Siódma – Wełniana!

No dobra, więcej źródeł podaje, że to Miedziana, a miedź lubię, ale że ślub braliśmy śnieżną zimą, niech dla nas będzie wełniana. Tym bardziej że i dziś mroźno i śnieżnie!

Wracaliśmy dwa tygodnie temu od sąsiadów. Dzieciaki wyrwały przodem, Łucja już krzyczała spod drzwi na całe osiedle, że PIEEERWSZA! Lilka gnała do niej a i Mieszko truchtał parę metrów przed nami. A my się „kłóciliśmy”. Diabli zaczął:

  • Powiem to Justyna…
  • NIE. Wiem co chcesz powiedzieć, ale NIE mów!
  • Powiem! Jesteś jak mój ojciec! Nikogo nie dopuszczasz do głosu!
  • Bo moje informacje są ciekawsze!
  • I wszystkim przerywasz!
  • A Ty jeśli będziesz mnie ciągle kopać pod stołem to Ci kiedyś odwinę. Albo zapytam: Co mnie tak kopiesz?!
  • Bo Ty jesteś nie do zatrzymania!
  • Tak?? A Ty taki idealny??! To po co nabijałeś się z oszczędzania -iksińskich?? A jak się zgadają?? Czy oni o kimś mówili?? Hę??? Ty jesteś mega papla!
  • To była luźna towarzyska gadka. SAMURAJU!
  • Albo dlaczego chlapiesz o chrzcinach Mieszka??
  • Bo mam już dosyć TAJEMNICZEJ Justyny! My nic nie możemy powiedzieć!

Jak widzicie kłótnia nie była poważna i właściwie to po każdym zarzucie wybuchaliśmy śmiechem. A wieczorem jak już wszyscy zasnęli pomyślałam sobie, że dotarliśmy się. Tyle lat się znamy, ale dopiero teraz ta relacja zrobiła się na tyle zażyła, że wiemy czego po sobie się spodziewać i co możemy sobie powiedzieć. Nie chcę mówić, że każdy związek przechodzi etapy i pewne rzeczy giną, lecz pojawiają się inne, bo to nieprawda. Jest wszystko co powinno być, a nawet dużo więcej.

><

Diabli ma ciocię. To taka kobieta po 60-tce, o dużym poczuciu humoru, wielkiej mądrości życiowej i ciętym języku. Świetny przykład tego, że atrakcyjność to domena mózgu a nie ciała. Na noworocznym przyjęciu u rodziców Diabla opowiadała jak mieli imprezę w pracy jej męża (zresztą młodszego o lat 10). Że weszła i tak patrzy na te dziewczyny w firmie i pyta go:

  • A to kto?
  • To asystentka technicznego. Mówią, że mają romans.
  • A ta w czerwonej sukience?
  • To kadrowego.
  • A ta z szampanem?
  • O tej mówią, że ja z nią sypiam.
  • To nasza najlepsza 🙂

On btw. z nikim nie sypia :), ale jej reakcja jest świetną ilustracją dystansu i poczucia pewności w związku. I to jest też świetny przykład dotarcia. Tego nam, w dniu naszej kolejnej rocznicy, słodki mężu! 🙂

Rozgrzewka przed dniem Babci

Dobrze mi się zdawało, że lustrzanka na mróz nie bardzo się nadaje. Przynajmniej ta nasza. Albo coś się oszrania, albo zaparowuje, ale zdjęcia nie wychodzą. Za to jak wyjęłam stary aparat to wszystko wyszło super 🙂 Bo przed obiadem u babci Diabla (weekend przed dniem babci i dziadka zawsze jest obiadowo zaplanowany 🙂 wyskoczyliśmy na chwilę na sanki

I? I wychodzi na to, że praktyka czyni mistrza i za każdym kolejnym wyjściem towarzystwo marudzi coraz mniej!

Ach, i pamiętacie jak w „Dziennej Straży” dziewczynka robi babki piaskowe ze śniegu? Żółwia – черепаху? Lillce gdyby dać łopatkę też by robiła 😉

A tu uchachany Diabli, który pchnął Łucję na sankach w dół górki 😉

Energetycznie

Z początkiem listopada, w okresie kiedy w sklepach nie bywałam, Diabli wparował z zakupów z hasłem:

  • Zaczął się sezon na mandarynki! W sklepie cały rząd zajęły pomarańczowe owoce!… Jest coś energetycznego w tym kolorze!

I jakoś wtedy zaczęło mi chodzić po głowie ciasto pomarańczowe... Ale sprężyłam się dopiero dziś i elegancie pomarańczowe muffiny zaniosłam do dziadków Samurajów 🙂 Przepis wzięłam stąd, a krem stąd. Krem nie do końca się ściął i za mało w nim było masła, ale po prostu był za ciepły. Był już czas wychodzenia, a on ciągle był gorący :/ Pomarańczowe kwiatki miały symbolizować kwiat pomarańczy  🙂

<><>

Wizyta była krótsza niż zwykle bo dziewczyny gnały na kolejną imprezę… Bal maskowy! 🙂 

Miś i kot 🙂

Impreza miała być do 22, ale jak wpół do dziewiątej przyłapałam Lilkę (na dolnym foto z przypinką, którą miała przy spódnicy) jak się zaszyła ze znalezioną w poczekalni książeczką do kolorowania, pomyślałam, że czas do domu. I tak sobota była baaardzo pełna wrażeń! 

Kwitnąco

Znacie schemat najkrótszego przewodnika po jedzeniu zgodnym z porami roku? Co jeść by być w zgodzie z przyrodą? Jest prosty:

  • zima – jedz nasiona,
  • wiosną – jedz liście ,
  • lato – jedz owoce,
  • jesień – jedz korzenie.

Na koniec stycznia-luty pasują mi kiełki. Coś pomiędzy nasionami, a liśćmi? Odkryłam je na nowo wczoraj i z trzech zakupionych opakowań nic już nie zostało. Dziewczyny są fankami surowych kiełków słonecznika. Łucja lubi ich smak, a Lili odpowiada ich podobieństwo do kwiatu 😉  Kiełki słonecznika dostarczają organizmowi wapnia i fosforu. Zawierają rzadko występującą w roślinach witaminę D, wzmacniają kości, zęby i mają swoją rolę w procesie krwiotwórczym 🙂


Natomiast Mieszko jest fanem kiełków smażonych. Soczewicy i fasoli Mung. Wrzucam na patelnię, dodaję trochę soli, posypuję masalą, i po trzech minutach podsmażania, przekładam do miseczki. Soczewica to taka zielona pigułka. Witamina A, C, żelazo, wapń i cynk. Mung jest źródłem białka i przeciwutleniaczy. Tak sobie tylko myślę, że może powinnam na nowo podjąć próbę hodowli kiełków w domu. Ze dwa lata temu próbowałam, ale mi nie wyszło, więc może teraz będzie lepiej?

<>

Ach no i tradycyjnie znosi mnie na imprezowe inspiracje. Takie cukierasy. Z lampek, wstążek i tiulu. Na urodziny Łucji? I kwitnącą herbatę? ;)) A jak macie ochotę na więcej przyjęciowych pomysłów zajrzyjcie tu. Zobaczcie jaka czadowa gingerbread party! Wszystko jest idealne!

W remontowej przerwie

  • Jak Ci Lilu minął dzień w przedszkolu?
  • Ola zaprosiła mnie na wspólne zakupy.
  • Super! Jak prawdziwe dziewczyny!
  • Ale jak my się mamy spotkać? Chyba ona musi po mnie przyjechać…

Tak gdybała sobie Lila w aucie w drodze z przedszkola. Wspólne zakupy to oczywiście dziecinne fantazjowanie, ale ciekawa jest inna zależność. Że te dzieci tak strasznie przejmują się logistyką dotarcia. Pamiętam jak byliśmy jako tacy-dorośli-nastoletni z rodzicami na wakacjach. W Chorwacji. Spotkaliśmy się tam z ze znajomymi rodziców. Dwie osoby dorosłe + dwójka dzieci. Młodsza dziewczynka miała z 7 lat i tamtego lata strasznie się zakochała. W równolatku. On ją pchał na materacu, spacerowali i jak przyszedł czas rozłąki łzom i rozpaczy nie było końca. Pamiętam, jak mój brat powiedział:  Ciekawe skąd ON był. Bo może będą się spotykać. A ja mu odpowiedziałam: Mały, to nie ma znaczenia. W tym wieku inna dzielnica to jest jak inny kraj. Odległość nie do pokonania.. I Młody mi przytaknął.  

Patrzę teraz na dziewczyny i przypomina mi się to na nowo. One planują całą masę rzeczy i wszystko rozbija im się o sposób przemieszczenia 🙂 Ma swoje zalety bycie dorosłym 🙂

Propaganda sukcesu

Była wczoraj na tych Jasełkach nauczycielka. Nie nasza, ale z równoległej klasy. Strasznie wszystkich rodziców przepraszała za te błędy co to maluchy je mogą popełniać, ale publiczność rodziców jest najbardziej dla dzieci stresująca. A po przedstawieniu był ciąg dalszy korzenia się, za te błędy co dzieci popełniły. I tak sobie myślę, że słabe to było. W sumie to dla dzieci było słabe. Wolę wariant zapowiadający niezwykłe przedstawienie, na którym wspaniale wystąpią uczniowie. I wspomnienie o tym, że to wyjątkowy rocznik i to przedstawienie nigdy jeszcze tak świetnie nie wypadło. Rodzice i tak zawsze są dumni, więc nie ma co narzekać na zapas, nie? 🙂

<><>

Ulubiona reklama Diabla. I moja ostatnio w sumie też:)

http://tv.wirtualnemedia.pl/swf/flvPlayer.swf

Kuchnia przemysłowa

Gdy na urodzinach Mieszka Lutka zauważyła jak stoję na zmywaku, zarządziła, że tak nie może być i ona nam kupi zmywarkę :)) Chwilę oponowałam, że to moja kuchnia i że dobrze mi bez zmywarki, ale jako że babcia bardzo się upierała, a ja nie znoszę tego ręcznego szorowania (i z wzajemnością, sądząc po efektach) w końcu się zgodziłam…

Lecz gdy moje konto zostało zasilone doszliśmy do wniosku, że na sprawę trzeba spojrzeć globalniej… Zmywarka chodziła 2x dziennie i na ogół wszystko się NIE mieściło. A przecież zmywania nam nie ubędzie. Na miejsce 45 -tki kupiliśmy więc 60-tkę. Trochę jest problem, bo potrzebna jest jeszcze przeróbka szafki (to ta co na górnym foto jest wysunięta), żeby się zmieściła w nowym układzie, ale zrobimy to na dniach! 

before&after

Btw. trochę się martwiliśmy, że blacha w obudowie się ugina, ale sąsiadka co robiła w AGD wytłumaczyła nam, że to taka technologia dzięki której urządzenie jest dużo lepiej wyciszone 🙂 I rzeczywiście jest super cicha 🙂

<><>

Dziś miały też miejsce zaległe Jasełka zerówkowe Łuczy 🙂 Wspaniała jak zawsze, bezbłędna jak tylko ONA 🙂

Mam 6 lat…

  • Jak Ci minął dzień w szkole Łuczku?
  • Nie podzieliłam się dziś z Adrianem cukierkiem.
  • A wcześniej się dzieliłaś?
  • Tak. 
  • Dlaczego?
  • Bo mi się podoba. A ja jemu nie.
  • Skąd to wiesz?
  • Bo się go o to zapytałam.
  • ZAPYTAŁAŚ się go?
  • Tak. Kogo woli. Mnie czy Zosię i on powiedział, że Zosię.
  • ZOSIĘ???
  • Tak… Mamo, a czy to prawda, że przed ślubem lepiej zamieszkać razem?
  • Dlaczego?
  • No wiesz, żeby się sprawdzić…
  • Gdzie takie coś usłyszałaś??
  • Nie wiem. Ale dlaczego lepiej?
  • Bo… wiesz, jak np. weźmiesz ślub a okaże się, że Twój mąż strrrasznie chrapie…

Zbaraniałam. Pada jedno wyznanie, ja próbuję się dostosować,  a ona dobija mnie kolejnym 🙂 Btw. to o tym wspólnym mieszkaniu to musiały być panie w świetlicy, bo nie widzę innego miejsca, gdzie mogła by takie coś usłyszeć.

Dzień Lemingów

Jak się mieszka kawałek od miasta to trzeba się ostro zmobilizować by rano ruszyć. Bo najpierw trzeba kawałek odśnieżyć a potem odkopać auto… Lecz cel był szczytny, bo w końcu dziś Dzień Wielkiej Orkiestry! Aby więc znaleźć pierwszego puszkowego pojechaliśmy do najbliższego multiplexu. CAŁĄ rodziną do kina. Wybraliśmy seans w wersji cyfrowej, a nie 3d i zajęliśmy cały mniejszy rząd w małej sali 🙂 (Po jednej stronie było 5, po drugiej 10 miejsc 🙂 

Strażnicy Marzeń


Cudne! 🙂 Ja się spłakałam, Mieszko nie zasnął, a w scenie końcowej gdy zaprzysięgano głównego bohatera i Mikołaj zadał pytanie: Czy zostaniesz strażnikiem dziecięcych marzeń?, Lila kiwnęła głową i powiedziała TAK. Diabli się zaśmiewał z Wielkanocnego Zająca i wszyscy rozsypywaliśmy pop-corn. Ach, a Łucja przejęła się wróżką Zębuszką i jej też figurkę wzięła w zestawie Happy Meala gdy wylądowaliśmy później w Macu 🙂

Jadę, jadę w świat sankami…

Sypnęło, więc ruszyliśmy na sanki (btw. czy tylko mój aparat tak, ma, że na mrozie przyciemnia zdjęcia i nawet ręczne ustawianie przesłony nic nie zmienia?). I po raz kolejny dzieci udowodniły nam, że na na ferie zimowe w góry to najwcześniej za rok. Lila buczy, że jej zimno (cała trójka w kombinezonach), Mieszko buczy i pokazuje drogę do domu, a Łucja? Łucja przecież bez rodzeństwa nie funkcjonuje! :))