Stoczywszy żywiołową dyskusję czy „romantyczny rejs” będzie lepszy niż „błogi poranek”, albo czy „lody malaga” będą ciekawsze niż „błogi świt” wybraliśmy farbę. Pomogła nam Lilka, która od razu widziała, że wybierać należy pomiędzy „brzoskwiniowym jogurtem„, a „różowymi baletkami”… I wybrała oczywiście te ostatnie. Diabli pomalował i voila!

Wiem, wiem. Zrywaliśmy różowe tapety pomalować na różowo ściany? Ej, to przecież jeszcze nie koniec! 🙂
Ja w tzw. międzyczasie zamalowałam białą farbą plamy od łapek na klatce schodowej i ukryłam pod 4 warstwami mega flamastrowy fresk Mieszka na poddaszu. Barłóg na 1-szym planie to łóżko dziewczyn, bo one na czas remontu tam śpią.

I tradycyjnie jak to na wiosnę pomalowałam raz jeszcze stolik jedzeniowy dzieci, który jest często wycierany i farba się na nim starła, oraz pomalowałam na żółto ścianę nad nim regularnie paćkaną dżemem truskawkowym.

<><>
Łucja uczy się pisać. Ma specjalny zeszyt do słówek, gdzie zapamiętale cały czas zapisuje. Refleksja po szkole:
- Mamo, a ja wiem jak zapisać kolejne słowo!
- Wspaniale! A jakie?
- To brzydkie słowo.
- Nie szkodzi.
- De-U-Pe-A . Dupa.
- Mhm. Sama na to wpadłaś czy ktoś Ci podpowiedział?
- Sama wpadłam.
Jaka ta szkoła jednak inspirująca :))
