Zabraliśmy się w końcu za robienie pokoju dziewczyn. Etap I to zerwanie tapet. Tapety są różowe i kładliśmy je prawie 7 lat temu, na chwilę przed narodzinami Łucji. Nie chciała się ujawnić z płcią, a jak się w końcu okazało że będzie dziewczynka pierwsze kroki po USG skierowaliśmy do budowlanego. Kupiliśmy wtedy cztery różne rodzaje tapet. W pszczółki, w latające na balonikach misie, w różowe paseczki i delikatną różową kratkę. Panny tapety obklejały, mazały po niej, więc nadszedł czas wymiany. Przez chwilę miałam ochotę pozwolić im na pomazanie ich do końca. Pamiętam jak byliśmy mali i rodzice szykowali się do remontu naszego pokoju pozwolili nam pomalować ściany. Namalowałam wtedy gigantyczną murzyńską wioskę. Ale pomysł zdusiłam jednak w zarodku, bo pomyślałam, że Mieszko nie złapie idei malowania przed remontem i gotowy będzie pomalować RÓWNIEŻ we własnym pokoju.
Ściąganie okazało się trudniejsze niż sądziłam. Pomimo specjalnego płynu tapeta okazała się być tak gruba, że się rozwarstwiała i musiałam nasączać ją ponownie. Na pokój zszedł mi cały dzień. Próbowałam sobie wyobrazić, że to podobne do odrywania uschniętego naskórka z ramion w środku lata, ale to było jednak inne… Teraz wkracza Diabli i będzie szpachlował te miejsca, gdzie tapeta zeszła z tynkiem z kartonu.
I moje ulubione before&after 😉 Ale trochę z innej perspektywy.
Kładzenie tapety – czerwiec 2006 🙂

I ściąganie tapety- luty 2013 🙂

