Twarda ta glina w lepieniu…

Wybraliśmy się dzisiaj na Warsztaty Garncarskie. Śmieszna taka impreza, bo choć były stragany i koła garncarskie, na których można było polepić, to było to głównie spotkanie garncarzy. Leżeli sobie na trawie mówili co komu się lepiej sprzedaje i jedli. Na środku podwórka było ognisko. Nad nim wisiał kocioł, wokół jak w indyjskiej kuchni, stały garnki, w których dochodziło jedzenie. Tak mi się to spodobało, że kupiłam taki garczek do ogniska. One są ze specjalnej gliny i nie toczone na kole. I tak na krzywy ryj wprosiłam się na spróbowanie potrawy z takiego paleniska. To była rewelacja! Smalec z cebulą tak smakował jak najlepszy przysmak świata! Toskańczycy mawiają, że klucz do smaku to prostota potraw i tak właśnie było.

Diabla to nie mogłam od tego paleniska oderwać 🙂 Ten garczek do paleniska to taki z bocznym lejkiem w który wbija się kij, by go wyciągnąć. Po prawej stronie fotki niżej takie stoją. Btw. kupiłam też niebieski gliniany pojemnik do zapiekania i mam ochotę coś na urodziny Łucji w nim zrobić. 

Dziewczyny wzięły udział w zajęciach dla dzieci. Obie zrobiły miseczki z kotkiem na kole, a Łucja jeszcze glinianego motylka i koraliki. Jak to powiedziała babka prowadząca zajęcia: My tu sami rzemieślnicy. Żadnych artystów i sław. Glina użytkowa. I super!

A ja świecznik ukleiłam 😉 Tzn. gość kręcił, a ja palcem rzeźbiłam 🙂 Twarda taka glina. Sądziłam, że to jak masło miękkie, a to tak jakbyś w ziemię palucha wkładał. Zresztą ta glina to przecież ziemia. :))