Trafiłam wczoraj na bloga jednej Amerykanki. Dzieci trójka, wiekowo taki układ jak u nas, tyle, że trochę młodsze. Ładny ten blog. Plastyczny i z pięknymi zdjęciami. Kiepsko się mi otwiera na tym zawalonym treścią netbooku Krzycha, ale i tak doszłam prawie do połowy. Niezłe, że w społeczeństwie wielowyznaniowym ludzie tak chętnie podkreślają w co wierzą. Podoba mi się to… U nas są dwa bieguny (albo wierzysz i jesteś fanatykiem, albo nie wierzysz i jesteś bluźniercą), a tam taka nieprzymuszana deklaracja. Wydaje mi się, że nie mamy szansy na społeczeństwo laickie, ale takie wielowyznaniowe jawi mi się wariantem dobrym. Tak powstaje tolerancja i tak może narodzić się wiara.
Jakby nie było Casey robi bardzo fajne zdjęcia Z GÓRY. Nie zawsze można wejść na krzesło czy szafkę, ale może jest jakiś rodzaj statywu?


I mnie ogarnęła pasja góro-fotografowania. Zaczynami od mandali 😉 Łucja w mandali klocków:

Oraz Mieszko (need more cars for real moto-mandala 😉

I Lilka na fotelu

A potem już poleciałam klasycznym miksem trójki na kapie w tygrysa. Światło jest złe o tej porze roku, ale do fotografowania z góry będę wracać!



