ZJADŁ 4 kolby kukurydzy na raz

Pan M oczywiście 😉 Siadł przy stole i samotnie zanim ktokolwiek dotarł do kuchni wrąbał wszystkie, które ugotowała babcia 🙂

<><>

nowe książki dla dzieciarni! Tym razem to prezent od dziadka, ale skład podpowiedziałam ja 😉 To prezenty na nadchodzące urodziny Łucji. Panna Ł dostanie drugi tom Czarodziejki Lili i dwie kolejne  książki z serii Potwory: Wampira i Ducha. Mamy już Czarownicę, jest ładnie ilustrowana i taka odsłodzona, ale nie makabryczna 😉

Lilka dostanie Tyranozaura i Traktorzystki czyli opowieść o dwóch laleczkach Porce i Lanie, które porzuciły dno talerza i ruszyły w podróż i historię o dziwnych stworach, czyli Niedzielną Wizytę. 

No, a kolbopożeracz poszerzy swoją biblioteczkę o dwie książeczki z Panem Brummem i edukacyjnego Tupcia Chrupcia, który tym razem nie może zasnąć.

nieplanowane atrakcje

Zawsze będę uważać, że kobieta potrzebuje babskiej strefy w życiu. Czegoś co będzie przypominać jej, że jest kobietą i że to lubi. Najłatwiej jak ma się córkę. Nie musisz wtedy tej przestrzeni szukać, po prostu się zanurzasz w bycie dziewczyną raz jeszcze. Ale jak tego nie ma to można szyć, haftować, gotować, czy dać się wciągnąć zumbie. Czy cokolwiek co nawet jeśli nie jest wyłącznie dla kobiet to jest przez nie zdominowane…

Mają dziadki sąsiadów. Z ich synami dobrze się kiedyś dobrze z bratem znaliśmy. Starszy jest w moim wieku i chyba nawet byłam z nim kiedyś na dyskotece. Obaj chłopcy podrzucają na lato swoje dzieciaki dziadkom. I z tych dwóch chłopaków jest trójka wnucząt. Dwóch chłopców i JEDNA dziewczynka – nowa koleżanka naszych panienek. Równolatka Łucji.

Dziewczyny na okrągło u nich przesiadują. Zasługa to babci, która po latach życia z inżynierem i hobbistycznym mechanikiem oraz obsłudze dwóch chłopaków urządza takie babskie zajęcia, że ja nie jestem w stanie z tym konkurować. Podziwiam tym bardziej, że JA posiłkuję się Internetem, blogami i akcesoriami ze sklepów, a ona wymyśla dla nich zajęcia z tego co ma wokół siebie. Jednego dnia piekły, drugiego robiły bransoletki z muliny, trzeciego zbierały porzeczki na kompot (i piły go). Cały czas są smarowane kremem przeciwko komarom i podkarmiane. Nie stworzyła sobie w domu żadnego kącika z własną przestrzenią, ale potencjał ma taki, że mogła by prowadzić kreatywne kolonie! 🙂

update po 20-stej: dziś z trudem mi je wydano 😉 A zajmowały się malowaniem wzoru na ścianie za pomocą patyczków do uszu :))

Podkarpackie Santiago Bernabeu

<><><>

  • Łukasz widziałam dziś na plaży gościa podobnego do Ciebie…
  • Tak? 
  • Jestem skażona, bo mi się podobał… Zepsułeś mnie… Też miał takie długie chude nóżki i wogóle urodę pajęczą…
  • Wal się.
  • Tylko był strzaskany przez słońce. Włosów miał ilość podobną ;p I chyba też mu się podobałam 🙂 A najlepsze, że jego żona to też była taka wyblakła blonda z aparatem.
  • Mhm.
  • I dzieci też miał ładne :))

<><>

Przeczytałam (!!! 😉 dziś artykuł o dwóch cukiernikach. Podróż do Paryża szlakiem cukierni? To dopiero pomysł na wyprawę! :))

ślizg



Wczesna i mało mokra wiosna, licha zima i pewnie jeszcze niezbyt suchy czerwiec to warunki idealne dla… WĘŻY… Pełno ich w całej Polsce, pełno ich i na Podkarpaciu. Tutaj namnożyło się głównie gniewoszy, zwanych inaczej miedziankami. To takie węże nie za duże (ok 70 cm), w kolorze czekolady mlecznej i bardzo błyszczące. Samice są z zygzakiem, ale spotykamy głównie samce. Są niegroźne, a na dodatek pod bardzo wysoką ochroną. Lecz jest ich w tym roku dużo. Spotyka się je na ścieżkach rowerowych, wylegują się na tarasie i pod schodami… Zweryfikowały moje podejście spacerowe 😉 Do tej pory spacer z psem to była okazja do nadgonienia społecznych zaległości: wystukania zaległych smsów, przejrzenia fejsa czy tweetów. No a teraz patrzę pod nogi! :DD

<><>

Dziś był basen MOSiR-u. Nie wiem jak ludzie wypoczywający z dziećmi dają radę czytać książki. Ja od początku wakacji jeżdżę z jedną GAZETĄ w torebce i nie wiem kiedy ją przeczytam (no dobra, to taki magazyn literacki, ale wszystko jedno 😉

pierwsza opalenizna zawsze jest czerwona (pomimo filtrów)

Zaświeciło i wystartował sezon kąpieliskowy! Na pierwszy ogień był Janów. Zalewy, płytko, więc założyłam, że chociaż słońce grzeje od niedawna, woda powinna być już ciepła (słuszne okazało się być to założenie). Jeździliśmy tam rok temu, ostatni raz było jakoś w połowie sierpnia, ale duuużo się zmieniło. Niezmiennie uważam, że miejsce jest super! Albo nawet jeszcze lepsze! Wybudowali pawilony gdzie można odbyć lekcje przyrodnicze, na kostce są takie krótkie informacje o zwierzętach występujących w okolicznych lasach, doszły fontanny bijące z ziemi i urządzenia pokazujące działanie różnych mechanizmów (pompy, wentylatory, sprężyny, itp). Są nowe atrakcje na wodzie, doszła budka z goframi i drewniane ogólnodostępne leżaki. Zdjęcia byle jakie bo odkomórkowe (aparat zabiorę kolejnym razem 😉

Wodę, jak to już kiedyś pisałam, na zimę z zalewów spompowują, a wiosną napełniają tym co płynie pod okolicznymi lasami. Stąd kolor i wszechobecny zapach lasu. Lilka jak to ona szalała na siłowni i swoim ulubionym aerobie 😉 Btw. obserwowała młodych umięśnionych i zdradziła mi, że „im cycki skaczą jak ćwiczą” I podobali się jej ;)))

Wszędzie grillowano i jedzono. Wiem, że są osoby, które tego nie znoszą, ale ja to lubię. Odpowiada mi zapach pieczonego mięsa, który się wszędzie unosił i atmosfera wielkiego pikniku. Łucja czuje się tam jak u siebie. Potrafi podejść sama po frytki, przynieść wodę czy bez nieśmiałości (to nowość!) zdjąć buty i biegać z innymi dzieciakami po fontannach.

Ten pistacjowy koleś nie wypuszczał z rąk łopatki, którą dostał na Dzień Dziecka 🙂 Na dolnych zdjęciach też go po tej łopatce zlokalizujecie 😉

Tu fontanny, na których Lilka jest jeszcze względnie sucha, w przeciwieństwie do siostry (a było to już w drodze do auta)…

A to już urządzenia, które uruchamiało się kręcąc kołem, pedałami, czy naciągając sprężynę. Jak widać Lilka już też z mokrymi włosami i w majtkach :DD 

Te czarne jagody to jednak konkretnie potrafią załatwić paznokcie…

Dziś na rynku podczas kupowania warzyw, owoców i jajek, panny załapały się na łuskanie bobu 🙂 Przy jednym straganie dziewczyna łuskała bób i wrzucała do kosza, więc zapytałam, czy możemy i MY połuskać :)) I mogłyśmy 🙂 Śmieszny taki bób w łupinkach -> ma gruby puchaty od środka strąk i wcale nie tak łatwo go przełamać! Bardzo fajna akcja! 🙂

<><>

Pochwalę się jeszcze klockomaniakiem Mieszkiem. Jakiś czas temu wyparzyłam klocki Young Builders (od lat 4) i zaplanowałam, że będą pod choinkę dla naszego trzylatka… Ale w międzyczasie kupowałam mu małe pudełeczka Lego Creatora (od lat 6, 7). Tak przy okazji zakupów, za to, że nie sępi przy słodyczach i nie robi scen – w nagrodę za pomoc. I oto wczoraj dziadek kupił mu Spidermana z serii Juniors (to podobne do Young Buildera: gotowy element podwozia). I słuchajcie, to jest dla niego za proste! Zbudował zerkając do instrukcji i wrócił do trudniejszych zestawów. :))

Bo przecież on już takie rozkłada! :))

Ale, żeby nie było tak, że jest nad wiek genialny, to podniósł kota za tylnią nogę… Kot jest w takim wieku, że jak ujrzał ponownie Sziwę to chyba doszedł do wniosku, że lepsza śmierć w psich zębach, niż starość, ale dzieci sprawiły, że kocie życie na nowo nabrało TEMPA ;))

4 lipca

Nie, nie nasze te ciacho, ale spokojnie z bitej śmietany, jagód i malin mogłyśmy też takie ułożyć 🙂 Parady też nie ma, ale panny mają nową koleżankę. Wiktorię. Proszę, jak niepodległościowo wyszło! 😉 Chodzą we trzy objęte i zaraz ruszamy we CZTERY na wycieczkę rowerową! 🙂

Na bolące gardło najlepsze są lody!

Pojechałam z Lilką na rynek. Na lody i po maliny. Zajrzałyśmy też do cukierni po drożdżówki i rurki z kremem. Środków starczyło jeszcze na mały słoik jagód u kompot truskawkowy w barze mlecznym po drodze. Ale najważniejsze było, ze pojechałyśmy we DWIE! Jak Łucja opanowała rower pojechałam TYLKO z nią na lody. I było powiedziane, że każde dziecko, które nauczy się jeździć na dwóch kółkach też ma gwarantowaną taką eskapadę 🙂 To ważne, jak jak jest więcej niż jedno, by czasem je pojedynczo gdzieś zabierać, więc każda okazja jest dobra. Chociaż, że jak się pewnie domyślacie Łucja strzeliła mega focha i wieczorem na lody pojechałyśmy jeszcze raz. Ale tym razem z NIĄ 🙂

Droga minęła dobrze. Trasa była długa, ale biegła cały czas ścieżką rowerową. Był kryzys zaraz za przejazdem kolejowym, gdzie droga biegnie w dół i Lilka się wystraszyła prędkości i zjechała na trawnik. No i na rynku był tłum ludzi i rowery prowadziłyśmy. Jak jestem z Łucją to jedziemy, ona dobrze lawiruje i nie ma z tym problemu, ale z Lilą bezpieczniej było zejść. I ten rower się jej wywalił i jakaś babka wybuchła: Co tu tak wszyscy na tych rowerach! Więcej rowerów niż ludzi! Lecz jakiś koleś (też na rowerze) na nią fuknął: Bo to miasto rowerów! 🙂 

Hamuje cały czas nogami, starty niektóre jej wychodzą samodzielnie i mam wrażenie, że wyszły by wszystkie, ale chyba uznała, że za ŁATWO nam z NIĄ poszło i będzie to rozciągać 😉 No i gada… Jedzie i mruczy do siebie. Słowotok, z którego dziś wyłowiłam: To nic, że mnie wyprzedzają i tak jestem najładniejsza :))

… Lubię tę budkę z lodami. Ona jest tam od zawsze i nigdzie nie jadłam lepszych maszynowych lodów. Zatrzymują się tam mamy z dziećmi, ludzie wracający lub zmierzający do pracy, nastolatki i budowlańcy, a sprzedawczyni (od zawsze ta sama) mocno wierzy w zdrowotną moc lodów (mądrość w tytule to jej słowa podsłuchane na drugiej lodowej wyprawie 🙂 

przetwórstwo owocne

Ocknęłam się, że to lato już powoli zmyka, a ja nie narobiłam żadnych słoików… A ubiegła zima może nie była długa, ale zjedliśmy wszystko! Dzieciaki wykończyły dżemy do lutego (głównie do naleśników) a pomidory i pigwa skończyły się jeszcze w listopadzie. Truskawek miał być w czerwcu wysyp, a ja raptem jeden słoik z resztek łubianki zrobiłam… 

Dziś przetwarzałam. Doszło 7 słoików czarnej porzeczki i 5 truskawek. Porzeczka zejdzie głównie do pleśniaka, a truskawek więcej nie robię, bo już niedobre. Mam ochotę jeszcze na wiśnie w dużych ilościach, no i jesienią suszone pomidory i [nowość!] suszoną paprykę :))

<><>

I jeszcze filmik 😉 Taka rymowanka jaką Łucza ze szkoły przyciągnęła i uczy Lilkę. Każdy element trzeba jakoś pokazać. Np. „lowe, lowe, lowe” pokazuje się przez zrobienie serca z palców. Ale złapiecie 😉 Klikać na ikonkę niżej 🙂

 

pann-y

Jeździ!

Lilka na rowerze 😉 Niemalże wsiadła i pojechała. Po ponad roku bojkotu i rowerowstrętu okazało się, że na dwóch kółkach jest równie szybka jak była na czterech. Nie potrafi coprawda hamować (jutro się tego będziemy uczyć) i startować sama (pojutrze), ale jedzie, skręca i nawet toczy rozmowy.

Niezłe dziś graffiti znaleźliśmy 😉