Przyjechała wczoraj ciocia Gaga. I dziś rano Mieszko jej wyznał:
- Włożyłem sobie laleczkę Lili do nosa.
hmm…2 dni temu rzeczywiście obudził się z konkretnie przekrwionym okiem, cały czas dłubie w tym nosie, skórę ma pod nosem rozdrapaną do krwi, a gumowa laleczka (nakładka na ołówek)zniknęła! Jestem gapa, ale ciocia z tych czujnych i problem wyłapała błyskawicznie. Znaleziony więc został adres ostrego laryngologicznego dyżuru i ruszyliśmy.
Mieszko jak zobaczył szpital zaczął brzęczeć: żartowałem, ale blef na blef nie wyglądał. I?? Jak już ściągnęli na oddział wściekłego ordynatora, bo był jedynym dostępnym specem to okazało się, że nic w nosie nie ma, aczkolwiek było:) Pacjent się zresztą przyznał, że lalę włożył, ale i sam wyjął..
Ojciec Lema był laryngologiem i w „Wysokim zamku” (brat mi opowiedział) opisuje swoje dzieciństwo. Gabinet, gdzie lekarz gromadzi przedmioty znalezione w uszach i nosach… Na twitta wrzucam Wam to co doszło by od nas…
