Dzień trzeci

No i przeleciały 🙂 Udało się zrealizować to co zaplanowaliśmy, a nawet więcej, bo dziś ruszyliśmy z dziadkami w jedno z tych rozświetlonych miejsc by pospacerować. Mało to świąteczne bez śniegu, ale przynajmniej Mieszko zarobił wymarzony miecz świetlny 😉 I to jak to słusznie zauważył wczoraj mój brat, żadna tam podróba, tylko prawdziwy Made in China.

Skrzywiona jestem przez wieloletnie świętowanie tych dni w mieście chrząszcza, że tylko tam jest prawdziwie. Ale tak też można, w sumie było rodzinnie, smacznie i śmiesznie, szczególnie jak Krzycho z Łucją postanowili urządzić pokaz magii :DD

Wkleję Wam jeszcze tylko refleksję jednego znajomego, bo trafna 🙂

„Po trzech dniach świątecznego obżarstwa i zapoju, w trakcie których to przyjąłem tyle maku, cukru i grzybów, że najpewniej jeszcze dzisiaj w nocy zjawi się w moim śnie Kotan i wzburzonym głosem udzieli mi paru roztropnych napomnień, osiągnąłem wreszcie stan do którego przede mną dążyło wielu skruszonych hedonistów i koncesjonowanych mnichów – nirwana absolutna, pełna homeostaza.

Otóż nie ma ochoty już dosłownie na nic. „