W świecie dzieci przedmioty często zmieniają właściciela. Powtarzam to dziewczynom, żeby się nie denerwowały jak im coś zginie. Dostała Łucja od Zębuszki klocki Lego. Domek dla żółwika, który się buduje, a na koniec wkłada do niego perłę… czyli małego zielonego żółwika. No i zwierz zaginął. Najprawdopodobniej jest cały czas u małej sąsiadki, która go „pożyczyła” na jedną noc i twierdzi, że go nie ma. To tylko żółwik, nie ma czym się emocjonować. Mamy natomiast plastikową owieczkę, którą Lila zabrała z przedszkola jeszcze w czerwcu. Miała ją oddać po wakacjach, ale po serii szlochów i manewrów ukryła ją w swojej przedszkolnej szafce… A do oddania czeka jeszcze samochód, który Mieszko zabrał ze starej szkoły Łucji na zakończenie roku…
><<>><
- Łucza, czy zgłaszałaś się na zajęciach?
- Nie.
- A czy Pani się Ciebie o coś pytała?
- Nie.
- A czy z kimś rozmawiałaś?
- Z drugą Łucją.
- Ale na przerwie?
- Noooo, trochę też na zajęciach. Ale cicho!

Sala Łucji wychodzi na wewnętrzny dziedziniec. Z każdej sali maluchów są bezpośrednie drzwi na dwór. Będzie to sądzę gotowe na wiosnę, ale i tak miło. Po zajęciach jak widać pusto. Normalnie dzieci, plecaki i piórniki robią kolor w białych klasach.

A to są ich szafki na przybory. Btw. cały czas wszystkiego nie mam. Listę z wyprawką dostaliśmy w poniedziałek, a w supermarketach zlikwidowali już dział szkoła. Bloki przez Internet zamawiałam ;). Jakby nie było Łuczy szafka jest szara, trzecia od dołu 🙂

I przerwa. Co ciekawe nawet maluchy po pierwszym dniu jak rozbrzmiewa dzwonek wybiegają z krzykiem z sali :DDDD Aaaaaaa!!!!!

A tu się ubieramy i wracamy do domu 🙂


Jutro postaram się coś NIE o szkole napisać :)) Ale naprawdę tym żyjemy. Łucja strasznie źle adoptowała się rok temu. Jeszcze w listopadzie płakała idąc rano na zajęcia. A teraz jest zupełnie inaczej. Wszystko jej się podoba i gna rano niemalże biegiem. Jest cały czas duży chaos organizacyjny, ale w ogóle jej to nie przeszkadza.
