chwilę przed kolejną falą upałów

  • Łucja, czemu netbook jest odpięty?
  • Yyyy… Nie wiem.
  • On się ładował.
  • Już się naładował. Bateria pokazywała 100.
  • Na pewno…

Wiem, kiedy kłamią 🙂 Chyba wszyscy rodzice widzą, kiedy jest grane jakieś zmyślanie. Pamiętam jak byłam mała i Krzycho mnie ćwiczył o jakąś zabawkę, którą wyniosłam w rękawku z przedszkola. I pamiętam, że powiedziałam, że znalazłam ją w kałuży. Pod blokiem… A tata to zripostował, że nieprawda. Bo on wyglądał przez okno i widział, że NIC nie wyciągałam z kałuży :))) 

<>

Dziś byliśmy na wystawie COP-u. Centralny Okrąg Przemysłowy to taki twór, który powstał chwilę przed II  wojną światową. Aktywizacja regionów ogarniętych klęską gospodarczą. Budowanie fabryk by dać ludziom pracę i zapewnić godne życie. Huty, a wokół nich bloki i przedszkola. Koniec z głodem i bezrobociem. Największa inwestycja gospodarcza XX wieku. Bardzo fajna wystawa!

Lila do vintage wnętrz pasowała idealnie 😉

Łucja jak widać przyjechała na rowerze, bo na każdym zdjęciu jest w kasku :DDD I przed wejściem pierwsze mini kasztanki już znaleźliśmy!

Nasi tam byli!

Czy wiedzieliście, że od takiego rekreacyjnego machania na otwartej siłowni mogą boleć w dniu kolejnym wszystkie mięśnie?? Ano mogą… Dla ukojenia Mieszczek z poranną zabawą. Zakleić naklejkami z autkami siebie i dziadkową kanapę! 

Dziadek śle mi meile… Wiem, że żarcie najbardziej im podeszło w Chinatown, że zwiedzili Metropolitan Museum i dziurę w dół czyli Memorial WTC oraz że jeździli jakimś otwartym busem po mieście. Ale najważniejsze Wam zacytuję:

Zrealizowana misja PT. „Broklynskimost”. Przebudowa na górę nie wpuszczają – więc nasza kłódeczka zawisłą obok innych  bezpośrednio pod przęsłem naprzeciw pierwszego pilaru od East Manhattanu- jest stosowna dokumentacja fotograficzna a kluczyki wylądowały w nurcie East River. 🙂”

Więc jakbyście byli, to jakby co wiecie gdzie szukać :))))

Wakacyjne must have

Patrzę sobie na plaży na tych wszystkich świetnie przygotowanych do wypoczynku ludzi i tworzę w głowię LISTĘ RZECZY LATEM NIEZBĘDNYCH. Lista nie jest zamknięta, ale dziś wpiszę na nią, to co już zarejestrowałam.

Wózek do przewożenia rzeczy. Pierwszy raz widziałam to wiele lat temu nad morzem, ale i na południu pojawiają się ludzie z takim sprzętem. Chodzi o sytuację, kiedy musisz dotrzeć na kąpielisko. Wychodzisz z domu, albo wysiadasz z auta (z reguły parkujesz kawałek dalej, by trochę cienia złapać). Bierzesz ze sobą koszyk z owocami i mineralną, ręcznik plażowy albo nawet jeszcze parasol, dużą torbę z kostiumami kąpielowymi i kapelusikami/chusteczkami na głowę i plik wiaderek z łopatkami i koparkami. Możesz poprosić by dzieci coś tam niosły, ale skończy to się zgubieniem foremki do babek, albo mega muchą pt. JA nie mam siły nieść!!! Dochodzisz na miejsce idealne do rozbicia i jedyne na co masz chęć to walnąć piwko/wodę z lodem i imbirem/ mrożoną kawę* i się położyć. A ONE wtedy dostają skrzydeł, że huuurra! WODA!!!!

*niepotrzebne skreślić

I tu z pomocą przychodzi wózek. Jego pierwowzór to amerykański Radio Flyer. Hit rodem z lat ’50 (foto niżej z Mad Mana) Można takiego Radio Flyera kupić, choć to drogie, albo zastąpić mini wozem drabiniastym (sądzę, że można je fajnie przemalować). Szukałabym takiego z dużymi kółkami i jednak drabiniastego a nie z desek (bo lity będzie cięższy).

Mini grill – sprawa super! Na krótkich nóżkach, albo taki jak ten niżej zupełnie wiatrem podszyty. Ot na tyle, żeby rozstawić się w kąciku i zrobić kilka kiełbasek, paprykę czy jabłko. Rewelacyjną opcją są grille jednorazowe sprzedawane razem z brykietem (taki jak ten, albo ten). Rozkładasz, używasz, a potem aluminiowe resztki wrzucasz do śmietnika.

I coś bez czego trudno sobie gorące wakacje wyobrazić,czy turystyczna lodówka. Wyładowana napojami, owocami, ogórkami czy arbuzem. Dziś widziałam jak babka z takiej lodówki wyjęła sobie sałatkę szopską w wielkim plastikowym pudełku. Mąż podjadał jej pomidory, ale fuknęła na niego i pozwolił jej zjeść. Bez lodówki ser by się rozpuścił, pomidory rozciapkały. Ależ ja jej zazdrościłam! Albo takie maliny… Kupiłam dziś rano na rynku, ale to-to takie wrażliwe, że nie odważyłam się włożyć do plażowego prowiantu :/

Osłonka na szybę… Wsiadłam do auta i sądziłam, że dłonie sobie poparzyłam od kierownicy. A nasadka od pasa niemalże świeciła na czerwona. Osłonki na boczne szyby dla dzieciaków są, lecz warto chyba pomyśleć też o dorosłym kierowcy!

Cd z pewnością nastąpi :))

Zjednoczeni przy sporcie

Nic tak nie nastraja pozytywnie ludzi jak sport.  No bo co może się z nim równać? Jedzenie? Jedzenie może czasem wywoływać nerwową żarłoczność. Jesz i nie patrzysz się na boki, żeby ktoś nie zapytał czy może spróbować. Zabrać Ci i wyjeść TWÓJ przysmak 😉 A sport jest naturalnie radosny i logicznie jednoczący. Ćwiczą wszyscy, wszyscy ze sobą rozmawiają i wszyscy mają dobry humor!

Przy niedzieli zabrałam Diabla na naszą tegoroczną hitową miejscówkę. Przez te dwa tygodnie uruchomili siłownię na świeżym powietrzu, więc doszła dodatkowa atrakcja. Zaparkowaliśmy tak trochę od tyłu i by dojść do plaży musieliśmy przejść przez park linowy. Nad głowami zjeżdżali ci kamikadze, którzy postanowili zjechać na linie na drugi brzeg, lecz terkot ciągnącego ludzi kołowrotka słychać było z każdej strony. Diabli był zachwycony. Sport był wszędzie! Ale jedzenie też było. Tam ludzie przyjeżdżają z takimi malutkim grillami i z każdego zakątka dymiła pachnąca mięsnymi smakołykami instalacja. Super!  Diabli siadł na ręczniku i wygłosił: Dlaczego TAKICH miejsc w Polsce jest tak niewiele??

Zresztą, a co mi tam… Też ćwiczyłam :)) Ale ze względów estetycznych moją fotkę bardziej zmniejszę :)) Btw. to nie była pierwsza siłownia na świeżym powietrzu na jakiej byłam, ale była zdecydowanie najlepsza. Urządzenia są nowe, na każdym jest metalowa tabliczka jak ćwiczyć i którą część ciała ulepszamy. Ja więc zdominowałam te przyrządy co to mają poprawić DÓŁ 🙂

Poszliśmy oczywiście na park liniowy w wersji dla dzieci… Ale postanowiliśmy, że gdy któreś dorośnie do parku dla dorosłych (od metr 40 ze względu na wysokość uchwytów) to odważnie z dzieckiem pójdziemy i my!

Straszny był tam dzisiaj tłum, więc do pokonywania przeszkód zgłosiła się wyłącznie Łucja, a Lila z Mieszkiem tradycyjnie snuli się pod siatkami.

No i oczywiście pomiędzy każdą sportowo-lodowo-frytkową atrakcją ODMACZALIŚMY SIĘ 🙂

II tura

Korzystając z tego, że dziadki zwolniły dom, znowu do nich jedziemy. Będziemy podlewać kwiatki i zajmować się kotem. Po ostatniej wizycie miałam wrażenie, że ich ta stonka wnuczków jednak trochę męczy, więc to nawet nam na rękę, że pojechali na wakacje. 

Czas na zmianą dobry, bo jeden mały chłopiec o najnowszej ksywce Filemon, ma trochę katar, więc zmiana klimatu dobrze mu zrobi 🙂

W kategorii do domu: kącik z toaletką

Pamiętacie moją turkusową toaletkę? Nieźle ją sobie odpimpompowałam trzy lata temu i całkiem ją lubiłam. Ale jak leżałam w październiku taka zdołowana z gipsową nogą to zadzwonił do mnie brat i zapytał:

  • Cześć siostra, nie chcesz toaletki? Kupiliśmy sobie, ale nam nie pasuje. Nawet ładna. Tylko bez lustra. Mogę Ci jej zdjęcie wysłać.

Ale i bez zdjęcia pomysł mi się spodobał. W myśl zasady, że dom w którym stale można coś zmieniać jest szczęśliwy czułam że nadszedł czas na zmianę. Toaletka okazała się być kremowa, klasyczna, no i po prostu nowa. Raziły stare rolety, które odstawały, usychający kaktus, no i potrzebowałam lustro. Rolety kupiłam jeszcze na wiosnę, gdy w moim ulubionym sklepie z roletami zrobili dzień darmowej wysyłki. Kaktusa ususzyłam i wywaliłam (nowy kwiatek będzie pod koniec sierpnia). A lustro kupiłam w indyjskim megastorze. Był problem z zawieszeniem rolet, bo mi się wykonawca ociągał, ale wczoraj zagoniłam do roboty i w końcu mi powiesił! 🙂 Dzięki Diabliczku! 🙂

W tę szczelinę po lewej wjedzie kwiatek i wtedy dopiero zawieszę maskę.

Lustro nie ma stojaka i jest po prostu oparte, wiec ta galeria z przodu trzyma je w miejscu.

Jak widać nowe rolety są podobne do poprzednich, ale są na plastikowych i metalowych patyczkach, więc nie powinny się odkształcać jak poprzednie drewniane. Wzór wzięłam gładki, tkanina to gruba biała bawełna. I w całej sypialni zrobiło się teraz tak elegancko 😀

Jak witać Młodą Parę wychodzącą z kościoła?

W tradycji polskiej mieliśmy zawsze obsypywanie monetami. Pewnie kiedyś to były monety o jakiejś wartości, ale odkąd pamiętam ja to były zawsze miedziaki. Lekkie i błyszczące jak złoto. Amerykanie  mają ryż dostępny nawet w odmianie w kształcie serca. Pamiętam czarno-biały film z Elizabeth Taylor, gdzie świeżo poślubieni jadą pociągiem. Kłócą, a potem się godzą, i ona mówi: Spójrz na nas! Mamy jeszcze ryż we włosach, a już ze sobą walczymy!

Pomysł posta przyszedł mi do głowy po ostatnim ślubie dwa tygodnie temu. Tradycja ewoluowała i młodzi są teraz obsypywani konfetti. Strzela się takimi ręcznymi armatami i wychodzących z kościoła zasypują różnobarwne płatki, albo papierowe motyle. Cudowne! Spodobało mi się to na tyle, że zamówiłam takie armaty na urodziny Łucji 🙂 Wybrała armatę z fioletowymi płatkami i białymi motylami :)) Będzie z nich wystrzelone zaraz po zdmuchnięciu świeczek! 🙂

By top-listę uzupełnić warto dodać, że młodych wychodzących z kościoła można witać również bańkami mydlanymi, motylami i upps (ryzyko w powietrzu!) wypuszczonymi z klatek białymi gołębiami. Gdyby ktoś chciał to sąsiad mojego brata ma gołębnik mogę podpytać ile by to kosztowało :)) Bardzo ładne jest witanie bańkami – wcześniej rozdaje się gościom małe buteleczki i dmuuucha się mocno! :)

<><>

Dziewczyny po dłuższej przerwie odkryły Lego. Lila już drugi dzień siedzi i łączy te klocuszki. Pytam:

  • Lilu, one nie są za małe te klocuszki dla Ciebie? Może wolisz pobawić się tymi większymi klockami Mieszka?
  • Nie, bo tam nie ma szminek :)))

wyprawa

W sporej trzódce chrzestniaków Lutki jest Natalia. Wiele lat temu jej rodzice wyjechali za WIELKĄ wodę robić WIELKIE pieniądze. Zajęło im to 10 lat. Przez ten czas dziewczynka mieszkała z babcią. Jak doszła do wieku nastoletniego zaczęła do nas wpadać. Ja byłam już wtedy na studiach, więc za wiele nie wiem, ale chyba wpadała często. Lutka jest dobrym słuchaczem oraz co jest czasem niemałą zaletą, uzyskane informacje zachowuje wyłącznie dla siebie. Natalia w końcu pojechała do rodziców, ale po burzliwych kilku latach wróciła do Polski i rozpoczęła studia medyczne. Na wiosnę obroniła tytuł lekarski i teraz bierze ślub. Właściwie to cywilny wzięła już rok temu, lecz teraz będzie ten prawdziwy, zawarty na dodatek w tropikalnej przyrodzie na drugim końcu świata.

Dziadki na ten ślub jadą. Podróż jest długa, więc 20 godzinny lot podzielili sobie na pół. Parodniowa przerwa będzie jeszcze „w cywilizacji”. Krzycho w tajemnicy przed żoną zabrał do bagażu kłódkę miłości i zamierza Lucię zaciągnąć na Brooklyn Bridge, gdzie NIEOCZEKIWANIE kłódkę zawieszą, a kluczyk wrzucą do East River.

Co wydaje się oczywiste, początkowo bardzo z bratem blokowaliśmy pomysł tej wyprawy. Lutka jest jeszcze nie bardzo zdrowa, bierze jakieś lekarstwa i czasem boli ją brzuch. A wakacje z Krzychem to zawsze sport ekstremalny. Już wynajął auto, więc można się spodziewać, że po dotarciu na miejsce nie zatrzyma go wilgoć i 40 stopniowe upały i będzie ciśnieniował, żeby zobaczyć jakiś wodospad ukryty w dżungli. Aaaale, ostatnio doszłam do wniosku, że taki wyjazd dobrze mamie zrobi. Ona cały czas, pomimo dobrych prognoz jest trochę… niepewna. Gdyba o tym jak mogą jej wyjść wyniki na kontroli za 3 miesiące i to nie jest TA sama mocarna Lutka. Więc może lekcja prawdziwej asertywności i prawdziwego życia jakie zapewnia współpodróżnikom Krzycho może jej pomóc?

Ja tymczasem zanurzyłam się w amerykańskie klimaty i zrobiłam Cherry Paja. Przepis od Atiny. Ciasto jest serwowane w lutym na urodziny Georga Washingtona, na 4 lipca i w Dzień Niepodległości. Można je podawać niczym szarlotkę (na ciepło z lodami), albo zastąpić wiśnie porzeczką czy agrestem. Ja jednak wybrałam wiśniowy wariant klasyczny… I?? To bardzo fajne ciasto! Bardzo proste, specyficzne przez brak jajka w cieście, ale przyjemne. Nie mam pojemnika do tarty, a tortownica wydawał mi się za głęboka, więc zrobiłam w mufinkach, z których koszmarnie się te mini-paje wyciągało… Btw. Gdy ostygły wychodziły lekko, lecz któż by czekał 😉 Btw. mina Mieszka oznacza KCĘ!

poranny fitness show

Oglądam się rano przed lustrem w łazience. Ćwiczę te czajniczki, kaloryferki, napinam się i nic. Włazi do mnie Diabli (zawsze mi włazi), więc mówię:

  • Tak się napinam i nawet zalążka kaloryferka tu nie ma… Ale wiem, że jak jak wyjdę to będziesz też siebie tak sprawdzał 🙂
  • Na pewno nie 🙂 

Napięłam raz jeszcze, a Diabli wbił mi palec w brzuch i mówi:

  • Nie ma, nie ma. Jak w masełko weszło.

Wyszłam, a po chwili podstępnie zaglądam… Widzę, że się napina. I mówi do mnie:

  • Teraz wbij mi palec w brzuch.

Wbiłam i wrednie mówię:

  • Też jak w masełko weszło, mój drogi! 🙂

>>><<<

I jeszcze raz króliczki, choć pewnie macie już ich dość. Ale jestem tą pracą Łucji zachwycona. Tym razem użyła naklejek jako korpusów owadów. Jest motyl, pszczoła, pająk, ślimak, dżdżownica i pewnie coś tam jeszcze. Genialne! :))

Duma i beton

Przysłał mi znajomy niezłego linka do strony z rumuńskimi pałacami. Stawiają je ludzie, którzy na co dzień pracują we Francji i każdego eurocenta ładują w swoje domy w Rumunii. Przyjeżdżają tam na wakacje, biorą tam śluby i wracają do pracy. Projekt artystyczno-socjologiczno-fotograficzny prowadzi grupa ludzi, która gromadzi zdjęcia i dane (tak przynajmniej przetłumaczył mi to z rumuńskiego gogiel translator) i można ich zasilać wpłatami (w zamian otrzymując chyba zdjęcia). Na to nie namawiam, ale fotografie warto obejrzeć. Coś niesamowitego! Domy mężczyzn, którzy chcieli udowodnić braciom, że mogą zbudować większy dom, puste sale tworzone tylko po to by oszołamiać, przyjęcia na budowie na śnieżnobiałych obrusach i ferrari-cabria przed kościołami. 

Wyżej kobieta i jej dom. Na co dzień pracuje we francuskiej piekarni. W takim miejscu jak to niżej mieszkają. Prowizoryczne domy na obrzeżach Paryskich lasów.

Niżej para stajennych z Anglii na weselu w swoim rodzinnym mieście. W rękach trzymają butelki brandy w kształcie wieży Eiffla – symbol sukcesu i luksusu.

I kolejny pałac ze szkła i betonu. Jak będziecie oglądać zwróćcie też uwagę na tych, którzy budowali domy na tyłach rodzinnego domu.

I jeszcze to. Druhny i druhowie na weselu. Jest ich 30. Wszystkie ubrane w identyczne suknie z jednego materiału. Wow!

<><>

Dziś byłam z Lilą u laryngologa. Po zabiegu w lutym ubiegłego roku, stawialiśmy się co jakiś czas na wizyty kontrolne by sprawdzać co tam z drenami. Okazało się, że wyszły 🙂 Leżały niepotrzebne w przewodzie słuchowym, więc dok je wyjął. Błona bębenkowa jest cała, ponowne badanie słuchu można zrobić, ale nie jest to obowiązkowe. Dok powiedział też, że dziewczyna jest zdrowa, może się kąpać i moczyć uszy! 🙂