
Pojechaliśmy dziś na zaprzyjaźnioną działkę. Nie było mnie tam ponad dwa lata i wszystko dość konkretnie porosło… Ale ponieważ mamy najlepszy samochód świata 🙂 Diabli bez obaw wjechał w zarośnięte pole!


Chwilę jechaliśmy, ale jak zrobiło się zbyt drzewiaście zatrzymaliśmy się. Diabli wyjął z bagażnika kosiarkę, odpalił i ruszyliśmy dalej… On szedł przodem, wycinał ścieżkę, a my kroczyliśmy za nim…

Gdy dotarliśmy do takiego zagajnika rozłożyliśmy koc a Diabli dalej wykaszał łąkę,



a my odkryliśmy poziomkowe pola!



Było zacisznie i gorąco. Ta ponętna biel otwierająca wpis to moje zgięte kolano i kawałek uda na tle zieleni :)) Chwilę poszukaliśmy grzybów (są kozaki), dzieciaki pocudowały i się ponudziły i chyba trzeba by się tam jeszcze tego lata wybrać! :))



