Zjednoczeni przy sporcie

Nic tak nie nastraja pozytywnie ludzi jak sport.  No bo co może się z nim równać? Jedzenie? Jedzenie może czasem wywoływać nerwową żarłoczność. Jesz i nie patrzysz się na boki, żeby ktoś nie zapytał czy może spróbować. Zabrać Ci i wyjeść TWÓJ przysmak 😉 A sport jest naturalnie radosny i logicznie jednoczący. Ćwiczą wszyscy, wszyscy ze sobą rozmawiają i wszyscy mają dobry humor!

Przy niedzieli zabrałam Diabla na naszą tegoroczną hitową miejscówkę. Przez te dwa tygodnie uruchomili siłownię na świeżym powietrzu, więc doszła dodatkowa atrakcja. Zaparkowaliśmy tak trochę od tyłu i by dojść do plaży musieliśmy przejść przez park linowy. Nad głowami zjeżdżali ci kamikadze, którzy postanowili zjechać na linie na drugi brzeg, lecz terkot ciągnącego ludzi kołowrotka słychać było z każdej strony. Diabli był zachwycony. Sport był wszędzie! Ale jedzenie też było. Tam ludzie przyjeżdżają z takimi malutkim grillami i z każdego zakątka dymiła pachnąca mięsnymi smakołykami instalacja. Super!  Diabli siadł na ręczniku i wygłosił: Dlaczego TAKICH miejsc w Polsce jest tak niewiele??

Zresztą, a co mi tam… Też ćwiczyłam :)) Ale ze względów estetycznych moją fotkę bardziej zmniejszę :)) Btw. to nie była pierwsza siłownia na świeżym powietrzu na jakiej byłam, ale była zdecydowanie najlepsza. Urządzenia są nowe, na każdym jest metalowa tabliczka jak ćwiczyć i którą część ciała ulepszamy. Ja więc zdominowałam te przyrządy co to mają poprawić DÓŁ 🙂

Poszliśmy oczywiście na park liniowy w wersji dla dzieci… Ale postanowiliśmy, że gdy któreś dorośnie do parku dla dorosłych (od metr 40 ze względu na wysokość uchwytów) to odważnie z dzieckiem pójdziemy i my!

Straszny był tam dzisiaj tłum, więc do pokonywania przeszkód zgłosiła się wyłącznie Łucja, a Lila z Mieszkiem tradycyjnie snuli się pod siatkami.

No i oczywiście pomiędzy każdą sportowo-lodowo-frytkową atrakcją ODMACZALIŚMY SIĘ 🙂