Wymyśliłam sobie, że pomiędzy świętami a nowym rokiem NIE pójdę do sklepu. Lutka ma taki sprzęt do próżniowego pakowania więc dojadamy. Dodatkowo mam pełną zamrażarkę, a muszę rozmrozić lodówkę tylko czekam na mrozy… Wynajduję gnaty na zupę, przetwarzam ziemniaki na różne sposoby, podgrzewam bułki i robię ciasta, bo składniki mam (mam jeszcze na makowca i florentynki 😉 Lecz prozaicznie skończył nam się papier toaletowy, więc chociaż od kilku dni zarządziłam stosowanie w zamian chusteczek papierowych dziś pękłam 😉 Ale byłam konsekwentna i nie wiele więcej ponad ten papier kupiłam, chociaż paradoksalnie dojadanie jest zdecydowanie bardziej czasochłonne.
Pochwalę się Wam kalendarzem dla Mieszka. I tu kolejna ciekawostka: Młody chce by mu go zawiesić JUŻ w tym roku, bo przecież dziewczyny miały w TYM 😀 Btw. po czasie mi przyszło do głowy, że ponieważ polar jest biały, zamiast bujać się z wycinaniem i przyklejaniem liter mogłam użyć mazaków do tkanin.

I szykujemy się powoli do Sylwestra. Będziemy w domu. Dostałam przedwczoraj fajną propozycję od mojego kuzyna, żeby do nich pojechać, bo u nich i śnieg i zimowo. I pewnie bym nawet rozważyła to, chociaż panny nie mają laby i w poniedziałek już do szkoły, ale mam na głowie kota Lutki. Dziadki na Sylwestra w górach, a stara kocica do podróży się nie nadaje. Może za rok jak zaproszenie ponowią to do nich pojedziemy 🙂
