Dom to baza, a auta to fielding team

Kiedyś usłyszałam zdanie: Mieszkaj w najlepszym domu jaki możesz mieć i jeździj najgorszym autem na jakie możesz sobie pozwolić i hmm… zasępiłam się na długie chwile nad tym stwierdzeniem. Tak sobie teraz myślę, że chyba wiem co wtedy autor miał na myśli. Po prostu po domu widać jak się w nim dzieje. Czasem jest tak, że z zewnątrz wszystko wygląda super, a wchodzisz do domu i widzisz co w tej rodzinie nie gra. Miałam tak rok temu: weszłam do domu, gdzie nie było płaszczyzn wspólnych. I to są rzeczy, które widać.

W jednym z naszych seriali był psychopata, który wchodził do domu i mówił: Piękny dom! Ile tu miłości! Albo: Ściany tego pałacu są pełne cierpienia! Wydawało mi się to takim naciąganym tekstem, ale ostatnio znowu odkryłam, że dom jest jak lustro. Wchodzisz i widzisz. Tak zupełnie jakbyś wiedział wszystko. Byłam w domu, gdzie nie ma przedmiotów. Był jeden rodzaj oleju, w lodówce był jeden jogurt, a na szafkach było pusto. Dom był wypełniony takimi w stylu BRW meblami, który nie były ani zarysowane, ani zagospodarowane. Jak lokal do wynajęcia. Taki stan przejściowy i okazało się, że to wrażenie słuszne, bo właściciele chcą się wyprowadzić.

Ale dla równowagi są też domy, do których wchodzę i jestem nimi zaczarowana. Dom to oaza, to miejsce gdzie ładujemy baterie i odzyskujemy siły. Tak sobie patrzę na dom dziadków i choć z pewnością nie jestem obiektywna, to ich dom, przynajmniej dla nich taki jest. I nasz dom taki jest dla mnie. A auto? No cóż, to tylko transport. Może i ma znaczenie reprezentacyjne, ale przecież nie będziemy w nim wypoczywać 🙂