Każda rodzina ma swoją metodę na zbieranie grzybów. W rodzinie np. Diabla do grzybów podchodzi się ambitnie. Pewnie bym nie uwierzyła, ale ponieważ w tym roku był z tatusiem na grzybach, to wiem, że to prawda… Bo z domu wyszedł o PIĄTEJ RANO, a w wrócił po 18-stej. Przez ten czas zjadł trzy kanapki, które mu rano przygotowałam i odwiedził 6 punktów leśnych :))
U nas w domu grzyby to przede wszystkim spacer. Jedzie się po śniadaniu i chodzi się przez 2-3 godziny. I bardzo jestem z tego dumna. W rodzinie maksymalistów i napinaczy to naprawdę niezły wyczyn takie luźne podejście.

Mieszko, który cały czas jest na etapie mówienia dźwiękonaśladowczego (auto-brum, traktor-wrr, kot- miau) opanował kolejne słowo. TUNEL CZASU 🙂 To z bajki o dinozaurach. I tunel czasu wykrzykiwał za każdym razem jak widział gęste leśne chaszcze.


Lilę pochłonęło zbieranie liści i wątpliwość: CZY ten gatunek jest ZAGROŻONY? 😉

A prawdziwego grzybiarskiego bakcyla połknęła Łucja. Ona znalazła pierwszego grzyba i szukanie kolejnych było dla niej świetną zabawą :))

Znaleziona góra koźlaków, kilka podgrzybków i prawdziwków i ze 4 maślaki. Las był liściasty, więc tylko takie tam rosły 🙂 Kolejnym razem marzy nam się sosnowy w wielkimi polanami podgrzybków! :))

