Dziś znowu zajęcia ogólnorozwojowe, czyli warsztaty, choć tym razem tylko dla dziewczyn 😉 Dzień rozpoczęliśmy dzień od Robienia Mydełek, które okazały się absolutnie przecudownymi zajęciami. Dziewczyny wpadły w ekstazę podobną do tej, jaką miały przy robieniu koralików. Były skoncentrowane i nieprzytomne z przejęcia :)) Ale muszę przyznać, że organizacja była bez zastrzeżeń!
- Najpierw podpisali karteczki, które były przyklejone do foremek.
- Potem było wybieranie foremek. Lila wybrała okrągłe, Łucza owalne.
- Każde dziecko otrzymało zestaw cieniutkich mydlanych płytek. Tęczę kolorów, z której potem wycinało kształty.
- Każdy uczestnik dostał dłutka. Narzędzia były ostre, co tłumaczy dlaczego warsztaty były od 6 roku życia.
- Potem cięli i układali. Serca, ptaszki, jeżyki, kwiatki i chmurki.
- Ułożony wzór był zalewany przezroczystym mydłem o wybranym zapachu (Lilka brzoskwiniowym, Łucza gumy balonowej).
- Na czas kiedy mydła zastygały dzieci robiły ozdobne pudełka i torebki.
Wyszłyśmy stamtąd po dwóch godzinach świetnej zabawy z super pachnącymi wyrobami, planując jakie mydła zrobimy za rok 🙂 Zdjęć za bardzo nie mam, bo mi komórka padła Ot jedno z etapu zalewania…

Ale najważniejsze nastąpiło później 🙂 Bo pognałyśmy na kolejne warsztaty, tym razem fizyczno-chemiczne. W inne miejsce, więc chwilę był dendżer, że nie zdążymy, ale się udało. I przyznam się, że nie byłam pewna, czy dziewczynom się spodoba. Ale było niesamowicie. Wyproszono rodziców (i dobrze, choć bałam się, że Lilka urządzi scenę). Prowadząca miała jednak na imię Lila, więc chmurna Lilka się rozchmurzyła 🙂 I to co nastąpiło później jest dla mnie na granicy cudu. Łucja mnie nie zaskoczyła – przeprowadziła jakiś eksperyment, gdzie do karafki nalała płynu i wywoła dżina. Były symulowane wybuchy różowej piany, która opadała na dzieci i pobrudziła sufit i mieszanie substancji. Ale to co najważniejsze to TO, że Lila znalazła swoje miejsce na ziemi. Przez dwie godziny słyszałam jak się cały czas śmieje i zadaje pytania. Podobało jej się tak bardzo, że wyniosła z laboratorium gumową rękawiczkę. Jej nie ma sensu zapisywać na kółka plastyczne. Uwielbiam jej obrazki, ale perfekcjonizm przeszkadza jej czerpać z tego przyjemność. Denerwuje się i gniecie własne dzieła. Za to tu to był jej żywioł. Przez nami więc szybka i trudna decyzja, czy zapisywać ją w tym roku do eksperymentalnego kółka?
Dodam jeszcze, że w sąsiedniej sali chłopcy (8-13 lat) budowali roboty. Na laptopach mieli schematy robota-konia, którego tworzyli z klocków Lego, a następnie do którego wkładali mechanizm. Łucja dała by sobie radę z budową takiego stwora, więc nie teraz, ale za dwa lata chciałabym by na takich próbnych-otwartych robo-zajęciach były.
