Tajemnica gałki muszkatołowej

Za bardzo nie używałam gałki muszkatołowej. Do białych sosów. Czasem. Poza tym gdzieś tam w głowie zakodowałam wyznanie jednego znajomego z czasów studenckich, że gałka dobrze „daje”. Trzeba ją tylko z mlekiem zagotować. A ponieważ do używek jestem na duże nie, to nie szukałam dodatkowego jej zastosowania. Ostatnio podejrzałam, że Lutka używa do rosołu. Ściera nad garnkiem kilka wiórów. Rzeczywiście ona rozgrzewa, więc zestaw jest dobry. Używając do rosołów zużyłam cały zapas gałki tartej, a w słoiczku zostały jedynie błyszczące kulki przywiezione gdzieś z jakichś dawnych wojaży. 

Bulgotał ten rosół, więc wzięłam kulkę i zaczęłam ją ucierać na tarce. Zapach był, ale tarło się słabo. Za to w środku coś grzechotało. Jakby nasionko… Pamiętałam, że Lutka ucierała dużo mniejszą kulkę, więc wzięłam tłuczek i łupnęłam tę błyszczącą kulkę. Łup! Skorupka pękła na pół (na dole foto)… W środku było mniejsze nasionko. Właściwa przyprawa! 🙂 Jest super. Aromatyczna i smaczna. Ucieram ją na tarce, ale marzy mi się taka mała tareczka, którą gdzieś kiedyś widziałam 🙂

A do czego używać? Rosół – pasuje, białe sosy- niezbędne, białe mięsa – doskonałe. Gdy robię np. krokiety mielę mięso z zupy, dodaję koperek, mascarpone, żeby nie było za suche, podsmażoną cebulę oraz właśnie gałkę. I to jest danie, którym ostatnio się zajadamy! 🙂