Łucja miała strasznie zaczerwienione oczy. Poszłyśmy więc do apteki po jakieś krople. Dok wyjrzała zza lady i mówi: Ale ona ma popękane naczynka! Proszę jej dać 2 rutinoscorbiny! Więc dałam – pierwsze tabletki, a nie dziecinne syropki. Tyle, że jak przyszło do dawania to okazało się, że cała trójka chce. Miecho łyknął, a Lilka nie mogła. Wypluła i mi oddała:
- Nie udało mi się.
- Nie szkodzi. Może jesteś za malutka.
- Ale ja chcę!
- To masz jeszcze jedną… Tylko musisz dobrze popić wodą.
- Gul, gul, gul!
- Dobrze czy utknęła?
- Utknęła.
- Chcesz popić jeszcze?
- Tak.
I wypiła jeszcze pół szklanki wody. A potem wyjęła z buzi nietkniętą tabletkę :))) Pamiętacie jak po necie krążył kiedyś przepis z 10-ma radami jak podać (nieskutecznie) kotu tabletkę? I różnica z psem, któremu wystarczy obkleić tabletkę pasztetem? Lilka to taki kot :))
I jednorożec Łuczy. Zbudowała go z figurki konia i błotnika. Za rogi robi korona 🙂 Super!

