Wymyśliłam sobie świetny plan na pewien dzień stycznia… Odprowadzę dzieciaki do szkoły i przedszkola i pojadę sobie… DO KINA. Na Gwiezdne Wojny 😉 SAMA. Taki dopołudniowy seans. Kupię sobie kubełek pop-cornu, będę jeść i oglądać… [żeby nie było do końca rozrzutnie mineralną przemycę w torebce ;)] Tak mi się ten pomysł spodobał, że MUSIAŁAM się z kimś podzielić. Zwróciłam się więc do trzech zajętych sobą osób i opowiedziałam IM co zrobię. Łucja zapytała pierwsza:
- Weźmiesz mały pop-corn, czy duży?
- Duży. I nachosy z sosem serowym.
- Ja bardzo chciałam obejrzeć Gwiezdne Wojny. Czy mogę pójść z Tobą?
- Chciałam iść sama.
Lila:
- Ja też chciałam obejrzeć Gwiezdne Wojny.
- LILA!!! Ty nie możesz iść, bo za wolno czytasz! – krzyknęła na nią Łucja.
- Teoretycznie mogłybyśmy pójść na wersję z dubbingiem… – zaczęłam się zastanawiać na głos.
- A ja??? A mnie zostawisz samego w domu?? – rozżalił się Mieszko…
A taki miałam przebiegły i wspaniały plan…
<><>
Wianek wymieniliśmy. Miałam taki kupowany z szyszek na słomkowej bazie, ale tyle nam zostało bombek w pudle, że postanowiłam spożytkować. Bombki z cyklu tych, których się już nie wiesza, bo nie ma miejsca, bo za dużo roboty z ich wieszaniem, za małe i w sumie to nie jakieś wybitnie efektowne, bo plastikowe. Trafiło się też kilka drewnianych, których pourywały się sznureczki.Tym razem twórcą była Lilka.
Wianek jest fajny, bardzo dobrze wygląda w nocy, bo odbija światło renifera 😉 W dzień jest trochę za jasny i może zabierzemy go na święta dziadkom, bo oni mają ciemne drzwi. Btw. zawieszka to fragment mankietu z mojego żakietu 🙂 Skracałam rękawki i zostały takie świąteczne paski 😉



