Dochodzę do paskudnego wniosku, że nie lubię niedziel. Chyba nawet wolę zabiegane zawsze poniedziałki. Btw. one są zabiegane przez niedziele. I nie chodzi o widmo nadchodzącego tygodnia, ale denerwuje mnie, że nic nie można załatwić. Rynek zamknięty, piekarnie nie pieką, a jak zajrzysz do marketu to półki świecą pustkami, bo nie ma ludzi do rozkładania towaru. Nie lubię też wyprzedaży i jak zajrzałam dziś do sklepu z butami po nowe dla Łucji, to weszłam i wyszłam, bo te puste półki mnie irytują… Niedziela to zawsze wegetacja. I to zawsze w tłumie ludzi, bo wszyscy robią to samo co Ty… Przysmucam, nie? To zmiana tematu. Dziś wypoczynek nad wodą nad tradycyjną Tanwią. Wczoraj nas tak przypiekło, że musieliśmy się schować gdzieś gdzie jest dużo cienia. Woda jest dużo cieplejsza niż na początku lipca i zdecydowanie płytsza. Fotki dwie – zorientowałam się, że mam słabą baterię, więc chciałam resztkę mocy zostawić na kolejną atrakcję. Bo po kąpieli mieliśmy jechać na jakieś sołeckie zawody, które były pięć kilometrów dalej, ale jak wsiedliśmy do auta to dzieciaki zarządziły powrót.
Na pierwszej cienie, ale widać jak do buzi Lilki wędruje gałązka czarnej porzeczki, a druga to zoom na drzewo. Łaziły po nim jakieś czerwone chrząszcze, które zostaŁY dokładnie obejrzane 😉 Ten grill z boku to nie nasz, ale wiecie dobrze, że gdzie się nie pojedzie to naród na plażach piknikuje :))


<><>
- Jak Ci idzie dieta, Justku?
- Już ważę 62.
- To dobrze czy źle?
- Bardzo dobrze. Już trzy kilo mi zeszły.
- Oooo, a ćwiczysz?
- Nie… Ale jem te sałatki. Wiesz, że jeżdżę codziennie z Łucją po warzywa.
- Ale tylko sałatki?
- No przede wszystkim.
- 4 razy dziennie?
- No 2-3. Główka sałaty schodzi mi w jeden dzień.
- A jaką taką sałatę kupujesz? Lodową, masłową?
- Ostatnio kupuję taką z fioletowymi liśćmi. Krucha, bardzo dobra.
- A co z białkiem?
- Czasem jem sałatki z jajkiem na twarda, a czasem z rybą z puszki. Właściwie to taki upał, że nie chce mi się nic jeść. Piję wodę i jeszcze jem owoce.
- To nieźle. Ja właśnie zjadłem dwa hamburgery.
- No widzisz, jak Ci beze mnie źle ;))
update po 19-stej: zadzwonił do mnie mąż i kazał poprawić wpis 😉 On jadł BURGERY! Takie, które samodzielnie sobie zrobił z mięsa mielonego, pomidorka, sałaty i cebuli cukrowej. I specjalnie rano jeździł do sklepu po świeżą bułkę (PSZENNĄ) :)) Przepraszam, kochanie za to niedocenienie. Btw. cebulę sałatkową też jadam! 🙂
