Wywiozłam dzieci do dziadków, zahaczyłam tylko po drodze o fryzjera z dziewczynami (one, nie ja) i piekę. Bo zgłosiłam się do ciast. Zrobiłam sernik i pudding figowy. Jeśli będzie taka okazja, to mam składniki do dwóch kolejnych i najwyżej dopiekę. Dom posprzątany, prezenty zapakowane – zaczęłam wczoraj pakować, ale one co chwila miały jakąś sprawę na strychu i strasznie kombinowałam by tam mi się nie gramoliły, bo papiery wszystkie porozkładana. Odkryłam ostatnio super blog, na którym znalazłam piękne zdanie: nie można postawić znaku równości pomiędzy prezentem włożonym do torebki, a tym zapakowanym w papier 🙂 Są tam super zawieszki (lecz mi akurat się skończył tusz w drukarce :/) i cała masa fajnych pomysłów.
Jeśli chodzi o papiery to na kolejny rok przechodzi „decyzja” z UBIEGŁEGO roku. NIE kupować papierów! Takie zapasy narobiłam dwa lata temu, że niby niektóre rolki wykończyłam, ale jeszcze DWIE mam nie otwarte A tych do połowy zużytych to sporo.
Podczas pakowania odkryłam, że jakoś nieproporcjonalnie mało mam dla Lilki. Pojechałam więc do sklepu, bo podobała się jej jedna tiulowa spódniczka, więc miałam nadzieję, że będzie. Idę i obok perfumerii była dodatkowa lada do pakowania prezentów. Patrzę a tam stoi znajomy ze szkoły. Mówię:
- Ale Cię przyłapałam! Żonie perfumy kupujesz?
- SOBIE kupuję. Mi nikt nie kupuje. Sam muszę o sobie pomyśleć!
Koleś przed nim obrócił się i mówi do mnie:
- Mi też nikt nie kupuje. I też muszę sobie sam kupować.
Zabawne to było 🙂

