W sporej trzódce chrzestniaków Lutki jest Natalia. Wiele lat temu jej rodzice wyjechali za WIELKĄ wodę robić WIELKIE pieniądze. Zajęło im to 10 lat. Przez ten czas dziewczynka mieszkała z babcią. Jak doszła do wieku nastoletniego zaczęła do nas wpadać. Ja byłam już wtedy na studiach, więc za wiele nie wiem, ale chyba wpadała często. Lutka jest dobrym słuchaczem oraz co jest czasem niemałą zaletą, uzyskane informacje zachowuje wyłącznie dla siebie. Natalia w końcu pojechała do rodziców, ale po burzliwych kilku latach wróciła do Polski i rozpoczęła studia medyczne. Na wiosnę obroniła tytuł lekarski i teraz bierze ślub. Właściwie to cywilny wzięła już rok temu, lecz teraz będzie ten prawdziwy, zawarty na dodatek w tropikalnej przyrodzie na drugim końcu świata.
Dziadki na ten ślub jadą. Podróż jest długa, więc 20 godzinny lot podzielili sobie na pół. Parodniowa przerwa będzie jeszcze „w cywilizacji”. Krzycho w tajemnicy przed żoną zabrał do bagażu kłódkę miłości i zamierza Lucię zaciągnąć na Brooklyn Bridge, gdzie NIEOCZEKIWANIE kłódkę zawieszą, a kluczyk wrzucą do East River.
Co wydaje się oczywiste, początkowo bardzo z bratem blokowaliśmy pomysł tej wyprawy. Lutka jest jeszcze nie bardzo zdrowa, bierze jakieś lekarstwa i czasem boli ją brzuch. A wakacje z Krzychem to zawsze sport ekstremalny. Już wynajął auto, więc można się spodziewać, że po dotarciu na miejsce nie zatrzyma go wilgoć i 40 stopniowe upały i będzie ciśnieniował, żeby zobaczyć jakiś wodospad ukryty w dżungli. Aaaale, ostatnio doszłam do wniosku, że taki wyjazd dobrze mamie zrobi. Ona cały czas, pomimo dobrych prognoz jest trochę… niepewna. Gdyba o tym jak mogą jej wyjść wyniki na kontroli za 3 miesiące i to nie jest TA sama mocarna Lutka. Więc może lekcja prawdziwej asertywności i prawdziwego życia jakie zapewnia współpodróżnikom Krzycho może jej pomóc?
Ja tymczasem zanurzyłam się w amerykańskie klimaty i zrobiłam Cherry Paja. Przepis od Atiny. Ciasto jest serwowane w lutym na urodziny Georga Washingtona, na 4 lipca i w Dzień Niepodległości. Można je podawać niczym szarlotkę (na ciepło z lodami), albo zastąpić wiśnie porzeczką czy agrestem. Ja jednak wybrałam wiśniowy wariant klasyczny… I?? To bardzo fajne ciasto! Bardzo proste, specyficzne przez brak jajka w cieście, ale przyjemne. Nie mam pojemnika do tarty, a tortownica wydawał mi się za głęboka, więc zrobiłam w mufinkach, z których koszmarnie się te mini-paje wyciągało… Btw. Gdy ostygły wychodziły lekko, lecz któż by czekał 😉 Btw. mina Mieszka oznacza KCĘ!



