
Planów na sobotę było kilka… Ale pogodynka postraszyła załamaniem pogody (znowu się myliła), więc zapisałam się z dzieciakami na warsztaty. Tak, wiem… Miałam sobie z dodatkowymi zajęciami zrobić przerwę do października, ale Diabli miał dziś iść do pracy a my dostaliśmy akurat zaproszenie na szkolenie z sitodruku, więc poszliśmy!

I bardzo dobrze! 🙂 Bo warsztaty były super. Najpierw był wykład, gdzie obejrzeliśmy specjalne matryce, które potem posłużyły za szablony wzorów.

Wykład trochę Łucję nużył, Lilka rozładowała mi komórkę dzwoniąc sobie do babci, a Mieszko robił za moją przylepę.

Lecz potem akcja nabrała tempa! Wciągnęliśmy w ubranka takie specjalne klejące się folie i zaczęło się drukowanie! Btw. strasznie mi się podoba, że powstaje tak wiele inicjatyw artystycznych dla małych ludzi. Ja wiem, że oni na tym zarabiają, że są różne unijne i społeczne projekty, ale i tak to strasznie pozytywne zjawisko, że artyści czy ludzie nauki angażują się w takie rzeczy.

Mieszko wybrał sobie kolty. Nakładaliśmy potem te koszulki na metalowe wieszaki by obsychały z tuszu.

Jak pewnie Was nie dziwi w naszym składzie drukowała głównie Łucja. Ona zadrukowała moją koszulkę, Mieszka i dwustronnie swoją. Jeździła taką ręczną prasą po matrycy i z zadowoleniem patrzyła na uzyskany wzór 🙂


Ale zajęcia podobały się wszystkim dzieciom 🙂 Najlepszą reklamą jest chyba to, że nawet Lilka włączyła się w kreatywny proces zdobienia własnej odzieży :)))

Jeśli więc gdzieś na takie warsztaty traficie to polecam! :)))
