Przyuważyłam u dziadków na feriach niezwykłe kalendarze. Każde miało swój i co któreś układało sobie kupkę do zabrania do pracy, to na szczycie leżał właśnie taki kalendarz. Super układ stron… Po jednej stronie cały tydzień, a na drugiej stronie czysta kartka z liniami. I taki kremowy papier z zaokrąglonymi rogami. Wyglądało to jak gruby, zszywany brulion, obwiązany gumką… Lutka przyuważyła, że oglądam i mówi:
- To jest super kalendarz!
- Jest rewelacyjny! Skąd takie macie???
- Dostaliśmy. To kalendarz Moleskine.
- Jest fantastyczny!
Wstyd, shame i porażka, że rodzice odkryli taki fajny wynalazek przede mną… Notatniki Moleskine, były uwielbiane przez arystów takich jak Picasso, Van Gogh czy Hemingway. Korzystali z nich pisarze, projektanci i rysownicy. Legenda umiejętnie podtrzymywana przez producenta sprawiła, że to najbardziej pożądane notatniki i kalendarze na świecie. W lutym sobie już nie będę głowy zawracać, ale na 2014 muszę taki mieć! Btw. tradycyjnie sprawdziłam ceny i jakbyście zapragnęli taki mieć to polecam zdecydowanie zagraniczne portale ebayowo-amazonowe (co najmniej 30% do 50% taniej). Sam kalendarz można kupić w wersji reporterskiej, dziennikarskiej, telefonicznej czy podróżniczej (z mapami, na których można zaznaczać). Są dzienniki, kalendarze i notatniki. Gładkie, w kratkę, lub w linię… Taki kalendarz to można nawet niczym pamiętnik przechowywać! 🙂


