W cieniu Łysej Góry

Po pierwsze i najważniejsze: Świętokrzyskie jest super! 🙂 Jest tak naszprycowane różnorodnymi atrakcjami, że chociaż zobaczyliśmy dużo, mam ogromne uczucie niedosytu. Jak to powiedział przewodnik w Krzemionkach Opatowskich, to wszystko jest częścią wielkiego unijnego projektu uatrakcyjnienia ziemi świętokrzyskiej. Powiem więcej, jeśli macie jeszcze kawałek urlopu to wsiadać w auto i jechać oglądać 😉 A by Wam tę decyzję ułatwić wklejam mapkę proponowanej trasy:

Miejsc noclegowych nie brakuje. My szukaliśmy schronisk i jest ich całkiem sporo. Koniec końców wybraliśmy nocleg w Łagowie. I polecam, bo jest świetny! Pościel czysta, pokoje przewietrzone, a jak Mieszko zaraz po przyjeździe rozwalił sobie łepek (cztery szwy szyte w szpitalu dziecięcym w Kielcach), babki z recepcji błyskawicznie ściągnęły pielęgniarkę, która oceniła stan młodego i zaproponowały, że przypilnują dziewczyny zanim wrócę (bo to było ponad 30 km w jedną stronę, a godzina okolice 21-szej). Byłyśmy też jedynymi mieszkańcami tego 3 piętrowego budynku, więc po prostu dały nam klucze i stawiły się dopiero po dwóch dniach przed naszym odjazdem, dzwoniąc zresztą co chwilę czy wszystko u nas okej i jak się mały czuje.

Dzień I – Krzemionki Opatowskie

Najlepiej zachowane w Europie wykopalisko krzemienia. Największe i nasze. Krzemień potrzebny był do wyrobu narzędzi, a te były konieczne by ciąć drzewa, budować grody i kroić mięso. Wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy były idealne dla dzieci do 10 roku życia. W podziemnej kopalni były figury prehistorycznych górników, które miały pomóc w wyobrażeniu sobie jak to było.

Wejście do szybu (zeszliśmy 12 metrów pod ziemię):

Trasa była wydrążona w krzemieniu. To czarne to też krzemień. On był mokry.

Widzicie żółtą linię? Poniżej ścieżka została „dołożona”. Oryginalna kopalnia była płytka i górnicy kopali na leżąco.

A tu prawdziwy rarytas. Na tym kamieniu jest wydrążony symbol. To symbol PRA-MATKI. Czy wyrzeźbił go leżący jak obok prehistoryczny człowiek? Z pewnością tak… Ten symbol jest symbolem całego muzeum.

Potem pokręciliśmy się po Świętokrzyskim Parku Narodowym i na noc zjechaliśmy do schroniska (gdzie nastąpiła wspomniana już atrakcja i dzień zakończył się póóóźno).

Dzień II – Łysa Góra

Schronisko mieliśmy tuż obok, więc wycieczka rozpoczęła się wcześnie. Mieszko miał opaskę na głowie, więc na Święty Krzyż wjechał kolejką za darmo (tak go pożałowano 🙂 Najpierw zwiedziliśmy jednak Osadę Średniowieczną.

Były tam średniowieczny gród, który zamieszkiwali „średniowieczni ludzie”. Śmiesznie mówili (cieśla: „A wiecorem sobie wlaze na poddasek i tam na słomie sobie śpie„) i odpowiednio się ubierali. A Łucja aż wchodziła na drabinie do góry by ten poddasek zobaczyć 🙂

Do cieśli przyszła tkaczka i mówi: Dajcie no mi cieślo, ten patycek do krosen co to mieliśta mi zrobić. Więc poszliśmy do tkaczki, gdzie Łucji utkano troczek.

Zajrzeliśmy też do garncarki, gdzie kupiliśmy sobie wisiorek. Ten najbardziej z prawej. Symbol Swarzenicy – Bogini Słońca. Bo pogoda nam dopisała. Dzwonili do nas co chwilę i pytali się jak sobie dajemy radę w TAKĄ pogodę, ale zdumiona odpowiadałam: ALE U NAS SŁOŃCE! Garncarka opowiadała jakie symbole były używane. Używano symbol Pioruna, symbol połączonych trójkątów, który nie wiadomo co znaczył i siódemkę, która też jest zagadką, bo przecież nie umiano pisać. Wypalano je w ognisku, więc są z sadzą.

Potem przyłapała nas zielarka, która zaprosiła na ucztę przy ognisku, gdzie częstowała podpłomykami z konfiturą i herbatką z pokrzyw i malin a potem po ciekawym wykładzie o ziołach opchnęła mi syrop z pędów sosny na kaszel u dzieci 🙂

Musieliśmy jeszcze tylko pokonać szewca, który kazał Lili szyć buty ze skóry jelenia i kowala, który kazał Mieszkowi kuć młotek 🙂

Później wyszliśmy już z grodu lecz patrzę, że wszyscy idą na ten Święty Krzyż... Wstyd się przyznać, ale ja nie wiedziałam co to jest. Myślałam, że to jakaś górka z kamieniem węgielnym na szczycie. Wsiedliśmy więc w pociąg (2 km to niby niedużo, ale 3 zeta od osoby to jeszcze mniej) i pojechaliśmy 🙂

Na górze okazało się, że to gigantyczny klasztor, z przepięknymi krużgankami (ale bez nawy głównej), ze stoiskami precli, które wszyscy nosili na szyi i… wspaniałe widoki.

Gdy zjechaliśmy z góry i coś tam zjedliśmy byłam tak nakręcona tymi miejscami, że rzuciłam do dziewczyn: 

  • Gdzie chcecie jechać? Do Parku Rozrywki Baby Jagi czy do Parku Miniatur?

Łucja wybrała to drugie (obie propozycje pochodziły z billbordów stojących koło parkingu). Pojechaliśmy, ale jak dotarliśmy na miejsce zaczęłam się śmiać i powiedziałam, że ja tam NIE wchodzę. Spodziewałam się Parku z miniaturami zapewniającymi nam półgodzinny relaksacyjny spacerek, a to był kolejny mega kompleks z atrakcjami na cały dzień 🙂 Dmuchańce, park linowy, wypożyczalnia sprzętu, no i park miniatur zapewniający jakieś dwie godziny przechadzania. Kolejnym razem odwiedzimy 😉

Dzień III – Pacanów

W Pacanowie kozy kują… 

Do Krainy Bajek wchodzi się przez Mysią Dziurkę… Bo to takie prawdziwe muzeum dla dzieci (btw. jak chcecie jechać to pamiętajcie, że trzeba przez net zarezerwować sobie bilet, bo inaczej nie wejdziecie).

Jedzie się tam specjalnym pociągiem, który wzbija się w chmury, albo zagłębia w oceny czy wulkany, gdzie czekają smoki i bazyliszki. Oprowadzają świetni animatorzy i dzieci się autentycznie w te historie wciągają! Jak wjechaliśmy w tę lawę to dzieciom nagle zrobiło SIĘ GORĄCO 🙂

Jest kwiat paproci, który spełnia życzenia…

I czarodziejski pień:

Jest przechodzenie za pomocą czarów przez lustro i bajki ukryte w szklanych kulach…

Ach, no i oczywiście dużo wszędzie koziołków! 🙂

<><>

Najlepszy tekst wyjazdu należy tym razem do Mieszka 🙂 W tym szpitalu mieli taki system, że matka (rodzic) NIE wchodziła z dzieckiem na szycie. Weszła z nim tylko lekarka z pielęgniarką. Ja podsłuchiwałam pod drzwiami. Słyszę jak coś do niego mówią, on odpowiada i słyszę, że płacze. Gdy wyszedł zapytałam: 

  • Misiu, co tam Ci robili???
  • Kapkę*

Czyli czapkę :)))