bez śniegu i w słońcu

Płynnie przeszliśmy od słynnego „Nie jedz! TO na święta„, do „Jedz, bo się zmarnuje” 🙂 Czyli jestem ojedzona jak beczka, a końca zapasów nie widać… Mikołaj spisał się na medal, Mieszko dostał wymarzony szlafrok, którego nie ściągał i KOLEJNE klocki, panny książki i ubranka, Łucja, która nękała dziadka o to od miesiąca dostała zestaw do czarowania, a cała trójka zarobiła kilka niezłych gier, o których napiszę jak już złapię o co w nich chodzi. Mi domyślnie przyniósł krajalnicę (pamiętacie, że 3 tygodnie temu rozwaliłam poprzednią?) i kosmetyki, czyli coś co jest mi absolutnie niezbędne 🙂

Nie udało się nam pośpiewać, bo nawaliła technika, czyli nie udało się uruchomić zestawu do KAREOKE z kolędami 😉 Jutro znowu jedziemy do dziadków, pójdziemy do kościółka i obejrzymy szopkę, a w niedzielę na wycieczkę po szopkach zabiera dzieciaki Diabli. Przy tych licznych przejazdach osłuchaliśmy się kolęd i odbyliśmy dość merytoryczne rozmowy około-religijne 😉 Zaskakująco wysoką teologiczną wiedzę ma Liliana, która okazało się, jako jedyna w klasie wiedziała, że msza po Wigilii to PASTERKA, a najważniejszymi na Boże Narodzenie są wiara, miłosierdzie i jarŁUŻNA, chociaż nie wie co to ostatnie jest 😉 Dla Łucji najciekawsza była relacja Boga do Jezusa w kontekście stosunków ojciec-syn 🙂 

Rok temu byliśmy na fajnych zajęciach o Bożym Narodzeniu. Jak było naprawdę, a ile dodały późniejsze „media” by uatrakcyjnić wydarzenie. I akurat wczoraj znajomy podesłał żart:

Jezus wchodzi do restauracji i mówi
– Proszę stolik dla 26 osób.
Kelner patrzy się na Jezusa i jego towarzyszy, po czym odpowiada:
– Ale jest Państwa tylko 13 osób.
– Tak, ale wszyscy będziemy siedzieć po jednej stronie.

I o tym też było. Że tak naprawdę to wszyscy siedzieli NIE w jednym rzędzie, ale też naprzeciwko siebie, bokiem do siebie i tyłem do siebie, jeśli akurat zagadali się z kompanem obok 🙂