Zaświeciło i wystartował sezon kąpieliskowy! Na pierwszy ogień był Janów. Zalewy, płytko, więc założyłam, że chociaż słońce grzeje od niedawna, woda powinna być już ciepła (słuszne okazało się być to założenie). Jeździliśmy tam rok temu, ostatni raz było jakoś w połowie sierpnia, ale duuużo się zmieniło. Niezmiennie uważam, że miejsce jest super! Albo nawet jeszcze lepsze! Wybudowali pawilony gdzie można odbyć lekcje przyrodnicze, na kostce są takie krótkie informacje o zwierzętach występujących w okolicznych lasach, doszły fontanny bijące z ziemi i urządzenia pokazujące działanie różnych mechanizmów (pompy, wentylatory, sprężyny, itp). Są nowe atrakcje na wodzie, doszła budka z goframi i drewniane ogólnodostępne leżaki. Zdjęcia byle jakie bo odkomórkowe (aparat zabiorę kolejnym razem 😉

Wodę, jak to już kiedyś pisałam, na zimę z zalewów spompowują, a wiosną napełniają tym co płynie pod okolicznymi lasami. Stąd kolor i wszechobecny zapach lasu. Lilka jak to ona szalała na siłowni i swoim ulubionym aerobie 😉 Btw. obserwowała młodych umięśnionych i zdradziła mi, że „im cycki skaczą jak ćwiczą” I podobali się jej ;)))

Wszędzie grillowano i jedzono. Wiem, że są osoby, które tego nie znoszą, ale ja to lubię. Odpowiada mi zapach pieczonego mięsa, który się wszędzie unosił i atmosfera wielkiego pikniku. Łucja czuje się tam jak u siebie. Potrafi podejść sama po frytki, przynieść wodę czy bez nieśmiałości (to nowość!) zdjąć buty i biegać z innymi dzieciakami po fontannach.

Ten pistacjowy koleś nie wypuszczał z rąk łopatki, którą dostał na Dzień Dziecka 🙂 Na dolnych zdjęciach też go po tej łopatce zlokalizujecie 😉

Tu fontanny, na których Lilka jest jeszcze względnie sucha, w przeciwieństwie do siostry (a było to już w drodze do auta)…


A to już urządzenia, które uruchamiało się kręcąc kołem, pedałami, czy naciągając sprężynę. Jak widać Lilka już też z mokrymi włosami i w majtkach :DD

