Rude to nie kolor, to styl życia

– barmanka, którą usłyszał Diabli

Zostałam brunetką. Całkowicie przez przypadek i bez zamierzonego planu. Ot, własne gapiostwo. Zamawiam sobie te farby przez net. Nie ma na kartoniku zdjęcia tylko numer. Drobną rozmytą czcionką jest czasem niżej opisany kolor, ale średni blond rudawy głęboki brzmi równie enigmatycznie jak piaskowy rudy blond, więc tego nie czytam.

No i pomyliłam się w tych numerkach. Zamiast 8,30 połknęłam numeryczną dziesiątkę i zamówiłam 8,3. Po nałożeniu wydał mi się jakiś ciemny, ale że nie miałam czasu by się podziwiać przed lustrem zajęłam się przez 40 minut sprzątaniem w kuchni. 🙂

Łucja w emocjonalny dla siebie sposób łkliwie zapytała: Czy można to zmienić? Diabli mruknął: Kolorek Ci nie wyszedł a Mieszko pogłaskał mnie po głowie. W planie a) chciałam odczekać tydzień, dwa by walnąć planowany, ale minął dzień i tak myślę… a niech sobie taki kolorek na jesień pobędzie 😉 Trochę się spłucze, a w listopadzie rzucę któryś ulubiony rudy. Bo z wiekiem wbrew oczekiwaniom męża, który mi takie popielate blondy wybiera, najbardziej lubię siebie w rudych!

Za to Łucja marzy o warkoczu 🙂 Spinam jej tymi spineczkami kucyki, ale prawdziwa fryzura IDEALNA to właśnie WARKOCZ… 🙂