Podróż sentymentalna

  • Mamo, a to był Twój pokój?
  • Tak.
  • I lubiłaś patrzeć przez to okno leżąc na łóżku?
  • Tak. Kiedyś czereśnia była niższa i widać było jak wiewiórki skaczą z gałęzi na gałąź.

Dziadki będą się przeprowadzać. Bliżej nas. Decyzja już zapadła, od września zaczynają przewożenie betów. Inicjatorką pomysłu jest Lutka, która ma jeszcze taki zawodowy pęd i uznała, to za ruch konieczny. Bo w ten sposób będą mogli nam pomóc, bo taki ruch za kilka lat będzie jeszcze trudniejszy i dlatego, że są tu sami. Wszystko to prawda. Oboje przyjechali tu po studiach i korzenie mają w zupełnie innych miejscach.

Chciałam tego i ja. Marzyłam o tym, ale jak pewnie się domyślacie uważałam to za mało realne i jak stało się to faktem to tego naszego rodzinnego miasteczka mi żal. Lody z automatu smakują tak jak nigdzie indziej, warzywa i owoce na rynku są najświeższe na świecie a ścieżki rowerowe przyjazne jak nigdzie indziej. Snuję się z dzieciakami po moich dziecięcych zaułkach, przeprowadzam ich po moich ulubionych zakamarkach i zdradzam im sekrety z mojego dzieciństwa (tędy wracałam ze szkoły, a na tym wiadukcie zawsze czekaliśmy na pociąg). I myślę, że dla dziadków, a szczególnie dla Krzycha tych nostalgicznych momentów jest jeszcze więcej. Ale zmiany są zawsze dobre, więc wspieram i przyklaskuję, chociaż mają te wakacje posmak ostatniego dnia kolonii… 

<><>

Ważne z dziś:

  • Lilka potrafi hamować i ruszać na rowerze 🙂 Obie umiejętności zaprezentowała podczas porannej wyprawy po drożdżówki i jagody na rynek. 
  • Zrobiłyśmy z Lutką 3 pierwsze słoje wiśniowego kompotu. Okazało się, że mamuśka potrafi to robić (???). Tak naprawdę robić. Z wekowaniem w piekarniku i robieniem zalewy. Strasznie jestem dumna z nas (z siebie 😉
  • Krzycho najlepiej ze wszystkich swoich kolegów w pracy obstawił wyniki meczów (taki sobie robią mini totalizator). Tak więc książki się zwróciły 🙂