nieplanowane atrakcje

Zawsze będę uważać, że kobieta potrzebuje babskiej strefy w życiu. Czegoś co będzie przypominać jej, że jest kobietą i że to lubi. Najłatwiej jak ma się córkę. Nie musisz wtedy tej przestrzeni szukać, po prostu się zanurzasz w bycie dziewczyną raz jeszcze. Ale jak tego nie ma to można szyć, haftować, gotować, czy dać się wciągnąć zumbie. Czy cokolwiek co nawet jeśli nie jest wyłącznie dla kobiet to jest przez nie zdominowane…

Mają dziadki sąsiadów. Z ich synami dobrze się kiedyś dobrze z bratem znaliśmy. Starszy jest w moim wieku i chyba nawet byłam z nim kiedyś na dyskotece. Obaj chłopcy podrzucają na lato swoje dzieciaki dziadkom. I z tych dwóch chłopaków jest trójka wnucząt. Dwóch chłopców i JEDNA dziewczynka – nowa koleżanka naszych panienek. Równolatka Łucji.

Dziewczyny na okrągło u nich przesiadują. Zasługa to babci, która po latach życia z inżynierem i hobbistycznym mechanikiem oraz obsłudze dwóch chłopaków urządza takie babskie zajęcia, że ja nie jestem w stanie z tym konkurować. Podziwiam tym bardziej, że JA posiłkuję się Internetem, blogami i akcesoriami ze sklepów, a ona wymyśla dla nich zajęcia z tego co ma wokół siebie. Jednego dnia piekły, drugiego robiły bransoletki z muliny, trzeciego zbierały porzeczki na kompot (i piły go). Cały czas są smarowane kremem przeciwko komarom i podkarmiane. Nie stworzyła sobie w domu żadnego kącika z własną przestrzenią, ale potencjał ma taki, że mogła by prowadzić kreatywne kolonie! 🙂

update po 20-stej: dziś z trudem mi je wydano 😉 A zajmowały się malowaniem wzoru na ścianie za pomocą patyczków do uszu :))