Wiele lat temu znajoma robiła imprezę. Zosia. Meile, ustalania i pytanie (zadane chyba nawet przeze mnie): A kto będzie? Usłyszałam wtedy bardzo mądrą odpowiedź: To bardzo niegrzeczne pytanie. My będziemy.
I dokładanie tak jest! Jeśli ktoś nas zaprasza, to zaprasza NAS – TEN ktoś. Kto tam będzie i z kim to jest nieważne. Zaproszenie dostaliśmy MY. I nawet jeżeli skończy się tak, że będziemy siedzieć tylko z gospodarzami to nie powinno to wpływać ani na to CZY przyjdziemy, w jakim stroju, czy nastawieniu. Doprowadza mnie do szału to pytanie… Nie lubię też ględzenio/radzenia kogo zaprosić. Jak ktoś chce się z kimś spotkać, niech go sobie sam zaprasza… Lecz to jestem w stanie zrozumieć, bo czasem taki neutralny grunt jest bezpieczny. Ale Komu Będzie mówię nie! 🙂
<><>
Dziś pojechaliśmy nad rzekę. Popatrzyłam na babcie łapiące wnuki, młodych chłopaków suszących się po kąpieli na drewnianych ławach i brzuchatych tatusiów sączących Argusa. W środku lata na środku rzeki są takie mielizny, że można iść suchą stopą, ale dziś wody było tyle, że nawet przy brzegu pierwszy krok kończył się powyżej kolan. I woda była lodowata 🙂 Krioterapia niemalże. Górski potok tak zimny, że aż wszystko sztywniało. Tym niemniej jednak nie przeszkodziło nam to w do-pupy odmaczaniu 🙂



