Patrzę sobie na plaży na tych wszystkich świetnie przygotowanych do wypoczynku ludzi i tworzę w głowię LISTĘ RZECZY LATEM NIEZBĘDNYCH. Lista nie jest zamknięta, ale dziś wpiszę na nią, to co już zarejestrowałam.
Wózek do przewożenia rzeczy. Pierwszy raz widziałam to wiele lat temu nad morzem, ale i na południu pojawiają się ludzie z takim sprzętem. Chodzi o sytuację, kiedy musisz dotrzeć na kąpielisko. Wychodzisz z domu, albo wysiadasz z auta (z reguły parkujesz kawałek dalej, by trochę cienia złapać). Bierzesz ze sobą koszyk z owocami i mineralną, ręcznik plażowy albo nawet jeszcze parasol, dużą torbę z kostiumami kąpielowymi i kapelusikami/chusteczkami na głowę i plik wiaderek z łopatkami i koparkami. Możesz poprosić by dzieci coś tam niosły, ale skończy to się zgubieniem foremki do babek, albo mega muchą pt. JA nie mam siły nieść!!! Dochodzisz na miejsce idealne do rozbicia i jedyne na co masz chęć to walnąć piwko/wodę z lodem i imbirem/ mrożoną kawę* i się położyć. A ONE wtedy dostają skrzydeł, że huuurra! WODA!!!!
*niepotrzebne skreślić
I tu z pomocą przychodzi wózek. Jego pierwowzór to amerykański Radio Flyer. Hit rodem z lat ’50 (foto niżej z Mad Mana) Można takiego Radio Flyera kupić, choć to drogie, albo zastąpić mini wozem drabiniastym (sądzę, że można je fajnie przemalować). Szukałabym takiego z dużymi kółkami i jednak drabiniastego a nie z desek (bo lity będzie cięższy).


Mini grill – sprawa super! Na krótkich nóżkach, albo taki jak ten niżej zupełnie wiatrem podszyty. Ot na tyle, żeby rozstawić się w kąciku i zrobić kilka kiełbasek, paprykę czy jabłko. Rewelacyjną opcją są grille jednorazowe sprzedawane razem z brykietem (taki jak ten, albo ten). Rozkładasz, używasz, a potem aluminiowe resztki wrzucasz do śmietnika.

I coś bez czego trudno sobie gorące wakacje wyobrazić,czy turystyczna lodówka. Wyładowana napojami, owocami, ogórkami czy arbuzem. Dziś widziałam jak babka z takiej lodówki wyjęła sobie sałatkę szopską w wielkim plastikowym pudełku. Mąż podjadał jej pomidory, ale fuknęła na niego i pozwolił jej zjeść. Bez lodówki ser by się rozpuścił, pomidory rozciapkały. Ależ ja jej zazdrościłam! Albo takie maliny… Kupiłam dziś rano na rynku, ale to-to takie wrażliwe, że nie odważyłam się włożyć do plażowego prowiantu 
Osłonka na szybę… Wsiadłam do auta i sądziłam, że dłonie sobie poparzyłam od kierownicy. A nasadka od pasa niemalże świeciła na czerwona. Osłonki na boczne szyby dla dzieciaków są, lecz warto chyba pomyśleć też o dorosłym kierowcy!
Cd z pewnością nastąpi :))