Podczas kiedy Mieszko pojechał na eksperymenty, ja wyrwałam się z dziewuchami na łyżwy! 🙂 Wszystko żeśmy pozapominały od ubiegłego roku, ale po godzinie jazdy Lilka oderwała się od bandy, Łucja rozpędziła się tak, że zaliczyła bęcka, a i ja chwilę samodzielnie się ślizgałam 🙂 Mówią, że w Zakopcu było lepiej, więc może damy radę i tej zimy na jakieś górskie lodowisko dotrzeć 🙂
<>
I mamy choinkę! Fotorelacja bez efektu końcowego (jutro), bo padła bateria w aparacie, ale widać proces tworzenia. Mieszko w goglach narciarskich, bo jak szukałam spodni zimowych na łyżwy, to wybebeszyłam z szafy zimowe ubrania, a grzebiąc w tej stercie… młody znalazł gogle. I tak pół dnia chodził 😉 Btw. przy kompletowaniu łyżew wydarzył się pierwszy świąteczny „cud” 🙂 Znalazłam ściereczkę z mikrofibry (naprawdę BARDZO chciałam ją znaleźć), jest więc szansa, że na święta okna będą czyste! [od środka ;0]


