Smętny to okres świąt dla singli. Zaczynają się kolejne i właściwie to jestem w podobnym punkcie co rok temu. Nie wiem co będzie dalej, a co gorsza nie mam nawet planu. Z jednej strony z sentymentem przeszłam przez męską sekcję w sklepie (ładne swetry w tym roku i miłe w dotyku), a z drugiej są np. poranki, kiedy mam jedną osobę mniej do obsługi i chyba jest mi z tym łatwiej. Nie mówiąc o tym, że miłość jawi mi się uczuciem ryzykownym. Na co mi ona, skoro już wszystko mam?
Aaale, mam w tym roku jemiołę (a rok temu nie miałam) i Lutka ma dla mnie odłożyć łuskę karpia 😉 Jak zaklinać to na całego, drugi rok pod rząd nie zaryzykuję 🙂 Prasuję jeszcze kilka ubranek, pakuję psa do auta, wystawiam kota na dwór i jadę do dziadków. Wracamy jutro, bo wtedy dzieciaki przejmuje Diabli.
Wesołych Świąt!
Wbrew temu co głoszą niektórzy, że to daleko współczesnemu świętowaniu do biblijnej prostoty i ubóstwa, święta są wspaniałe. Mają sens te kilkutygodniowe przygotowania, wysyłanie kartek i pakowanie prezentów. Jest pyszne jedzenie, a poza tym czy znacie lepszą okazję niż ta, by bezkarnie dać mężczyźnie kalesony, córce złote bolerko, a synkowi KOLEJNE pudełko klocków? 🙂
Świętujcie, przebaczajcie, śpiewajcie i bawcie się dobrze przez te kilka rodzinnych dni 🙂
