Paradise blue

Pięknie jest 🙂 To oczywiście nie koniec 😉 Teraz czekamy na meble i przerabiamy te, które są, ale etap zakrywania ścian właściwie już zamknięty.

Pewien problem pojawił się przy borderach, bo to jakiś niemodny gadżet się robi, a wyjątkowo ułatwia kładzenie tapet. Użyte zostały więc dwa różne dobrane z innych stron i innych producentów. Na dole są ptaszki (cieniutki papier jak u Mieszka, która jest za cienki do tych tapet i widać pod spodem krawędzie tapet) a na górze dużo grubsza cesarska saga. Ten górny i kolorem i strukturą wygląda lepiej, ale ponieważ zakupy dokonywałam za plecami Diabla, to trochę zabrakło mi jego wyobraźni. Bo w sumie to trzeba było brać od razu dwie rolki górnego.

I cała trójka na „tle” :)) Po kolej, bo razem nie udało mi się złapać 😉 Btw. wszystko wygląda wyjątkowo dekoracyjnie z taką ścianą. Nawet puszka farby!

Remont dzień któryś – tapety

Kiedyś gdy buszowałam po tapetowych wzorach odkryłam Pip-studio. Ależ to piękne tapety! I choć wtedy temat był w powijakach wiedziałam, że takie właśnie mają być do pokoju dziewczyn. Oszukałam się po necie gdzie są najtańsze i nic nie przebiło holenderskiej strony domowej producenta. Nawet wielkie amerykańskie mega story miały je droższe… Co nie zmienia faktu, że cena ich była cały czas kosmiczna.

Aaaale, zaraz jak wjechało odszkodowanie za nogę 🙂 nie czekając aż Diabli rozdysponuje środki szybko kupiłam. Tak na jedną ścianę. Duży miałam dylemat, który wzór wybrać, ale Lila pomogła. Myślałam o białej, później o czerwonej, a ona od razu powiedziała: granatowa! Przy okazji dorzuciłam do koszyka inne drobiazgi… I powiem Wam, że paczuszka z Amsterdamu to była NAJPIĘKNIEJSZA przesyłka jaką kiedykolwiek dostałam. Nawet list przewozowy był na ekskluzywnym papierze z godnym oprawienia obrazkiem z drugiej strony 🙂

Jutro przy świetle dziennym zrobię fotę niezwykłej ściany, a na razie zdjęcie ze strony ze strony producenta… :)) PIP studio BLUE PARADISE

 

Blue bed -BOY

Byliśmy w niedzielę na urodzinach jednego dwulatka. To taki Mieszka ziom. Tyle, że większy łobuz i mniejszy kobieciarz 🙂 Ale mówi. Mówię do niego „cyrk„, a on powtarza „cyk„. A Mieszko ma ten swój słownik i ani myśli go zmieniać. Koń to „iaaa„, „kapko” to jabłko, a „kapka” to kanapka. Choć pewien postęp jest bo na dziewczyny zaczyna ostatnio mówić Caaa (czyli Łucja) i Iiii (czyli Lila). Nie wiem na ile taki rozwój lingwistyczny jest prawidłowy, ale panny obie też tak miały 🙂

  • Mieszula, jadę po dziewczynki.
  • Ca?
  • Nie. Lila. Łucję przywiozę później.
  • Iii?
  • Tak.
  • Pa, pa!

No i tak z nim pogadać można 🙂 Dziś jego pierwsza noc w dużym łóżku. Diabli jeszcze nie wie, że syn właśnie pozbawił go osobnej kołdry, ale jak będzie w supermarkecie jakiś festiwal kołder to zapasy uzupełnię 🙂

Śmiesznie było jak kładli się spać i panny wgramoliły się do JEGO nowego łóżka z fochem, że kiedy one dostaną SWOJE nowe łóżka… Młodzian się kokosił z nimi, wiercił i nie wiedział co dalej. Niby łóżko w JEGO pokoju, ale nie jego… W końcu wstał i ruszył do naszej sypialni 🙂 Wtedy wkroczyłam ja 🙂 Panny wygoniłam i położyłam adonisa spać. I zasnął 🙂

<><>

Wysłałam wszystkim dziadkom długą fotostory z weekendowych szaleństw z kuzynką. Dziadek Krzycho odpisał: Wspaniale! Może nie będzie taki nieśmiały do kobiet jak dziadek 🙂 Dziadek btw. to jakiś nieśmiały nie był. Tak też mu odpisałam dodając historię jak to było jak Mieszko szedł się kąpać z dziewczynami… Siedziały we trzy w wannie i on zbaraniał co tak mu się ich dużo zrobiło. Ale się przesunęły robiąc mu miejsce, więc uradowany władował się do nich :))

I dajmy komuś ten 1%!

Sądzę, że wśród internautów świadomość jak ważny i jak absolutnie bezinteresowny jest ten ruch, już jest. Natomiast przeczytałam ostatnio pewne zestawienia i okazuje się, że 90% środków przekazywanych przy okazji rozliczania Pitów, idzie do wielkich reklamujących się w telewizji organizacji. Natomiast ten nasz przysłowiowy grosz przyda się również tysiącom małych fundacji i stowarzyszeń. 

Nasz tegoroczny poszedł do jakiegoś sportowca (wybierał Diabli 🙂

Niedzielne „poranki”

Lubię niedziele 🙂

Dzisiejsza przyniosła:

  1. Początek tradycji niedzielnych poranków
  2. Udaną kaczkę!

Primo, to seans filmowy dla naszych i sąsiedzkich dzieciaków. Zrobiliśmy pop-corn na patelni, opuściliśmy rolety i odpaliliśmy VOD naszego dostawcy kablówki. Merida Waleczna. Fajne, choć panny się trochę bały i chyba oglądaliśmy już w tym roku lepsze kreskówki! Kolejny seans za miesiąc 😉

Odświętnie i niedzielnie. Zrobiłam kaczkę 🙂  PIERWSZĄ. Wyjęłam z zamrażarki mrożonkę od Lutki, rozmroziłam i moczyłam w zalewie przez dobę (miód, beherovka, majeranek i czosnek). Trochę mi się przypaliła, no ale nie czepiajmy się szczegółów. Po prostu trzeba ją jednak przykrywać. I po 40 minut na każdy kilogram wagi, bo to wielka ptica była. Pycha!

S.01.13.D.05

– czyli sezon remontów 1-szy, rok 2013, dzień piąty.

Jak Łucja miała dwa lata jeździłam do pracy. Nie jakoś forsownie, 2x w tygodniu, w domu nie było mnie od ósmej do 14-stej. Ale nie lubiłam tego z nią rozstawania się. I wynagradzałam jej to prezentem… Za każdym razem w drodze powrotnej kupowałam jej bloczek z naklejkami, która ona od razu naklejała na łóżko…

Łóżka dziewczyn wylatują. Łóżko Lili jako bardziej unisex jest przemalowywano na granatowo i będzie Mieszka, a łóżko Łucji oczyszczone z naklejek weźmie babcia Rurka na nieoczekiwane wizyty wnuków. Łóżeczko niemowlęce Mieszka wraz z akcesoriami pościelowymi pojedzie do miasta chrząszcza. Brat Lutki zostanie w lecie dziadkiem i przyda im się w domu łóżko w którym będzie spała odwiedzająca ich wnuczka.

Jak usunąć naklejki? Paznokcie kończą się szybko, płyn do usuwania tapet nie działa, zmywacz do paznokci też nie. Najlepsze okazało się dłutko i oliwka dziecięca. Zajęło to prawie półtora dnia, ale usunięte! 🙂

<><>

Dziś dziewczyny mają gościa. Nocować będzie u nich kuzynka. Same wymyśliły, że chcą by u nich nocowała.Trzy gwiazdy oczywiście śpią razem (ten rodzynek na foto to gościnnie 😉

Remont – dzień 4 ? (czy mówiłam, że nienawidzę remontów?)

Stoczywszy żywiołową dyskusję czy „romantyczny rejs” będzie lepszy niż „błogi poranek”, albo czy „lody malaga” będą ciekawsze niż „błogi świtwybraliśmy farbę. Pomogła nam Lilka, która od razu widziała, że wybierać należy pomiędzy „brzoskwiniowym jogurtem„, a „różowymi baletkami”… I wybrała oczywiście te ostatnie. Diabli pomalował i voila!

Wiem, wiem. Zrywaliśmy różowe tapety pomalować na różowo ściany? Ej, to przecież jeszcze nie koniec! 🙂

Ja w tzw. międzyczasie zamalowałam białą farbą plamy od łapek na klatce schodowej i ukryłam pod 4 warstwami mega flamastrowy fresk Mieszka na poddaszu. Barłóg na 1-szym planie to łóżko dziewczyn, bo one na czas remontu tam śpią.

I tradycyjnie jak to na wiosnę pomalowałam raz jeszcze stolik jedzeniowy dzieci, który jest często wycierany i farba się na nim starła, oraz pomalowałam na żółto ścianę nad nim regularnie paćkaną dżemem truskawkowym.

<><>

Łucja uczy się pisać. Ma specjalny zeszyt do słówek, gdzie zapamiętale cały czas zapisuje. Refleksja po szkole:

  • Mamo, a ja wiem jak zapisać kolejne słowo!
  • Wspaniale! A jakie?
  • To brzydkie słowo. 
  • Nie szkodzi.
  • De-U-Pe-A . Dupa.
  • Mhm. Sama na to wpadłaś czy ktoś Ci podpowiedział?
  • Sama wpadłam.

Jaka ta szkoła jednak inspirująca :))

Etap III – wybielanie

W mini remontach (takich obejmujących jedno pomieszczenie) najważniejsze jest codzienne ogarnianie placu budowy… Więc ogarniam. Pokój niczym izolatka, jest zamknięty by nie pylić na resztę pomieszczeń, a przy wyjściu leży dywanik, gdzie zostawia się „budowlane” kapcie. Mój ulubiony wykonawca zapętlił na androidzie „Bożenkę”  chwilę jeszcze wygładzał, a potem ruszył z malowaniem. Dziś na biało. Sufit i niektóre ściany…

(kliknąć obrazek by obejrzeć 😉 

remont

<><>

Zagadałam do sąsiadki, która wyszła przed dom. Ona pracuje w jakiejś stadninie jako psycholog i ma dwa tłuste koty. O nich właśnie:

  • Po nich nie widać, że zima się NIE kończy… 
  • Po nich nie, ale mój koń już linieje. Wystarczy po nim szczotką przejechać i cała jest do czyszczenia.
  • Naprawdę?
  • Tak! Czyli idzie wiosna. Idzie!

Czekamy! Śnieżne spacery z Mieszkiem w sankach są bardzo romantyczne, ale…

Etap II- szpachla, szlifowanie i grunt

Obecny pokój dziewczyn ominął dwa remonty, więc prace odświeżająco przygotowujące są kompleksowe. Dziś Diabli wygładzał ściany. Etap mało malowniczy, więc bez fotorelacji. Żartowaliśmy sobie tylko, że w Rosji kładli tapeta jedna na drugą i dzięki temu wielkopłytowe budowle lepiej się trzymały 🙂

<><>

Za nami natomiast zebranie w przedszkolu Lili. Musimy poprawić motorykę, bo podobnie jak Łucja ma słabe dłonie i nie potrafi np. korzystać z nożyczek, ale poza tym wszystko w porządku. Lila jest lubiana, choć ma swoje dziwactwa. Potrafi np. w trakcie zabawy odejść i siąść z boku. Albo pójść do pani Grażynki na kolana. Spędza taki kwadrans w izolacji i wraca do dzieci. I posadzono ją przy stoliku z największym łobuzem. Ona jako jedyna nie wkłada mu palców do oczu. Początkowo była niezadowolona, ale teraz jak on do niej coś mówi to po prostu odwraca się bokiem :)) I tak na stałe przy nim siedzi 🙂

Na jej świadectwie z angielskiego jest ta sama adnotacja co rok temu: wydaje się, że rozumie, ale realny stan jej wiedzy trudno ocenić. Lecz tym akurat się nie martwię. Byłam na dniach otwartych w przedszkolu i widziałam ją na zajęciach z języka. Wg mnie jest świetna. Powiedziałabym nawet, że jest najlepsza w grupie. Pierwsza zna odpowiedzi i chociaż tego nie mówi to np.rusza ustami. Albo jak mają dobiec do jakiegoś przedmiotu, którego nazwę usłyszały, to nie ogląda się na inne dzieci i biegnie bezbłędnie. Często zresztą dociera na miejsce jako pierwsza!

Remont pokoju dziewczyn – etap I

Zabraliśmy się w końcu za robienie pokoju dziewczyn. Etap I to zerwanie tapet. Tapety są różowe i kładliśmy je prawie 7 lat temu, na chwilę przed narodzinami Łucji. Nie chciała się ujawnić z płcią, a jak się w końcu okazało że będzie dziewczynka pierwsze kroki po USG skierowaliśmy do budowlanego. Kupiliśmy wtedy cztery różne rodzaje tapet. W pszczółki, w latające na balonikach misie, w różowe paseczki i delikatną różową kratkę. Panny tapety obklejały, mazały po niej, więc nadszedł czas wymiany. Przez chwilę miałam ochotę pozwolić im na pomazanie ich do końca. Pamiętam jak byliśmy mali i rodzice szykowali się do remontu naszego pokoju pozwolili nam pomalować ściany. Namalowałam wtedy gigantyczną murzyńską wioskę. Ale pomysł zdusiłam jednak w zarodku, bo pomyślałam, że Mieszko nie złapie idei malowania przed remontem i gotowy będzie pomalować RÓWNIEŻ we własnym pokoju.

Ściąganie okazało się trudniejsze niż sądziłam. Pomimo specjalnego płynu tapeta okazała się być tak gruba, że się rozwarstwiała i musiałam nasączać ją ponownie. Na pokój zszedł mi cały dzień. Próbowałam sobie wyobrazić, że to podobne do odrywania uschniętego naskórka z ramion w środku lata, ale to było jednak inne… Teraz wkracza Diabli i będzie szpachlował te miejsca, gdzie tapeta zeszła z tynkiem z kartonu.

I moje ulubione before&after 😉 Ale trochę z innej perspektywy.

Kładzenie tapety – czerwiec 2006 🙂

I ściąganie tapety- luty 2013 🙂