie to za dwa tygodnie pomyślę co dalej.

A na styczeń?

Obrus! Wiem, wiem, mam ich za dużo, ale w sobotę na wycieczce z dzieciakami trafiłam na niezłą promocję na tkaniny. Pod hasłem „Kolekcja 2015” te urocze jelonki były o… 80% taniej (do kwoty jednocyfrowej za metr!). Miałam ochotę na poduszki z jelonkami, ale dopóki mam tego psiego pożeracza tekstyliów, nie ma to absolutnie sensu. Najpóźniej po dwóch tygodniach miałam bym jedną mniej… Więc obrusik. Wyjęłam maszynę, obszyłam i położę na stół przy zmianie dekoracji (choinkę i gadżety chcę zebrać w weekend). W styczniu jak pamiętamy doszła też „waflownica”, ale umówmy się agd to nie do końca kategoria DLA DOMU 😉

<><>

Po salsie, bachacie i kilku lekcjach rumby miałam małą przerwę. Na wtorkowe wieczory wpasował się basen… Przez chwilę wróciłam na zumbę, a potem odkryłam, że w środy jest taniec brzucha. Super! Chodziłam przez miesiąc, a jak zakończył się kurs zapisałam się do tej samej instruktorki na burleskę.  Samoocena po zajęciach jest niesłychana 🙂 Pracuje się z lustrem, patrzy się swoje odbicie i się sobie podoba. Moja instruktorka mówi: A teraz noga do przodu, unosimy pośladki i czy widziałyście kiedyś bardziej zaj-ste uda?? Czy ktoś ma LEPSZĄ nogę? Ramiona przód-tył, przód- tył i uśmiech! Jestem wspaniała! Macie to w sobie! :) Jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście MUSICIE zapisać się na jakiś taniec! One wszystkie są gigantyczną terapią dla DUSZY:)

Projekt WILKI

Robią te panny w kółko jakieś projekty do szkoły. Łucja głównie na angielski, a Lilka (pod warunkiem, że przekaże mi tę informację) na plastykę. Tym razem miała zrobić wielkoformatowy plakat o wilkach. Bardzo fajny temat i dwa dni panna nad nim dłubała.

Po pierwsze, był nam potrzebny papier. Ale akurat od niedawna mamy rolkę papieru do malowania, odcięliśmy więc od tych 30 metrów fragment. Ja proponowałam nasycić plakat treścią. Ze strony wwf przepisać zdania slogany: W Polsce zostało nas tylko 1000, Jesteśmy cennym dzikim gatunkiem, który potrzebuje dzikiej przyrody. Jestem silny i niezależny. Itd. Ale Lilka zafascynowana była nowym słownictwem przyniesionym ze szkoły: wataha, basior, wadera. I chciała użyć TYLKO tych słów. Pomyślałam więc, że możemy zastemplować tę kartkę wilkami. Lila musiała tylko namalować wilka, którego później z gumy do stempli wycięłam JA.

Do nauki rysowania wilka najlepiej użyć filmów o Lulusiu. Jeśli przeszliście fazę Mini-mini, a wiem, że tak, bo inaczej się nie da 😉 , to na pewno gościa kojarzycie. Filmik o rysowaniu wilków macie TU .  Wilk Liliany ma Lulusiowe body, głowę wybrała mu jednak inną. I po naprawdę DUŻEJ ilości projektów wybrany został WZÓR. Przeniosłam go na gumkę i zaczęłam wycinać nożem.

I tu pierwszy zgrzyt. Przenosząc zrobiłam lustrzane odbicie. Nie wiem dlaczego, ale wolę jak postacie na rysunkach idą w lewo, a nie cofają się w prawo. Nie jest to jednak do końca złe i niepoprawne, bo w sumie to wilki idą na wschód bo tam przyroda jest dziksza niż na zachodzie.

Potem panna zastemplowała kartkę, dorysowała wilkom czarne nosy oraz zaznaczyła palce w łapach ;0. I podpisała. Była o to kłótnia z Łucją, która upierała się, że WATAHA to stado, ale Lilka się zawzięła, że WATAHA to rodzina i tak też plakat podpisała.

Zdjęcia liche, bo nocne oświetlenie nie jest dobre, a prace toczyły się wieczorami.

Czy praca się spodobała nie wiem, bo Lila rano odmówiła zabrania jej do szkoły. Co prawda cichaczem przekazałam rulon wychowawczyni, ale nie mam pojęcia czy młoda pozwoli go otworzyć. :/ Focha ma od wczoraj, na basenie nawet nie chciała pływać ze swoim ulubionym trenerem i skończyło się tak, że on kazał jej do innego basenu zastanowić się czy chce Z NIM pływać (chwilę posiedziała ze mną i wróciła do niego). Niemniej jednak uważam, że plakat jest super i godny nawet bycia samodzielnym nośnikiem akcji o wilkach, więc chciałam proces tworzenia oraz efekt końcowy zarejestrować 🙂