Pamiętacie moją turkusową toaletkę? Nieźle ją sobie odpimpompowałam trzy lata temu i całkiem ją lubiłam. Ale jak leżałam w październiku taka zdołowana z gipsową nogą to zadzwonił do mnie brat i zapytał:
- Cześć siostra, nie chcesz toaletki? Kupiliśmy sobie, ale nam nie pasuje. Nawet ładna. Tylko bez lustra. Mogę Ci jej zdjęcie wysłać.
Ale i bez zdjęcia pomysł mi się spodobał. W myśl zasady, że dom w którym stale można coś zmieniać jest szczęśliwy czułam że nadszedł czas na zmianę. Toaletka okazała się być kremowa, klasyczna, no i po prostu nowa. Raziły stare rolety, które odstawały, usychający kaktus, no i potrzebowałam lustro. Rolety kupiłam jeszcze na wiosnę, gdy w moim ulubionym sklepie z roletami zrobili dzień darmowej wysyłki. Kaktusa ususzyłam i wywaliłam (nowy kwiatek będzie pod koniec sierpnia). A lustro kupiłam w indyjskim megastorze. Był problem z zawieszeniem rolet, bo mi się wykonawca ociągał, ale wczoraj zagoniłam do roboty i w końcu mi powiesił! 🙂 Dzięki Diabliczku! 🙂



W tę szczelinę po lewej wjedzie kwiatek i wtedy dopiero zawieszę maskę.


Lustro nie ma stojaka i jest po prostu oparte, wiec ta galeria z przodu trzyma je w miejscu.


Jak widać nowe rolety są podobne do poprzednich, ale są na plastikowych i metalowych patyczkach, więc nie powinny się odkształcać jak poprzednie drewniane. Wzór wzięłam gładki, tkanina to gruba biała bawełna. I w całej sypialni zrobiło się teraz tak elegancko 😀

