Mokry śnieg jest idealny na bałwana…

Kule pcha się co prawda ciężko, sypiący śnieg nie ułatwia sprawy, a podnieść wielkie kule musi tatin…


Najpierw ulepiliśmy babcię. Wyposażono ją w grabie, oczy z „węgla drzewnego” z kominka, wielki marchewkowy nos i włosy z gałązek świerka 🙂


Potem powstał dziadek. Dziadek ma naszywkę z węglowych guzików, czerwoną plastikową miskę, trochę mniejszy choć również marchewkowy nos i wąsy. Miał być Zagłoba, ale węgla wystarczyło tylko na Piłsudskiego… Dziadek jest też bardziej obły co uzasadnione jest wielkością kul. Oboje trzymają się za czereśniowe ręce.

Lila nazwała dziadka bałwana Guzik, a babcię bałwana – Marchewką. I dziadki prawdziwe będą na śnieżne dziadki patrzeć przez okno dużego pokoju. Tak na pożegnanie im takie rzeźby wyrzeźbiliśmy 🙂 Wróciliśmy i robimy wielkie przygotowania do jutrzejszej imprezy! 🙂

