pokolenie co z techniką za pan brat

Marzy Łucja o posiadaniu vloga 😉 Miała by kamerkę i każdy dzień by zaczynała od krótkiego filmiku z SOBĄ w roli w głównej. Mówiła by: Cześć, dziś jest z Wami Łucja i opowiem Wam co będę robiła :)))

Jak byśmy JUŹ mieli taką kamerkę (bo to musiało być coś lepszej jakości niż to oko co na mnie teraz patrzy z laptopa) to i ja bym Wam czasem jakiś tutorial nakręciła. Jak robię ciasto na pizzę, albo równie fascynujące jak można pomalować paznokcie przy pomocy paseczków… Lecz kamerki nie ma, więc wkleję Wam tylko zdjęcie dwóch wersji 😉

<>><<>

Diabli trafił dziś do szkoły na dużą przerwę. Wrócił w szoku, jaką ogromną fun-zoną stała się szkoła. Grupki dzieciaków biegają, tańczą, gra muzyka i życie tętni jak w gigantycznym klubie. I trzeba przyznać, że komórki, które początkowo były postrzegane jako utrudnienie życia nauczycieli (przez nieustające smsy na lekcjach), stworzyły również zupełnie nową płaszczyznę rozrywki. Na nich się gra, ogląda, przerabia i puszcza muzykę. 4-klasiści już obczaili system jak w metalowych szafkach za pomocą magnesów tworzyć półki, więc świeży budynek jest coraz bardziej dominowany przez nowe pokolenie. :))

po 1-szym zebraniu RODZICÓW…

Zawsze miałam słabość do ważniaków. Takich gości, którzy z każdym mogą przybić piątkę. Wchodzących do klubu i poklepywanych przez wszystkich, łącznie z barmanem. Takich z którymi każdy chce zagadać i każdy ma do nich jakąś sprawę. Idących środkiem i zauważalnych. Los mi dał taką córkę 🙂 Łucja w szkole jest znana. Tak się to potoczyło, że znają ją nie tylko ziomy z 1d, ale i dzieciaki z osiedla, i te z ubiegłorocznej 0a, i te z 0b i 1a, bo z nimi rok temu dzieliła świetlicę. Znają ją też ci z przedszkola, bo nowa szkoła to nowa rejonizacja i na nowo pojawili się starzy znajomi. Idzie się z nią i z każdej strony słychać: Cześć Łucja! 🙂

Jest niesamowita! Za nami pierwsze zebranie. Zajęcia dodatkowe na świetlicy ruszą najwcześniej w połowie października, więc do tego czasu raczej tam nie będzie bywać, bo się nudzi. Wyniki badań z logopedą i specjalistą od reedukacji też dostaniemy na dniach i będziemy wiedzieć czy Łucza będzie mieć jakieś uzupełniające konsultacje. Przyda się zdjęcie zrobione latem do paszportu, bo w poniedziałek pierwszoklasiści mają mieć wyrabiane legitymacje.

<><>

Bałkanicę Piersi znacie? To kolejny hit, który może zostać przebojem konkretnej dyscypliny sportowej. Jak polscy żużlowcy wygrali w Słowenii komentator powiedział (zacytował): Bałkańska w żyłach płynie krew… Będzie się działo – nocy będzie mało! :)) I wszyscy wiedzieli o jaki kawałek chodzi. W bonusie warto też przypomnieć, że ten kawałek zdominował parkiety tegorocznych wesel!

Zabawkowy top i last

Z Mieszkiem sprawa jest prosta. Przynajmniej na obecnym etapie potrzebuje i więcej aut, i ciuchć i strażaków. Za to z dziewczynami raz po raz odkrywamy nowe potrzeby. Są zabawki, których nie lubię… Nic w tym nowego: każda matka sama ustala co wolno, a co nie. Lutka np. nie kupowała mi Barbie uznając ją za niemoralną. A znam takie, które nie uznają Monster High. I rozumiem to. Zresztą wiele tych mrocznych i upiornych elementów jest też dla MNIE nie akceptowalnych: trupich czaszek czy ociekania krwią. Są natomiast MH lalki, które mają dla mnie aspekt kulturalno-literacki, więc mumie czy córka smoka są okej.

BEST

  1. Przez te parę lat absolutnie świetną zabawką okazały się PinyPony. Małe laleczki, którym się ściąga głowy, fryzury i rozdziela tułów. I o ile panny mają już czasem ich dość, to każda nowo przybyła do nas dziewczynka bawi się właśnie nimi. Są w dużym pudle, gdzie przebiera się pomiędzy poszczególnymi elementami.
  2. Klocki, klocki. O mojej fascynacji nimi było już dużo, więc to nie nowość. Jak Łucja miała 5 lat na urodziny chcieliśmy jej kupić duży zestaw. A Duplo  jest do 5 roku. I nie było wtedy nic ciekawego. Lego Bellville jako Barbio-podobne odpadło, a kolejne serie były od 7-8 roku. I dostała wtedy jeszcze kolejne pudło Duplo. A już w grudniu pojawiło się krytykowane przez feministki (niesłusznie zresztą) Lego Friends. Nie wiem co to za nowa ekipa weszła do składu firmy, ale wysyp nowych super serii jest niesamowity. Łucja od Zębuszki dostała Monster Fighters i była zachwycona. Rzeczywiście Friendsi są prości i elementy się powtarzają, a tu są zupełnie inne klocki, które służą potem do budowy ZUPEŁNIE nowych rzeczy. Także sądzę, że od Mikołaja też będzie coś zupełnie nowego. Może Władca Pierścieni?
  3. Zabawki z Mac-a. Pomijając ideologię fast-foodów zabawki w zestawach dla dzieci są rewelacyjne. Uprawialiśmy już rzeżuchę w mini szklarence, rozwiązywaliśmy zadania w książeczkach, a ostatnio dostaliśmy figurki Pet Shopów. W życiu bym tego osobno nie kupiła, a tak już mają. Są to wszystko zabawki jednorazowe, ale wystarczająco zajmujące.

WORST

  1. Koraliki Bindeez. Od nich wziął się pomysł na wpis. Nie znoszę tej zabawki. Łucja dostała na urodziny kilka zestawów uzupełniającyh, więc dokupiliśmy jakieś tam studio by móc z nich korzystać. Trudne to, wcale się nie skleja, rozsypuje itd..
  2. Furby. Futrzany potworek, który ma różne tryby, mówi i się komunikuje. Taki bardziej wyszukany tamagochi… I nie ulegnę by go mieć. W cenie Furbiego można mieć dobry tablet, który daje nieporównywalnie większe możliwości.
  3. Zabawki do makijażu. Lila znalazła ostatnio jakiś zestaw do malowania w szafce i zobrzydziła mi to do reszty. Te pigmenty w tych kosmetykach są mocne, dziecko trudno domyć, wyciera się w ręczniki, które są potem do prania i palcuje ściany, które są nie do domycia. :/

 <><>

Usypiam Mieszka. Opowiada mi:

  • Łucja ałaa!
  • Tak- uderzyła się.
  • Tu!
  • Tak i nie ma zębów.
  • Tak.
  • Ale Zębuszka jej przyniosła prezenty.
  • Mi GAŁKA bum bumy.
  • Mikołaj przyniesie Ci auta.
  • Tak. I tazaka i tu-tuu!
  • I strażaka i ciuchcię. I śpij już! :))

Dwie połówki szklanki

Lilka jest typem lubiącym określać rzeczy na CZARNO 😉 Tak więc więc NIE namalowała w przedszkolu „Najpiękniejszego Dnia Wakacji”, bo „wszystkie dni były beznadziejne„, a zapytana wczoraj po powrocie:

  • Jak Ci się Lilu podobało nad morzem?

Bo przecież widać na zdjęciach, że SIĘ podobało, wyznała:

  • Myślałam, że będzie źle… Ale było jeszcze gorzej :)))

Za to Łucja nas wsypała w szkole. W piątek zapowiedziałam, że jej nie będzie, bo ma kontrolę u lekarza (jawiło mi się to wiarygodnie). A dziś pani zapytała ją, gdzie była, a ona odpowiedziała:

  • Na wakacjach :)))

Nad morzem zawsze jest wspaniale!

Diabli miał spotkanie w Olsztynie… A nocleg na dwie noce zaklepaliśmy w odległej o 30 km Ostródzie. Tyle, że z całym szacunkiem do obu tych miast było tam… słabo. W Olsztynie przelecieliśmy przez Starówkę i Lubelska czy Sandomierska dystansują ją o kilka długości. Są większe, ciekawsze, pełno tam knajp, Cepelii czy ogródków. A tu padało i było jak to Diabli nazwał smutno. Poleżeliśmy na szerokich kanapach w jednej knajpie i ruszyliśmy do Ostródy. A tam było jeszcze gorzej. W parku nad jeziorem Drwęckim pełno było pijanej młodzieży, sklepów czy kawiarni nie znaleźliśmy. I jak tak szliśmy ciemnym wybrzeżem mijając śpiących na ławkach Diabli zapytał:

  • Justyna, jedziemy jutro nad morze?
  • Bardzo chętnie. Tu jest beznadziejnie. Ale gdzie? W okolice Fromborka?
  • Nie. NIE nad zalew. Nad morze.
  • Gdańsk? Nie wiem czy mam ochotę na miasto…
  • Nie!!! Na PRAWDZIWE morze! Na Hel!
  • Ale na sam koniec?
  • Niekoniecznie. Wystarczy do Jastarni.
  • Jedźmy!

I z samego rana, po śniadaniu ruszyliśmy. Zdjęć z soboty Wam nie wkleję, bo są ciemne i nieciekawe. Macie za to nasze niedzielne szaleństwa na morskich piaskach! Jastarnia wejście na plażę 48 i Jurata wejście 61:

A tu przeszliśmy na wewnętrzną stronę Helu (nad zatokę) i oglądaliśmy popisy kite-surferów:

I zobaczcie jaki czarodziejski krajobraz na wydmach!

Laundry day

Lila rano przy szafie wybiera ubranie. Za każdym razem trzeba wszystko wyciągnąć i przyłożyć do jednego już wybranego elementu. To trwa i to wymaga cierpliwości. Lecz cierpliwie czekam:

  • Lilu, a może ta bluzeczka?
  • Nie. Ta będzie źle ZSYNCHRONIZOWANA z dołem. 😉

<><>

Czas już jakiś temu wymyśliliśmy, że imieniny dzieci będziemy obchodzić jako wspólne wydarzenia naszej piątki (wtedy to było czwórki jeszcze). Wyjazdem na weekend, wspólnym wyjściem, albo wspólną zabawą. Tyle, że Mieszka wypadają 1 stycznia, a wtedy się przecież śpi i odsypia. Można co najwyżej pójść na sanki, bo przecież wszystko pozamykane. Łucji są dwa tygodnie wcześniej: 13 grudnia. W szczycie gorączki przedświątecznej, gdzie jedyną rodzinną rozrywką jest na ogół ubieranie choinki.

Aaale za to Lili wypadają bardzo dobrze bo 4 września. Wiele lat temu jeszcze z samymi dziewczynami pojechaliśmy do Krakowa. A w tym roku jedziemy na Warmię! Diabli ma akurat spotkanie, więc i tak jedzie, a my po prostu zabieramy się z nim. Nocleg wydłubaliśmy na grupo-okazji, a że okazja jest imieninowa, to czemu jej nie wykorzystać? 🙂

Wyjazd jutro baaardzo rano, a powrót w poniedziałek. Ruszam do prasowania, bo choć to tylko dwa dni, to ubrań potrzeba sporo bo ma padać i wiać. Nie boimy się jednak i jedziemy! :))

Słownik pana M.

Mieszko ostatnimi czasy zaczął mówić. Nie śpieszy się z tym, bo skoro go rozumiemy, to używa swojego języka. Potrafi jednak bardzo wyraźnie powiedzieć: jogurt (i awanturuje się przy lodówce o to), WINDĄ (co brzmi czasem jak DINDĄ, i oznacza chęć jazdy windą) oraz leci mi krew (co to pięknie o mnie świadczy :)). Nie zaniechał też swojego słowotwórstwa. Ulubiony ostatnio Mikołaj to GAŁKA. Wyszukuje książeczki świąteczne, misie w czapkach i krzyczy: Gałka!!!

<><>

Ściągnęliśmy ze strony szkoły listę podręczników do wszystkich klas. Przeglądamy sobie wieczorem oboje… Mówię:

  • Zobacz do II-giej o ile jest dłuższa lista!
  • A do III-ciej jeszcze dłuższa!
  • To wszystko nic przy IV-tej! Cała strona z podręcznikami…
  • Możesz mi powiedzieć po co do historii zeszyt ćwiczeń?
  • Może trzeba dorysowawać wąsy?
  • Połącz wąsy z tymi jakie miał Piłsudski? 

:DD

wtedy tu, teraz tam

W świecie dzieci przedmioty często zmieniają właściciela. Powtarzam to dziewczynom, żeby się nie denerwowały jak im coś zginie. Dostała Łucja od Zębuszki klocki Lego. Domek dla żółwika, który się buduje, a na koniec wkłada do niego perłę… czyli małego zielonego żółwika. No i zwierz zaginął. Najprawdopodobniej jest cały czas u małej sąsiadki, która go „pożyczyła” na jedną noc i twierdzi, że go nie ma. To tylko żółwik, nie ma czym się emocjonować. Mamy natomiast plastikową owieczkę, którą Lila zabrała z przedszkola jeszcze w czerwcu. Miała ją oddać po wakacjach, ale po serii szlochów i manewrów ukryła ją w swojej przedszkolnej szafce… A do oddania czeka jeszcze samochód, który Mieszko zabrał ze starej szkoły Łucji na zakończenie roku…

><<>><

  • Łucza, czy zgłaszałaś się na zajęciach?
  • Nie. 
  • A czy Pani się Ciebie o coś pytała?
  • Nie.
  • A czy z kimś rozmawiałaś?
  • Z drugą Łucją.
  • Ale na przerwie?
  • Noooo, trochę też na zajęciach. Ale cicho! 

Sala Łucji wychodzi na wewnętrzny dziedziniec. Z każdej sali maluchów są bezpośrednie drzwi na dwór. Będzie to sądzę gotowe na wiosnę, ale i tak miło. Po zajęciach jak widać pusto. Normalnie dzieci, plecaki i piórniki robią kolor w białych klasach.

A to są ich szafki na przybory. Btw. cały czas wszystkiego nie mam. Listę z wyprawką dostaliśmy w poniedziałek, a w supermarketach zlikwidowali już dział szkoła. Bloki przez Internet zamawiałam ;). Jakby nie było Łuczy szafka jest szara, trzecia od dołu 🙂

I przerwa. Co ciekawe nawet maluchy po pierwszym dniu jak rozbrzmiewa dzwonek wybiegają z krzykiem z sali :DDDD Aaaaaaa!!!!! 

A tu się ubieramy i wracamy do domu 🙂

Jutro postaram się coś NIE o szkole napisać :)) Ale naprawdę tym żyjemy. Łucja strasznie źle adoptowała się rok temu. Jeszcze w listopadzie płakała idąc rano na zajęcia. A teraz jest zupełnie inaczej. Wszystko jej się podoba i gna rano niemalże biegiem. Jest cały czas duży chaos organizacyjny, ale w ogóle jej to nie przeszkadza.

Ławka druga w środkowym rzędzie…

Robiliśmy w domu dobry PR do pierwszych rzędów w klasie. Pamiętaj Łuczku, siądź w pierwszej ławce! To najfajniejsze miejsce! Jak siądziesz z tyłu to pani nie będzie słyszeć co mówisz, a jak jakieś dzieci przed Tobą będą gadać, to nie będziesz słyszeć nauczycielki! 

Łucja zajęła sobie drugą ławkę… Nie siadłam w pierwszej, bo już były zajęte. Same chłopaki tam siadły. :))) Czyli większość rodziców miało taki świetny pomysł jak my :))

I fotorela:

Tak wchodzimy do szkoły (w kasku, bo przyjeżdżamy na rowerze). Trochę się boi jeździć, ale chce. Przypinamy się do latarni, bo parking rowerowy chwilowo zastawiony budowlanymi rusztowaniami. Kask zostaje w szafce.

To jest szatnia. Łucja ma Nr 61 i szafkę na górze…

Nie sięga do niej, ale nie będziemy się tym przejmować, bo docelowo mają to być szafki gimnazjum, a maluchy będą mieć niższe. Na razie otwieram ją jej ja, lub wychowawczyni. Na szyi Łucja ma smycz z kluczykiem do niej.

A tak wygląda świetlica. Zabawne bo dziś przez tą siatkę jakieś dziecko przerzuciło klocka, który uderzył w głowę panią z sekretariatu 🙂 Winny się nie znalazł, ale jak widać prawdziwy test BHP szkoła przechodzi dopiero teraz 🙂

Najważniejsze co widać na zdjęciach brak zębów nie psuje jej humoru :)) Ha! Jej humoru nawet nie zepsuła I-sza praca domowa! 🙂

szarlota

Zaplanowałam sobie na początku wakacji zrzucić 5 kg. Trzy zeszły podczas rygorystycznej diety sałatkowej. Czyli z prostej matematyki wynika, że zostały dwa. Ale powiem, że co mi się z tymi dziećmi coś dzieje, to 2-3 kg schodzą w kilka godzin. Jak powietrze z balonika. Wchodzę na wagę i znikło… 

Znikło jak sobie młody głowę rozcharatał i znikło jak sobie Łucza zęby załatwiła. Tak więc mam lekki zapas do wagi idealnej, czyli beztrosko rozpoczynam doroczne ciastowanie. Zaczęłam od szarlotki 🙂

<><>

Łucja pokazuje lukę z zębach koleżance. Ta przerażona patrzy. Łucja ją „dobija”. Podwija bluzkę i mówi:

  • A zobacz TO!
  • Bolało?
  • Tak. Całe ciało. I w tym samochodzie się alarm włączył.
  • Mi też się rusza ząb! Widzisz?!?