Zrobiłam te łódeczki. Przyszły wczoraj panny ze szkoły z informacją, że dziś klasowe Wigilie i trzeba coś słodkiego przynieść. Z klasy Łucji przyszedł chwilę później meil, że wikt zapewni klasowy budżet i rada rodziców, więc została mi tylko Lilka. Zaczęłam się zastanawiać, czy sernik, czy jogurtowe, ale Lilka krzyknęła: łódeczki!
Zrobiły furorę 🙂 Nadałam im nazwę Świąteczne łódeczki, bo jako żagle użyłam papierów świątecznych. Łatwo się je robiło, choć okazało się, że albo tężejące galaretki zmniejszają swoją objętość, albo wchłonęły się w skórkę, bo musiałam je później obkroić ze odstającej skórki, chociaż nalewałam „z czubkiem” (drugie foto). Ach i ustawiałam je na szklankach, żeby mi się nie bujały, bo tężały długo. Nastawiłam wczoraj około 18-stej, a kroiłam dziś o szóstej rano (tak, przed szkołą).
I teraz najważniejsze 🙂 Jeden kolega Lili jak zobaczył JEJ łódeczki wykrzyknął: Lila, dlaczego Ty jesteś TAKA bogata! 🙂
Przypomnijmy składniki tego żelowego kawioru: 16 galaretek to 4 pomarańcze i 3 galaretki. Normalnie fortuna 🙂



Dla równowagi Łucja powiedziała koleżankom, że u nas na choince czasem wiszą słodycze, ale mama nie pozwala jej ich jeść, bo mówi, że są PRZETERMINOWANE. I podobno koleżanki bardzo się śmiały. A ja sobie NIE przypominam, żebym kiedyś tak powiedziała
