Z Mieszkiem sprawa jest prosta. Przynajmniej na obecnym etapie potrzebuje i więcej aut, i ciuchć i strażaków. Za to z dziewczynami raz po raz odkrywamy nowe potrzeby. Są zabawki, których nie lubię… Nic w tym nowego: każda matka sama ustala co wolno, a co nie. Lutka np. nie kupowała mi Barbie uznając ją za niemoralną. A znam takie, które nie uznają Monster High. I rozumiem to. Zresztą wiele tych mrocznych i upiornych elementów jest też dla MNIE nie akceptowalnych: trupich czaszek czy ociekania krwią. Są natomiast MH lalki, które mają dla mnie aspekt kulturalno-literacki, więc mumie czy córka smoka są okej.
BEST
- Przez te parę lat absolutnie świetną zabawką okazały się PinyPony. Małe laleczki, którym się ściąga głowy, fryzury i rozdziela tułów. I o ile panny mają już czasem ich dość, to każda nowo przybyła do nas dziewczynka bawi się właśnie nimi. Są w dużym pudle, gdzie przebiera się pomiędzy poszczególnymi elementami.
- Klocki, klocki. O mojej fascynacji nimi było już dużo, więc to nie nowość. Jak Łucja miała 5 lat na urodziny chcieliśmy jej kupić duży zestaw. A Duplo jest do 5 roku. I nie było wtedy nic ciekawego. Lego Bellville jako Barbio-podobne odpadło, a kolejne serie były od 7-8 roku. I dostała wtedy jeszcze kolejne pudło Duplo. A już w grudniu pojawiło się krytykowane przez feministki (niesłusznie zresztą) Lego Friends. Nie wiem co to za nowa ekipa weszła do składu firmy, ale wysyp nowych super serii jest niesamowity. Łucja od Zębuszki dostała Monster Fighters i była zachwycona. Rzeczywiście Friendsi są prości i elementy się powtarzają, a tu są zupełnie inne klocki, które służą potem do budowy ZUPEŁNIE nowych rzeczy. Także sądzę, że od Mikołaja też będzie coś zupełnie nowego. Może Władca Pierścieni?
- Zabawki z Mac-a. Pomijając ideologię fast-foodów zabawki w zestawach dla dzieci są rewelacyjne. Uprawialiśmy już rzeżuchę w mini szklarence, rozwiązywaliśmy zadania w książeczkach, a ostatnio dostaliśmy figurki Pet Shopów. W życiu bym tego osobno nie kupiła, a tak już mają. Są to wszystko zabawki jednorazowe, ale wystarczająco zajmujące.
WORST
- Koraliki Bindeez. Od nich wziął się pomysł na wpis. Nie znoszę tej zabawki. Łucja dostała na urodziny kilka zestawów uzupełniającyh, więc dokupiliśmy jakieś tam studio by móc z nich korzystać. Trudne to, wcale się nie skleja, rozsypuje itd..
- Furby. Futrzany potworek, który ma różne tryby, mówi i się komunikuje. Taki bardziej wyszukany tamagochi… I nie ulegnę by go mieć. W cenie Furbiego można mieć dobry tablet, który daje nieporównywalnie większe możliwości.
- Zabawki do makijażu. Lila znalazła ostatnio jakiś zestaw do malowania w szafce i zobrzydziła mi to do reszty. Te pigmenty w tych kosmetykach są mocne, dziecko trudno domyć, wyciera się w ręczniki, które są potem do prania i palcuje ściany, które są nie do domycia.
<><>
Usypiam Mieszka. Opowiada mi:
- Łucja ałaa!
- Tak- uderzyła się.
- Tu!
- Tak i nie ma zębów.
- Tak.
- Ale Zębuszka jej przyniosła prezenty.
- Mi GAŁKA bum bumy.
- Mikołaj przyniesie Ci auta.
- Tak. I tazaka i tu-tuu!
- I strażaka i ciuchcię. I śpij już! :))
